Search in editorials articles
polski      english 

Main page

Time line

How to use

Find in database

Login



DATABASE QUERY SEARCH

event
Szmugiel w getcie był dwojakiego rodzaju - przekupienie żandarma lub wywiezienie na TYC [po żydowsku 3,6] Tycu używało się, gdy miasto zostawało obstawione przez nowych nieznanych żandarmów. Do takiego żandarma podchodził cywil z getta i opowiadał, że w odległości 10 metrów Polacy rzucają worki do getta. Worki były rzeczywiście rzucane, ale były w nich śmieci. Tymczasem, gdy żandarm starał się złapać tych szmuglerów, z drugiej strony wjeżdżał do getta wóz z prawdziwym szmuglem. Inny tyc polegał na tym, że do żandarma podchodziło dwóch ludzi, mówiąc że muszą naprawić wachę, heblowali i piłowali i nakłaniali żandarma do wejścia do środka budki, wtedy na krótko go zamykali, a w tym czasie przejeżdżał wóz ze szmuglem.  
Żandarma, który był podatny na przekupienie poznawało się po tym, że pozwalał policjantowi żydowskiemu na stanie koło siebie i rozmawiał z nim. Najłatwiej było przekupić Austriaka. Łatwo było zaprzyjaźnić się z żandarmem, gdy naciągnęło się go na opowiadanie o rodzinie. Najtrudniej było przekupić policjanta polskiego, bo zawsze uważali, że chce się ich oszukać. Żandarmi niemieccy trochę bali się polskich policjantów i dlatego często szmugiel nie szedł, kiedy granatowy mówił :nie.  
Jeden ze szmuglerów żydowskich [murkarz] został zastrzelony przez żandarma niemieckiego, Niemiec złapał szmuglera, przyłożył mu pistolet do ust i strzelił w usta. Trup leżał kilka godzin podczas gdy wokół trwał szmugiel. Niemcy kilkakrotnie podstawili żandarmów przebranych za szmuglerów, w workach mieli karabiny. Żandarmi ci wystrzelali znaczną grupę żydowskich szmuglerów. Działo się to na przełomie 41 i 42 roku przy ulicy Ceglanej, Siennej, Twardej.  
Szmuglerzy z grupy Awruma spotykali się w restauracji Wałacha na rogu Granicznej, obok był wylot, przez który przejeżdżało dziennie kilkadziesiąt furmanek. Wylot ten zamarł pod koniec 41, bo powstały inne miejsca szmuglu. Awrum zatrudniony został przez Zakład Zaopatrywania do wożenia żywności z Umschlagplatzu.  
Czasem dochodziło do tego, że grajkowie przekupili tylu żandarmów, że nie mogli nadążyć z wwożeniem towaru do getta. Grajek dostawał pieniądze od ilości wwiezionego towaru. Często szmuglerzy oszukiwali grajków - używali samochodów i w tym samym czasie wwozili znacznie więcej towaru do getta, o czym grajek nie wiedział. Furmami i szoferzy byli Polakami i często musieli spędzić kilka dni w getcie , gdyż nie zawsze była możliwość wyjścia. Konie przy furmankach musiały być najlepsze, aby po przejechaniu galopem całego miasta, na wasze nie straciły sił. Najlepsze były dwa szpakowate konie, które miały prawie ludzki instynkt.  
Organizacja szmuglu Przed każdą wachą była specjalnie urządzona kawiarnia z telefonem, gdzie czekali szmuglerzy. Każdy grajek miał rower. Gdy dany grajek zobaczył swojego przekupionego żandarma, dawał znać szmuglerom i innym grajkom, z którymi był w spółce, szmuglerzy dzwonili na polską stronę. Każdy wylot miał numer i w rozmowie telefonicznej podawano tylko numer. Aby oszczędzić czas grajkowie oczekiwali przy wachstubie, w której żandarmi czekali na swoją wartę. Każdy żandarm stał na wasze od 13 do 15, potem ten sam żandarm na drugiej wasze od 19 do 21, potem od 1 do 3 w nocy i rano od 7 do 9 na innej wasze. Grajkowie już przy wachstubie widzieli na którą wachę idzie ich przekupiony żandarm i mogli szybko zawiadomić szmuglerów. Często sam żandarm mówił grajkowi, na których wylotach będzie po kolei. Często szmuglowano do getta ludzi. Grajkowie z szacunkiem traktowali Polaków, którzy chcieli odwiedzić znajomych w getcie - to budziło ich szacunek.  
Miejsca szmuglu: -domy przy ulicy Krochmalnej- od strony placu Mirowskiego wchodzili Polacy a od ul. Krochmalnej Żydzi, -Sienna- plac -składowisko desek. W domach przy ul. Złotej okienka ubikacji wychodziły na ten plac i tu Polacy wyrzucali paczki [1940 do 1941]. -Dzika-Okopowa- śmieciarze przerzucają szmugiel [1942].  
Od grudnia 1942 przy ul. Tłomackie istnieje placówka zbierajłca meble po wysiedlonych Żydach. Pracuje tam też Szepsel Rotholc. W pierwszym rzędzie pracowali tam policjanci żydowscy. Przez tę placówkę wychodziło z getta wielu ludzi, tędy też szmuglowano broń do getta. Na placówkę często przychodziły Polki z dziećmi. Były to kobiety, które przechowywały żydowskie dzieci i chciały je pokazać matkom - Żydówkom, pracującym na placówce.  
Copyright © 2006 Barbara Engelking-Boni and Polish Center for Holocaust Research
supported by:
Ford Foundation grant No 1015-1739  and The Fund for support of Jewish Institutions or Projects outside Norway
database and website architecture: