szukaj w artykułach redakcyjnych
polski      english 

Strona główna

Kalendarium

O bazie

Szukaj w bazie danych

Centrum

Logowanie



WYSZUKIWANIE W BAZIE DANYCH

zdarzenie
Ringelblum zaproponował R. Auerbach by zapoznała się z materiałami zebranymi u pisarzy pozostałych w Warszawie( po wybuchu wojny) i napisała krytyczny artykuł o twórczości pisarzy w okresie okupacji.. Część tych materiałów, przepisana na maszynie, znajdowała się już w posiadaniu Ringelbuma.  
W czasie pierwszej akcji R. Auerbach kontaktowała się z Ringelblumem za pośrednictwem Gutkowskiego, który pod koniec pierwszego tygodnia wziął od niej paczkę materiałów do schowania. Był tam brulion jej pracy konkursowej o kuchni na Leszno 40. W paczce był również pożegnalny list , rodzaj testamentu i krzyk protestu, który R. Auerbach napisała w 5 dniu akcji. Testament ten był napisany w jidisz, natomiast dzienne reportaże i zapiski bieżące były pisane po polsku. Może dlatego,że do zapisek R. Auerbach używała czyste kartki ze swego grubego, oprawionego notatnika, stanowiącego ,,drugi tom" jej ,,dziennika", który pisała od najwcześniejszych dziewczęcych lat. Gutowskiemu dała więc ostatnie, wyrwane z notatnika kartki na których zanotowała wydarzenia z ostatniego tygodnia akcji i przy okazji dodała oba tomy dziennika, które były pisane gdzieś między1917 a 1927r.; dodała mu również szereg rzeczy z przed wojny, które miała u siebie w domu. Tuż przedtem Rachela spędziła całą noc na wycinaniu swego nazwiska z dużego zbioru wycinków z prasy żydowskiej i polskiej. Zebrała szereg wydrukowanych rzeczy z przed wojny oraz paczuszkę rękopisów i kopii drukowanych i nie drukowanych opowiadań jak również rozdziały z powieści. Gutowski przyszedł po rzeczy po blokadach i wyszedł w późnych godzinach poobiednich, kiedy można było chodzić ulicami. Bez przeszkód przeniósł rzeczy tam gdzie należało.  
18 stycznia 1943 rozpoczyna się druga akcja. Trwała ona ,,tylko" cztery dni. Zniszczyła całkowicie życie pozostałych w getcie ludzi. Nikt nie wierzy obiecankom hitlerowców, nikt nie idzie z własnej woli, idą tylko ludzie wyciągnięci siłą z bunkrów.Jest około 6-7 tysięcy zabitych na miejscu lub wyprowadzonych z bunkrów.Ale są pierwsze próby sprzeciwu, pierwsze trupy Niemców, którzy padli od żydowskich kul. Po drugiej akcji nie było już śladu zorganizowanego życia w getcie. Jedynym wyjściem dla pozostałych przy życiu był bunkier lub strona aryjska  
Koniec lipca 1943.Wysłannikom Żydowskiego Kmitetu Narodowego po aryjskiej stronie udaje się wyprowadzić z obozu Poniatowa działaczkę lewicy robotniczo syjonistycznej Polę Elster..W tym samym obozie , wśród innych znanych ludzi, znajdował się też Josef Kirman. Wysłano pieniądze dla podziemnego komitetu w obozie. Prawdopodobnie skorzystał z nich również Kirman. W pierwszych dniach listopada posłańcy pojechali do Pomiatowej z dużą ilością pieniędzy, za które mieli wydobyć ludzi z obozu. Nie wiadomo czy na tej liście był również Kirman. Wadomo natomiast, że posłańcy przyszli za późno.  
W 1941r. została rozpisana w getcie ankieta (w ramach Archiwum Ringelbluma) dotycząca efektów utworzenia getta. Wpłynęło szereg interesujących wypowiedzi znanych żydowskich osobistości, które zginęły później: Hilel Cajtlin, dr Milajkowski, Aharon Einhorn, Sz.I.Stupnicki i inni.  
Zima i lato 1940r. Basia Berman pracuje jako sekretarz w punkcie rozdawania (pomocy) odzieży dla uchodźców. Pracownicy zbierają odzież. Basia zbiera książki dla dzieci. Żeby nie ściągnąć niebezpieczeństwa, oficjalnie, jest to akcja zbierania zabawek. Dzieci posiadające książki wymieniają je między sobą. W bogatszych mieszkaniach zostają zorganizowane punkty wymiany książek. Niektóre komitety domowe organizują kąciki dla dzieci. Basia Berman chodzi z walizką pełną książek dla dzieci po domach i punktach dla uchodźców, po domach dziecka.  
Rachela Auerbach, po przeżyciu drugiej akcji w getcie, decyduje się na przejście na aryjską stronę.Z trudem wyobraża sobie jak będzie tam mogła żyć, chodzić po ulicach jako polska kobieta, z fałszywym nazwiskiem.Już droga ze Świętojerskiej skąd miała zostać ,, przerzucona" do domu znajdującego się na rogu Marszałkowskiej i Piusa ( gdzie było dla niej miejsce do mieszkania) wydawała się jej ekspedycją na inną planetę.  
To było po upadku Mussoliniego.Wraz z innymi mieszkańcami W-wy R. Auerbach wpadła w entuzjazm. Co nie przeszkadzało jej śledzić za swoimi ,,sprawami"- za pieniędzmi, które otrzymywała co miesiąc z żydowskich organizacji pomocy oraz za pracą , by móc pokryć coraz większe koszta związane z utrzymaniem grupy przechowywanych osób, którymi ona sę opiekowała. I dlatego też wtedy handlowała, podobnie jak więlszość polskiej inteligencji. Między innymi handlowała pończochami i wszyscy prawdziwi i udawani ,,aryjscy" klienci zaopatrywali się u niej w ten towar.  
Po przedostaniu się na aryjską stronę z getta w-skiego Rachela Auerbach, w swojej kryjówce, w godzinach nocnych ( od 24 do 5 rano) pisała skróconą wersję ,,Warszawskich testamentów". Ostrzeżona przez polskie współlokatorki o tym, że służąca ( Folksdojczka) nad ranem zaglądała przez dziurkę od klucza do pokoju, autorka usunęła ,, kompromitujące" zeszyty z mieszkania. Po powstaniu W-skim, gdy zbliżał się front, autorka przekazała zapisane zeszyty dr Janowi Żabińskiemu, byłemu dyrektorowi ogrodu zoologicznego, który umieścił je w dużym , dobrze zamkniętym słoju /weki/ i zakopał pod kamieniem na terenie ZOO, na Pradze. W kwietniu 1945r R. Auerbach wydobyła swoje notatki zachowane w doskonałym stanie.  
Bombardowanie Warszawy trwało już 5 dzień. Tego dnia Nachum Bomza, po powrocie z miasta, zakomunikował swoim współlokatorom, że ogłoszona została ewakuacja Warszawy. Wojsko wycofuje się na dalsze pozycje, rząd opuszcza stolicę. Hitler będzie Warszawie za kilka dni  
Róża Simchowicz zachorowała na tyfus. Umarła późną jesienią. Aby odprowadzić ją na cmentarz grupa ludzi zgromadziła się na wskazanym miejscu. Czekali bardzo długo by ją wyniesiono. Nikt nie mógł zrozumieć czym jest spowodowane to opóźnienie do momentu gdy nagle ukazał się wózek zaprzęgnięty w jednego konia, który nie zatrzymując się przed domem, gdzie wszyscy czekali, przejechał w szybkim tempie przez ul. Solną i jeszcze szybszym galopem przeleciał przez Karmelicką w kieunku cmentarza na Gęsiej. Kilku osobom udało się złapać ryksze i pogonić za wozem.  
Od jesieni 1941r. dziecięca biblioteka na Leszno 67 nosi imię Rozy Simchowicz. Od początku prosperuje ona świetnie. W krótkim czasie liczba dziecięcych abonentów wynosi 700.W wielu przypadkach dzieci nie są przyzwyczajone do jidisz albo w ogóle nie znają tego alfabetu. Basia Berman uczy ich swoją metodą . Pożycza dzieciom dwie książki naraz, w polskim języku i w jidisz. Dzieci wykazują coraz większe zainteresowanie książką żydowską. Biblioteka , od czasu do czasu, organizuje seanse czytania książki w jidisz, głównie dla dzieci ale również odczyty dla zasymilowanych nauczycieli o żydowskiej literaturze. Pomocnice Basi w bibliotece były młodymi osobami; były to Szulamit Bratsztajn i, Tobcia Kajteł, Rojza Szwarcberg i Pola Błazer  
Najważniejszym zadaniem dziecięcej biblioteki było zapewnienie dzieciom najbiedniejszym i najnieszczęśliwszym możliwości czytania.. Akcja ta objęła powstałe w czasie wojny internaty i pół internaty, szpitale dziecięce a nawet miejsca kwarantanny gdzie długimi tygodniami trzymano rodziny, które przeszły tyfus. Dla dzieci z punktów dla uchodźców tworzono osobne komplety czytelnicze, głównie z powodów sanitarnych. Basia prowadziła również osobny komplet dla dzieci ze świerzbem.W niektórych punktach gdzie dzieci , z powodu zimna i nieogrzewanych mieszkań, nie mogły same czytać organizowano kolektywne czytanie.  
Wśród swoich czytelników Basia Berman miała chłopca o imieniu Maryl (?). Pewnego dnia oddał on do biblioteki książkę między stronicami której łaziły wszy. Ale w bbliotece nie złoszczono się na niego. To przecież nie była jego wina. Stało się jedynie jasne,że przed biblioteką stanął problem dezynsekcji książek.  
Nawet w czasie alcji likwidacyjnej dzieci przychodziły do biblioteki wymienić książki. Między innymi była dziewczynka imieniem Syma, która mówiła,że nie boi się przychodzić po książki bo jej tatuś pracuje u Tebensa i pokazywała zaświadczenie. Ani jedna z wypożyczonych w tych dniych książek z biblioteki nie wróciła na swoje miejsce  
Było to w czasie 1 akcji. Żona rewizjonistycznego działacza dr. A.Lipmana, który w tym czasie leżał chory w więziennym szpitalu i któremu ona już nic nie mogła pomóc, dała się omamić - podczas jednej z blokad ulicy Leszno-obietnicą, że ci którzy dobrowolnie zgłoszą się do "przesiedlenia", nie zostaną odzieleni od rodzin i otrzymają gratyfikację w postaci 3 kg chleba i puszkę miodu lub marmolady, na drogę. Żona Lipmana wierzyła, że tym sposobem uda jej się dostać do rodziny w Brysku. W Warszawie nie miała już żadnych środków do życia. Liczyła, że tym sposobem uratuje syna. W dniu obławy, tuż przed opuszczeniem domu, jej 12 letni synek stał przy domu zaczytany w rozpadającej się książce.  
Do kuchni na Leszno 40 mieli zwyczaj przychodzić w odwiedziny Lerer razem z Josefem Kirmanem i Szlomą Gilbertem.Przychodzili oni popołudniu. Już rozdano jedzenie.. Legalni konsumenci, którzy jadali na miejscu lub nabierali zupę do baniek już odeszli.. Razem z ostatnią łyżką na dnie garnka odeszli też konsumenci darmowi. Krzyki, targowanie się o jeszcze jedną łyżkę gęstego , o jeszcze jeden kartofel ustały.. Personel zajął się sprzątaniem, czyszczeniem naczyń, ważeniem produktów w magazynie i przygotowaniem jedzenia na następny dzień. Po zrobieniu kasy, wysłaniu do centrali raportu dziennego było trochę więcej czasu. Rachela z gośćmi siadali w wąskiej kancelarii, między workami ze ważonymi produktami, między beczkami z oczyszconymi jarzynami, garnkami z kaszą i rozmowa schodziła na literackie tematy.. Gilbert wyciągał z kieszeni zeszyt i czytał nowy ,,obrazek" ze swego poematu dramatycznego pełnego sporów miedzy Bogiem a narodem, symbolicznych postaci, fantastycznego świata  
Dziennikarz z getta Marian Ptaszyński (Podkowiński- nazwisko okupacyjne) uratował się, po wyjściu z getta, wraz z żoną i córeczką po aryjskiej stronie. Mieszkali gdzieś na południu W-wy. Pieniądze od komitetu pomocy dostawali za pośrednitwem R. Auerbach. Dzień przed wybuchem powstania Warszawskiego, kiedy tramwaje już nie jeździły, powędrowała do nich na piechotę i przyniosła im pieniądze za sierpień, które umożliwiły rodzinie Ptaszyńskich wydostanie się z W-wy w dniach powstania, na obrzeże W-wy gdzie doczekali końca wojny.  
W medycznych kręgach warszawskiego getta poświęcono dużo czasu na obserwacje wpływu głodu na organizm człowieka. W niektórych szpitalach organizowano zespół medyczny mający za zadanie badanie biofizycznych i biochemicznych procesów związanych z chorobą zwaną głodem. Materiały z badań zostały przechowane na aryjskiej stronie i po wojnie zostały wydane dzięki staraniom Jointu w jęz. polskim w pracy pt. Choroba głodowa. Badania kliniczne nad głodem, wykonane w getcie warszawskim w 1942r. Warszawa, A.J.D.C. (Joint) 1946  
W wigilię żydowskiego nowego roku . Niemcy uczcili to wydarzenie wzmożonym atakiem lotniczym na żydowską dzielnicę. Tego samego jeszcze dnia Starzyński odwiedził Nalewki i ulicę Franciszkańską, które najbardziej ucierpiały z powodu nalotów. Wyszedł ze swego auto ledwo mogąc zrobić krok wśród tłumu Żydów, tłoczących się na ulicy po bombardowaniu. Niektóre domy stały jeszcze w ogniu, z pod gruzów innych starano się wydobyć jeszcze żywych ludzi. Starzyński rozmawiał z cierpiącymi, gładził główki dzieci, ściskał rękę młodego mężczyzny,który uratował od ognia dwa domy. Dodawał otuchy mieszkańcom żydowskich ulic.  
W jednym z paragrafów ostatniego obwieszczenia podpisanego przez Starzyńskiego, które zostało rozklejone na ulicach Warszawy 28 lub 29 września, po podpisaniu kapitulacji zaznaczono, że wszystkie rozporządzenia dotyczą w równej mierze Żydów jak i pozostałych mieszkańców Warszawy i że wobec Żydów nie będą stosowane żadne specjalne represje.  
Włoska agencja podróży wznowiła swoją działałność w Warszawie ""Lloyd-Triestino". Jej biuro mieściło się w Warszawie na ulicy Marszałkowskiej.Dzięki współpracy Hitlera z Mussolinim Żydzi ,mający ,,papiery" ,mogli korzystać z usług tego biura.  
W ostatnich dniach września 1939r. na wezwanie Rigelbluma R. Auerbach stawiła się w jego biurze na ulicy Wielkiej gdzie mieścił się Joint. Ringelblum powiedział jej, że zapadła decyzja by w żydowskich instytucjach zatrudniać jak najwięcej inteligencji dla ratowania,,kadr", że mimo trudnej sytuacji nie wszystkim wolno uciekać i, że nie wolno pozostawić własnemu losowi dziesiątek tysięcy Żydów wypędzonych z różnych części kraju, uciekinierów z prowincji, którzy znaleźli się w Warszawie. Rachela Auerbach dostała zadanie zorganizowania kuchni.  
Rachela Auerbach organizuje kuchnię. W tym celu dostała pewną sumę pieniędzy od Ringelbluma .Wraz z sekretarzem związku Calelem,wędrują po gruzach, rowach przeciwczołgowych, resztkach barykad , po mieszkaniach byłych właścicieli sklepów w poszukiwaniu garnków do gotowania, talerzy, łyżek i produktów. W magazynie Jointu znaleźli resztki nie zniszczonych i nie zużytkowanych artykułów spożywczych. 1 października 1939 zakończono przygotowania . Tego dnia nastąpiło otwarcie stołówki.Pierwszego dnia istnienia kuchnia wydaje pierwszych 50 porcji, ugotowanych przez jedną z mieszkanek domu. Do pierwszych konsumentów należeli literaci i ich rodziny. W większości były to żony tych , którzy poszli za wycofującym się wojskiem. Do pierwszych, dobrowolnych współpracowników kuchni należały dwie nauczycielki żydowskich ludowych szkół - Rywka Kagan i Szajna Pat oraz aktorka Miriam Orleska. Poza Orleską wszyscy , którzy znajdowali się wśród pierwszych współpracowników i konsumentów z kręgów artystyczno -literackich w ciągu niewielu dni przedostali się na wschód.Przed powstaniem getta kuchnia wydawała od 500 do 600 zup dziennie. Ostatnie 2000 zup wydano, w tej kuchni, już w czasie pierwszej akcji likwidacyjnej1942r., zanim została ona zamieniona w szop-kuchnię i przeszła pod nadzór niemieckiej firmy W.C. Tebens  
Druga rocznica powstania getta warszawskiego wypadła 15 listopada 1942r. Przedtem miała miejsce pierwsza wielka akcja przeciwko Żydom. 27 lipca1942r., 6 dnia akcji Rachela Auerbach oddała na przechowanie już zredagowane jak również dopiero naszkicowane części manuskryptu "Monografia popularnej kuchni ", którą autorka podjęła się wykonać dla archiwum w ramach konkursu ,, Dwa lata getta". Materiały te autorka odzyskała we wrześniu 1946r. po odkopaniu części archiwum Ringelbluma  
18 kwietnia 1942r. w tzw. czarny piątek Niemcy zamordowali około 50 najbardziej aktywnych działaczy getta. Niemcy przeszukiwali mieszkania wg uprzednio przygotowanej listy organizatorów i współpraconików tajnej prasy. Między innymi przyszli również do mieszkania Menachema Lindera. Linder, który przeczuwając niebezpieczeństwo przez kilka dni nie nocował u siebie, tego feralnego piątku wrócił do swego mieszkania na Leszno 52. Wysłańcy gestapo kazali mu, grzecznie, pójść z nimi. Zaproponowali by wziął ze sobą szczoteczkę do zębów i ręcznik, uspokoili żonę. Przywieźli go samochodem na skwer mieszczący się w trójkącie ulic Mylna-Nowolipie-Karmelicka i zastrzelili go przy bramie szpitala ewangielickiego.  
Lokale w których mieściły się, przed okupacją żydowskie organizacje, lokale partyjne, różnych organizacji filantropijnych, szkoły , zostały obsadzone przez społeczną samopomoc , dookoła której skupiali się i działałi szerokie kręgi różnego rodzaju działaczy i pracująca inteligencja. Wszystkie inne formy działalności społecznej, politycznej i kulturalnej były w getcie zabronione. Po jakimś czasie nastąpiło ożywienie tej działalności pod płaszczykiem ochronnym jedynej tolerowanej działalności organizacji pomocy głodnym i bezdomnym, działalności kuchni (stołowek) popularnych. Centrala zajmująca się stołówkami była doskonale zorganizowana w sensie adminisrtacyjnym. Na jej czele, w ramach samopmocy społecznej stali: Jehoszua Brojda, dr M .Szpindler, Menahem Linder . Centrala przechodziła przez różne fazy., kilkakrotnie przeprowadzała się w różne miejsca. Był moment kiedy posiadała ona duży magazyn dla produktów. I był moment kiedy kierownikom kuchni dawano pieniądze do samodzielnych zakupów. Odbywały się tam posiedzenie i zebrania. Tak czy inaczej kierownicy kuchni musieli ,,trzymać rękę na pulsie" i przychodzić codziennie do centrali by wiedzieć co nowego przygotowuje centrala, prosić i przypominać, walczyć o standard swojej kuchni. Z posród około 100 pracowników Centrali i z od10 do 15 razy większej liczby pracowników zatrudnionych w popularnych kuchniach, końca wojny doczekało poniżej 2% ludzi  
Konsumenci popularnych kuchni chorowali, często, na dyzenterię i krwawe katary żołądka i kiszek. Powodem była najniższa jakość produktów, którą dostarczano do kuchni popularnych na terenie getta ( przydziały władz okupacyjnych) - na wpół zgniłe, spleśniałe buraki, kartofle i inne jarzyny z których należało ugotować zupę. Zupy (np. barszcz) ,,dosmaczano" sacharyną i do każdej porcji dodawano kawałek czarnego chleba,( wymieszany z wapnem i otrębami ) który wypiekano w piekarniach z przydzielonej, przez okupacyjne władze, mąki. Gdyby przesiać taką mąkę nic by z niej nie zostało. Ale nikt jej nie przesiewał. W takim jedzeniu nie było żadnej wartości odżywczej ale zapełniało ono pusty żołądek, który musiał sobie jakoś radzić z taką trucizną.  
Na początku jesieni 1941 roku kucharka z kuchni,którą kierowała R. Auerbach opowiedziała , że przechodząc, nad ranem, w drodze do pracy koło skrzyni na śmiecie, na kółkach, zauważyła w porannej mgle , postać w bieli która przebierała w śmieciach i co chwila wkładała do ust jakieś resztki jedzenia. Prawdopodobnie był to człowiek, który nie miał w co się ubrać i wstydził się pokazać na ulicy w ciągu dnia, owinięty w jedyne co posiadał- psześcieradło a może był, poprostu, nagi. Poza kucharką na ulicy był jeszcze wracający z nocnej zmiany żydowski policjant. Spytał kucharkę ,, Pani coś widzi?". A pan coś widzi ? spytała kucharka  
Plagą popularnych kuchni był handel kartkami upoważniającymi do nabycia zupy. Oficjalnie kartka na zupę, której wartość wynosiła ponad 1 zł, kosztowała 20 gr. Ta różnica cen prowokowała ubogich ludzi do próby zarobku. W zależności od tego co kuchnie określonego dnia gotowały , zupy miały wyższy lub niższy kurs. Usłyszawszy, że kuchnia daje np. zupę fasolową, konsumenci wykupyali kartki również na następny dzień, bez większego problemu przerabiali datę, i sprzedawali kartki po najwyższym kursie. Powodowało to, że danego dnia brakowało zupy dla konsumentów poszczególnych kuchni, którzy z różnych powodów przychodzili po swój talerz zupy później. Powodowało to,,niejednokrotnie, awantury. Kierownictwo kuchni poznawszy proceder handlu kartkami obiadowymi zaprzestało sprzedaży kartek na następny dzień. Centrala jadłodajni domagała się od prowadzących poszczególne punkty, by surowo traktować tego typu nadużycia i zabierać, handlującym kartkami konsumentów, legitymacje członkowskie.  
Gucia, kucharka, przychodziła do pracy bardzo wcześnie. Pod kotłami był już zapalony ogień. Grzała się w nich pierwsza woda. Jarzyny był już obrane i przygotowane, (poprzedniego dnia). Po pewnym czasie w kuchni zainstalowano ogromny, obmurowany kaflami kocioł do gotowania. By go umyć jedna z pracującyh w kuchni kobiet, boso, wchodziła do środka. W kotle tym można było za jednym razem ugotować pęczak dla 2000 porcji zupy. Po rozpaleniu pod kotłem, dokręcało się (hermetycznie) przykrywę, wygarniało się spod kotła wypalone węgle a rozpalone do czerwoności kamienie wystarczały by proces gotowania doprowadzić do końca. Po dwóch godzinach wszystko było miękkie i nierozgotowane. Jeden z pracowników wiadrem lub innego rodzaju czerpakiem umocowanym na długim drągu przenosił gęstą zawartość z tego kotła do mniejszych kotłów. Następnie, do tej gęstej masy, dodawano wrzątek i doprowadzano zupę do odpowiedniej gęstości. Dodawano do tego omastę z oleju i podsmażoną cebulę. Jeden z pomniejszych garnków był wnoszony do sali jadalnej. Tam stawiano go na podwyższeniu i stąd wlewano zupę na talerze przynoszone przez kelenerki.  
Dzięki prywatnej inicjatywie zaczęto wydawać grupie ,,zdeklasowanych inteligentów" coś w rodzaju dodatkowego śniadania, które składało się ze szklanki gorącej erzac- herbaty z żółtym cukrem i z 50 gramami chleba.  
Delikatne sytuacje związane z pracą w kuchni. Były związane z faktem, że w głodującym mieście 18 osób zatrudnionych w kuchni miało obok siebie magazyn pełen żywności i, jednocześnie, swoje bliższe i dalsze rodziny, przyjaciół. W tej sytuacji prawdziwym problemem było nie dopuszczenie do rozkradania żywności, do okradania tych, których życie zależało od talerza zupy z naszej kuchni. Pracownicy mogli jeść do woli zupę. Chleb dokupywali i trzymali go, każdy w swoim woreczku ,zawieszonym na specjalnym gwoździku. Wiadomym jednak było, że to nie rozwiązuje problemu. Kierownictwo (R. Auerbach) miało świadomość, że musi iść na pewne ustępstwa, gdyż w przeciwnym wypadku praca z zespołem kuchennym stałaby się niemożliwa. Auerbach znalazła następujące rozwiązanie: przy codziennym ważeniu produktów należało odjąc wagę opakowań (tarę) w których je ważono ( worki, garnki,). Wynosiło to dziennie od 2 do 3 kg. I z tej ilośći produktów ( kartofli,pęczaku, jarzyn) Gucia gotowała pożywne jedzenie dla personelu i dla ich najbliższych. Instruktorki-inspektorki, które wizytowały kuchnię kilka razy w tygodniu, akceptowały to rozwiązanie, rekomendując je innym placówkom żywieniowym, które stawały przed analogicznym problemem.  
Któregoś dnia R. Auerbach stwierdziła, że dwie dziewczyny z jej personelu codziennie gotują dla siebie w osobnym garnuszku,kartofle. Jedzenie codziennie około 1/4 kg suchych kartofli zmieszanych ze smażoną cebulą było prawdziwym luksusem, na który nie mogli sobie pozwolić pozostali pracownicy. Okazało się, że pieniądze na to dziewczyny otrzymywały od pewnego człowieka, który codziennie przychodził pod drzwi kuchenne z puszką do której dziewczyny wlewały kilka talerzy zupy. Gdy zwrócono dziewczynom uwagę, proceder ten ustał, przynajmniej przestał być jawny.  
Do pracy w kuchni R. Auerbach przyjęła ,na samym początku, kilka młodych dziewcząt do których, z czasem, przyłączyły się inne młode dziewczyny. Wypełniały one w kuchni podwójną funkcję. Rano i po wydaniu jedzenia sprzątały,obierały kartofle, czyściły jarzyny, myły lokal i naczynia.W porze obiadowej zakładały białe fartuszki, zawiązywały na głowach trójkątne chustki i podawały zupę konsumentom jedzącym na miejscu.  
Inspektorat zbiorowego żywienia ( obsługujący popularne kuchnie) powstał jeszcze przed wydzieleniem getta. Pomógł on ustawić pracę wielu punktów żywienia na właściwym poziomie. Praca komórki żywieniowej, która w pewnym okresie żywiła ponad 100 tys.osób ciągle się rozwijała i udoskonalała. Pracowały tam trzy kobiety dzięki ofiarności których większość punktów zbiorowego żywienia w getcie osiągnęło odpowiedni poziom czystości, porządku a wydawane tam posiłki miały odpowiednią, zważywszy warunki, wartość .  
Dwa, trzy razy w tygodniu jedna lub dwie instruktorki odpowiedzialne za organizację żywienia wizytowały każdą z kuchni zbiorowego żywienia,które działały na terenie getta. Obsadzały właściwymi ludźmi poszczególne stanowiska, przesuwały poszczególnych pracowników tak, by każdy z nich potrafił zastąpić każdego w kuchni, uczyły jak należy pracować wydajnie i tak by nie męczyć się zbyt szybko. Najważniejszym problemem było jednak jak wydobyć maksymalne wartości kaloryczne i smakowe z małowartościowych produktów, które dostarczali Niemcy. Na szczęście istniała również możliwość dokupienia wartościowych produktów na,, wolnym rynku" , który istniał dzięki bardzo niebezpiecznemu szmuglowi i handlowi między Żydami w getcie a Polakami z aryjskiej strony. Zarówno w Centrali jak też w poszczególnych kuchniach instruktorki miały doczynienia z ludźmi, którzy przed wojną nie mieli żadnego kontaktu ze zbiorowym żywieniem. Praca instruktorek wymagała ogromnej cierpliwości , samozaparcia i taktu.  
Jeszcze przed początkiem 1 szej akcji likwidacyjnej Firma W.C. Tebens umieściła swój sztab w budynku szkolnym na Leszno 74 a potem zajęła szereg ulic mieszczących się między Karmelicką a Żelazną. Dobrze zorganizowana i technicznie wyposażona kuchnia na Leszno 40 już na początku akcji miała szansę zostać kuchnią szopu. Wpływowi ludzie, których pomocy szukała nadaremno R. Auerbach, by pomogli w ,,legalizacji" kuchni,nagle, z jednego dnia na drugi, zdali sobie sprawę,że może ona stanowić dla nich doskonałą deskę ratunku i brutalnie zaczęli usuwać z kuchni tych, którzy pracowali tu ponad 3 lata, by zastąpić ich swoimi. Celował w tym aprowizacyjny dyrektor, asymilowany Żyd z Poznania pracujący u Tebensa, który bez żenady traktował kuchnię jak swoją własność. R. Auerbach straciła swoją pozycję kierowniczki i bezskutecznie walczyła o pozostawienie w kuchni swojego zespołu składającego się z 18 ludzi, z którymi tworzyła kuchnię i pracowała w niej ponad 3 lata. Poza nowym kierownikiem kuchni , dyrektor aprowizacyjny ,,wkręcił" między personel matkę z córką- żonę żydowskiego policjanta, która za wiedzą i zgodą swego męża ,stała się kochanką dyrektora. Pierwszymi ofiarami nowych porządków padli Jakub i Ista Beldiger. Zostali oni zabrani już podczas pierwszej ,dużej blokady na ul. Leszno, i nikt ani ich znajomy, nowy kierownik kuchni ani, również dyrektor , który znał ich rodzinę, nie ruszyli palcem by ich wyciągnąć z Umszlagplacu.  
W 1942r w lokalu kuchni przy ul. Leszno 40 zorganizowano reprezentacyjną kuchnię dla rekonwalescentów (po tyfusie). W związku z tym inspektorki żywieniowe zarządziły w pomieszczeniach remont i szereg ulepszeń wraz z częściową wymianą personelu. Odeszły kucharka Gucia, pani Nelken i Henia z Rypina. Zostały one przeniesione do świeżo zreorganizowanej kuchni na Nowolipiu. Do kuchni na ul. Leszno 40 przyszła nowa kucharka.  
Kuchnia na ul. Leszno 40 charakteryzowała się tym, że miała dużą ilością bielizny: dla kobiet - białe robocze fartuchy, dla mężczyzn-szare i granatowe. Pewnego razu R. Auerbach, kierowniczka kuchni, przyniosła z centralnego magazynu dobrze uszyty męski kombinezon w jasno niebieskim kolorze. Przeznaczono go dla Josefa Erlicha. Kombinezon ten świetnie pasował do jego oczu. Chłopak wyglądał w nim wyśmienicie i dziewczyny podkochiwały się w nim. Wszystko to było przedmiotem serdecznych żartów. Na dwa tygodnie przed akcją likwidacyjną zaczęły się pełne paniki starania o znalezienie jakiegoś zabezpieczenia, o dostanie się do "szopów", do niemieckich warsztatów na terenie getta. Z wieści, które dotarły do w-skiego getta z Lublina i innych miejscowości, gdzie były już przeprowadzone akcje wiedziano, że jakąś szansę na przeżycie mają tylko ,, młodzi, silni, zdolni do pracy". W getcie zapanowała moda na noszenie roboczych uniformów. Nosili je wszyscy. Prawdziwi i ,,fałszywi " robotnicy, lekarze, pielęgniarki, aptekarze. W wigili akcji na ulicy pojawili się ludzie w białych fartuchach, w szpitalnych chałatach i każdemu się wydawało, że to ubranie jest jego pancerzem i, może, więcej wartym niż legitymacja robocza. I oto okazało się, tydzień przed akcją , że w kuchni na Leszno 40 oddano ubrania robocze do pralni a między nimi również kombinezon Erlicha. Zwykle przynoszono , po tygodniu czyste ubrania z pralni ale tym razem, na skutek paniki, bielizny nie zwrócono. Przerażony Erlich, codziennie chodził do pralni i wracał z niczym. Akcja już była w pełni. Erlichowi wydawało się, że jego całe życie zależy teraz od jego niebieskiego kombinezonu. Nie chciał zakładać ubrań roboczych ,które znajdowały się w kuchni po ludziach, którzy już więcej nie zgłosili do pracy.  
Inspektorat żywienia wprowadził w kuchniach zbiorowego żywienia system punktowania określający kaloryczną wartość zup. Zupy w/g tego systemu, by mieć odpowiednią wartość odżywczą, powinny były mieć od 10 do 15 punktów, przy czym jeden punkt liczono za deko ( 10 gram) fasoli, kaszy, mąki lub za 5 deko ( 50 gram) zieleniny lub kartofli.  
Nagle , z głodu umarł znany żydowski sportowiec pochodzący z Czech, Abraham Braksmajer (Braksmejer?). Przed przybyciem do w-skiego getta był w Dachau. Ringelblum polecił R. Auerbach spisanie jego relacji z obozu koncentracyjnego. Nie zdążyła. Z polecenia Ringenbluma R. Auerbach otrzymała z pewnego źródła 50 zł i list do służby pogrzebowej z cmentarza na Gęsiej z poleceniem pochowania go w osobnym grobie. Wydawało się, że tak wielki żydowski sportowiec z Czech powinien mieć swoje miejsce na cmentarzu, że będzie to wielki wstyd i hańba jeśli kiedyś rodzina i przyjaciele sportowca dowiedzą się, że został pochowany ,anonimowo, we wspólnym grobie. R. Auerbach poleciła załatwienie pogrzebu i pojedynczego grobu Pinkasowi Szradze, woźnemu ze swojej kuchni. Ale ten, zazdrosny , uważajc, że takie wyróżnienie jest niesprawiedliwe, niczego nie załatwił i gdy ludzie zgromadzili się na cmentarzu by towarzyszyć Braksmejerowi w jego ostatniej drodze okazało się, że umarłego nie ma. 50 zł Szraga zwrócił R. Auerbach.  
Dowcipy, które opowiadano sobie przed I akcją w korytarzach centrali stołówek w getcie w-skim.:1.,,Jaką podjęliście decyzję? Będziecie jechali pierwszą czy drugą klasą? Tym , którzy pytali dokąd to mają jechać, tłumaczono, że podróż na ,,tamten świat" przy pomocy broni palnej- to pierwsza klasa, gdyż umiera się na świeżym powietrzu i w środku sosnowego lasu. Ci, którzy znali sens pytania odpowiadali, że są demokratami i lubią jeździć trzecią klasą, z mieszkania do piwnicy (bunkru). 2. Jaki jest najlepszy auswajs- Piwniczny ! 3. Jeden z kierowników kuchni rozpoczął rejestrację tych którzy chcieli zapisać się na ponowne przyjście na świat  
Na przełomie 1942/42 r do getta w-skiego nadchodziły niepokojące listy od Żydów znajdujących się na innych terenach okupowanej Polski, których zaszyfrowana treść była dla warszawskich Żydów jednoznaczna. W tym czasie Józef Erlich przyniósł do kuchni kartkę, którą otrzymali jego dziadkowie od krewnych z Wartegau W kartce pisanej po hebrajsku, alfabetem polskim, były pasaże, które czytający w getcie doskonale rozumieli: Jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie- pisali oni po hebrajsku, polskimi literami. Kazano nam pójść do wielkiego ,,doktora" by nam przepisał właściwe lekarstwo./ znaczyło to. że należy pójść we właściwe miejsce , na grób wielkiego cadyka, po radę,/. Kartka zaczynała się od słów:,, Wpłaciliśmy i czekamy...". Ci,którzy czytali miejscową prasę wiedzieli,że Żydzi z Wartegau musieli w Judenracie opłacić za transport do Kulmhofu (Chełmno)- do ostatniej stacji, gdzie Żydzi się rozbierają w suterynach pałacu i następnie zostają załadowani do dużego samochodu (wagonu samochodowego) , który powinien był zawozić ludzi do łaźni, do dyzenfekcji ale w czasie transportu zatruwano ich spalinami samochodowymi (CO) wpuszczanymi do wagonu przez specjalnie przeprowadzoną rurę. W getcie w-skim wiedziano także, że na okupowanych terenach sowieckich są zamknięte wagony, bez okien, zwane tam ,, duszegubkami". Wiadomo było również,że w Galicji, na Wołyniu, na Ukrainie żydowska ludność jest masowo mordowana bronią palną, i wrzucana do wspólnych grobów. Nie ulegało wątpliwości, mimo niedowierzania, że przyjdzie kolej i na getto w-skie.  
W wigilię wiosny 1942r. ul. Tłomackie z Instytutem Żydowskim (Judaistyki) gdzie mieściła się również centrala żydowskiej samopomocy , została oddzielona od getta i administracja popularnych kuchni musiała się przeprowadzić do ciasnego pomieszczenia na ul. Przejazd 9. Ludzie przestali się spotykać i komentować wydarzenia przed wejściem do administracji. Po pierwszej nocy ,,ślepego noża" z 17 na 18 kwietnia 1942.po której nastąpiła seria nocnych przeszukiwań gestapo w getcie, na jakiś czas, żartownisie przestali opowiadać dowcipy.  
1 akcja likwidacyjna nabierała impetu. Coraz to więcej kategorii zatrudnionych a szczególnie ich rodziny traciły prawa do,, pozostawania w W-wie". Starzy rodzice i niezatrudnione kobiety z dziećmi do 10 lat, nie mogli się już legitymować kartami pracy swoich synów, ojców, mężów. Nawet ausweisy zatrudnionych w najważniejszych kategoriach ,,ważnych dla wojny", w starych i nowo zmontowanych szopach, w warsztatach nie chroniły już członków ich rodzin od wysyłki. Mimo wszystko, pewnego dnia w kuchni na Leszno 40 pojawiła się babka Erlicha. Była spokojna , nie chowała się w żadnej piwnicy. Była pewna, że pomogą jej Bóg i Moris Kon, który załatwił jej i jej mężowi dwie legitymacje  
Kuchnia przy ul. Leszno 40 gotowała teraz dla ludzi, którzy pracowali dla Tebensa. Nowy kierownik zwolnił Halinę a los Racheli Auerbach był też niepewny. W trzecim tygodniu akcji wpadła do kuchni Halina, od frontu. Na schodach od strony oficyny stała kolejka ludzi po zupę.Byli to zupełnie inni ludzi niż ci co dotychczas korzystali z kuchni. W większości byli to mężczyźni, którzy dostali się do Tebensa w charakterze prawdziwych lub fałszywych krawców. Halina , blada, roztrzęsiona, rozczochrana powiedziała, że wraca z Umszlagplacu i rozpłakała się. 10 minut później, w pokoiku w którym siedziała Halina pojawił się nowy kierownik Sztywł (Stiwł?), wywołał na korytarz Rachelę i nakazał by Halina, która ne jest już pracownicą kuchni natychmiast opuściła lokal. Na protesty Racheli Auerbach odpowiedział, że wie skąd Halina przyszła i że pracowała w kuchni przeszło 3 lata ale jeśli będą u siebie przyjmować każdego to zabiorą z kuchni wszystkich.  
Tydzień po pojawieniu się w kuchni na Leszno 40 Haliny, która uciekła z Umszlagplatzu, zabrano córkę i żonę Sztywła (sztywł- buty z cholewami). Sztywł wysłał na Umszlagplatz policjanta, który miał wywołać ich nazwiska. Chciano wypuścić córkę ale Tunia nie chciała zostawić matki. Gdy drugi policjant, wysłany przez ojca, wywołał nazwiska obu kobiet zgłosiły się inne kobiety i to one przyszły z policjantem do Kuchni na Leszno 40. Jedną z nich była siostrą Steli. Po zakończeniu akcji została w kuchni, zatrudniona do obierania kartofli. Sztywł codziennie widział ją przy pracy ale milczał. Był całkowicie załamanym człowiekiem. Zginął prawdopodobnie podczas drugiej akcji. Zginęła również Stela i jej siostra  
W nocy z 5/6 września 1942r. wydano rozkaz by cała ludność getta stawiła się do 10 rano na terenie zajętym przez wyznaczone ulice.W rozkazie było zaznaczone, że każdy musi przynieść ze sobą jedzenie na 48 godzin. Wraz z tym rozkazem zostały zdjęte wszystkie ograniczenia dotyczące poruszania się po getcie.  
R. Auerbach przeżyła pierwszą akcję likwidacyjną (,,kocioł") jedyna z pośród 11 osób, którzy ukryli się w małej, zamaskowanej, komórce na koks znajdującej się w mieszkaniu kuzyna R. Auerbach na ul. Leszno 66. Zdarzył się cud, gdyż kryjówka ta nie została zdemaskowana przez patrole, które kontrolowały puste mieszkania pozostawione przez mieszkańców wypędzonych do selekcji, z powodu pożaru, który wybuchł w sąsiednim mieszkaniu kilka dni po wypędzeniu sąsiadów. Zaalarmowani ( najprawdopodobniej przez niemiecki patrol) strażacy , po ugaszeniu pożaru, byli tak zajęci ładowaniem rzeczy znalezionych w pustych mieszkaniach na Leszno 66, że nie przyszło im do głowy zajrzeć pod pokrywę, na której stał stół z krzesłami, i pod którą znajdowało się wejście do komórki gdzie ukrywali się ludzie. Ukrywający się wytrzymali wszystko, nie wydali z siebie żadnego dźwięku. Strażacy odjechali a ,, kontrolerzy, już się więcej nie interesowali spalonymi mieszkaniami oficyny przy Leszno 66  
Po powrocie R. Auerbach , po zakończeniu pierwszej akcji likwidacyjnej , do kuchni na Leszno 40 zastała ona tam zupełnie nowy zespół na czele z córką ( żona policjanta żydowskiego, kochanka dyrektora aprowizacji u Tebensa) i jejmatką. Nosiły one na głowach śnieżno białe,wykrochmalone, chustki z wyszytymi inicjałami firmy Walter C. Tebens. Z tych kornetów na plecy zwisały dwa szerokie, też wykrochmalone końce. Strój ten, razem z ,,numerkami życia,, które te kobiety miały w kieszeniach fartuchów, miał dodawać im pewności. Ludzie, którzy przyjeżdżali wózkami po odbiór zupy dla swoich szopów, odczytywali trzy litery WCT jako,,Wezmą Ciebie Też!". Obie te kobiety, które początkowo utrudniały Racheli pracę, podburzając przeciwko niej personel kuchni, teraz dały jej spokój. Rachela przepracowała tam jeszcze kilka tygodni. Z wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek pracowali w kuchni na Leszno 40 przed i po akcji, przy życiu zostały tylko dwie osoby: Rachela Auerbach i jeszcze jedna kobieta, którą Rachela poznała w pokoju przeznaczonym do obierania kartofli.  
Zaraz na początku okupacji wypłynęło zagadnienie stosunku polskiej ludności do Żydów w nowej sytuacji. Materiały Lehmana( badacza folkloru żydowskiego) dotyczące tematyki stosunków polsko-żydowskich obejmowały powiedzonka, słówka, dowcipy, stosunki sąsiedzkie i folklor obu narodów. W ostatnich miesiącach przed swoją chorobą zaczął uaktualniać swoje, od lat zbierane materiały. Niestety, wszystkie te, przez 30 lat zbierane materiały etnograficzne, częściowo opracowane i skatalogowane w getcie nie zachowały się.Tą samą tematyką zajmował się też dr Emanuel Ringenblum. Na aryjskiej stronie napisał on większą pracę na ten temat, która uratowała się w archiwum Bermanów(?) W latach siedemdziesiątych została ta praca wydana przez Yad Waszem, po angielsku. Praca Ringenbluma zajmuje się, między innymi, współpracą polsko-żydowską w zakresie szmuglu i nielegalnego handlu w okresie okupacji jak również problemem przechowywania Żydów po stronie aryjskiej.  
Po bombardowaniach we wrześniu w domach Warszawy nie było okien. Zbliżała się zima. Przy kolejnym spotkaniu R.Auerbach z Ringelbumem rozmowa zeszła na konieczność zabicia okien jakmiś deskami. Ringelblum zaproponował Racheli by udała się do niego do domu. U niego już wstawiono dykty w okna ; pozostałe mogłaby ona sobie wziąć. Mieszkanie jego znajdowało się na Leszno 18. Drzwi otworzył chłopak, blondyn, lat 12(?). Chłopak zachowywał się jak dorosły. Z największą atencją pomógł Racheli wynieść dyktę na ulicę. Był to Uri, jedyny syn Emanuela Ringelbluma.  
Pochodzenie kryptonimu "Oneg szabat" (Przyjemność z soboty,) Od pewnego czasu, najprawdopodobniej już po powstaniu getta , na początku drugiego roku okupacji, z wyższych sfer(władz) Żydowskiej społecznej samopomocy wydzieliła się grupa przyjaciół, która miała zwyczaj spotykać się w piątki wieczorem w prywatnym mieszkaniu jednego z nich; by nieco rozerwać się, przyjemnie spędzić wieczór. Tym spotkaniom z czasem nadano nazwę "Oneg szabat". Również Ringelblum brał udział, od czasu do czasu, w tych biesiadach. Postanowił nadać tę samą nazwę swojej pracy dokumentacyjnej. Nazwa ta miała służyć do lepszego zamaskowania działalności grupy zaangażowanej w tę pracę . Był to doskonały albo tylko szczęśliwy zbieg okoliczności dzięki, któremu coraz bardziej rozrastająca się działalność dokumentacyjna , przez przeszło trzy lata, nie została zdemaskowana a ukryte dokumenty nie zniszczone - do końca .  
Wiosną 1941r., na kilka tygodni przed śmiercią , w wielkiej sali byłego żydowskiego instytutu na Tłomackie 5 zorganizowano, z okazji 55 letnich urodzin oraz 30 lat jego działalności, jubileusz Lehmana. Gospodarzem imprezy była organizacja kulturalna ,,Ikor". Przyszło bardzo dużo ludzi. Na trybunie zasiadły osobistości w prezydium wraz z prelegentami. Nie było jedynie jubilata ( był już wtedy śmiertelnie chory").W pierwszym rzędzie siedziała żona Lehmana z trudem postrzymująca łzy. Zwyczajowo, jak za normalnych czasów, przesłano mu od zebranych, wyrazy głębokiego szacunku. W drugim tomie prac Emanuela Ringelbluma znajduje się rozdział p.t. ,,Szmuel Lehman - człowiek, instytucja" i tam dokładnie opisane są te uroczystości jubileuszowe. Wyszczególnieni są prelegenci i tematy. Naczelnym prelegentem był dr Icchak Szyper ( nauczyciel i wzór do naśladowania dla Lehmana)) , który przy tej okazji wygłosił akademicką prelekcję o podstawach etnografii i i folkloru.  
Lehman umarł 23 września 1941r. Odbył się,, prawdziwy" pogrzeb. Pożegnał go i przemówienie wygłosił E. Ringelblum . Złożono go w alei dla literatów, w sąsiedztwie M. Wajsenbega.,na cmentarzu na Gęsiej.  
Jesień- początek zimy 1941r. Znów ,,otworzyła się" możliwość kontaktu z terenami niedawno zajętymi przez Sowietów. Tak jak dwa lata wcześniej żydowscy wędrowcy parli tłumnie przez Warszawę; tym razem fala wędrowców szła w przeciwnym kierunku. Ze Lwowa wróciło też kilku pisarzy; wśród innych Jehoszua Perle i Kawe -Wanwild. E.Ringellum starał się wciągnąć ich do pracy w Archiwum  
Pogrzeb Menachema Kipnisa. Jesień 1941r. Jeszcze można było organizować pogrzeby i towarzyszyć konduktowi na cmentarz. Zebrali się wtedy , na pogrzebie, wszyscy pozostali w W-wie kantorzy i chazani z , oficjalnie nie działających wtedy, domów modlitwy, którzy utworzyli spontanicznie nad grobem Kipnisa chór. Dyrygował Dawid Ajzensztat, dyrygent chóru synagogi na Tłomackie 5.Na pogrzebie był obecny ,również Abraham Gancwajch, szef żydowskich szantażystów i donosicieli znanych pod nazwą "Trzynastka". Zjawił się ze swoimi fotografami i kazał się fotografować na tle grup, w których znajdowali się ludzie z kręgów literackich. Kipnis został pochowany na cmentarzu na Gęsiej.  
Zimą 1939/40 w Warszawie istniał już krąg ludzi zajmujący się gromadzeniem materiałów okupacyjnych. Istniał też komitet z którego, z czasem, wydzielił się: a/ organ wykonawczy w którym poza Ringelblumem było jeszcze dwóch sekretarzy Hersz Wasser, Eliahu Gutkowski i Israel Lichtensztajn , kopista; Do najbliższych współpracowników, w pierwszym okresie, należał folklorysta Szmuel Lehman. b/ Szeroka rada do której wchodzili działacze różnych kierunków i którzy popierali pracę Archiwum moralnie i finansowo. Najaktywniejszymi byli Icik Giterman, Aleksander Landau, Jehoszua Rabinowicz i Menachem Kon. W późniejszym czasie jednym z naważniejszych filarów archiwum stał się Szmuel WInter . c/ Współpracownicy, którzy zajmowali się zbieraniem materiałów(często kradnąc lub zrywając) -komunikaty,meldunki plakaty i inne, zbieraniem wiadomości, notowaniem wydarzeń,prowadzeniem obserwacji, badaniami i opisem czasów okupacji. Kryptonimem tej organizacji było " Oneg szabat" ( Rozkosz, przyjemność, z soboty)  
Ringelbluma próbowano ratować również z poza więzienia na Pawiaku. Nie jedną rzecz można wtedy było dokonać za pieniądze. Ale historia 36 Żydów wywleczonych z bunkra była zbyt głośna, zbyt znana. Jedyną rzecz , którą osiągnięto, był tajny liścik z więzienia w którym Ringelblum prosił swoich przyjaciół by dostarczono mu trucizny. Ale i tę prośbę nie udało się spełnić. Bunkier został na Grójeckiej odkryty 7 marca i jeśli późniejsze wiadomości były prawdziwe, egzekucja Ringelbuma , jego żony i synka oraz pozostałych ludzi wydobytych z bunkra miała miejsce, na gruzach getta, 10 marca 1944r.  
Do archiwum Ringelbluma zbierano wszystko co miało związek z wydarzeniami w getcie oraz z działalnością wewnętrzną i zewnętrzną czynników niemieckich i polskich: plakaty z niemieckimi zarządzeniami porządkowymi, protokoły z zebrań Judenratu, komunikaty wysłanników z prowincji i przedstawicieli żydowskich gmin, którzy znaleźli się w W-wie. Etykiety towarów z getta z napisami w jidisz,prywatną korespondencję , bilety z tramwajów zaprzężonych w konie z w-szawskiego getta, białe opaski z niebieską gwiazdą sześcioramienną, którą nosili na ramieni Żydzi z Generalnej Guberni i żółtą gwiazdę z napisem Jude, którą nosili na piersi i na plecach Żydzi z zachodnich terenów włączonych do nowej Rzeszy., statystyki i piosenki żebraków, miejscową prasę i relacje zebrane od chłopców, którzy uciekli z obozów pracy i od pierwszych uciekinierów z obozów śmierci  
Na wiosnę 1941 rozpisano tajny konkurs pod tytułem,, Dwa lata w getcie". Ringelblum wezwał do siebie pisarzy, naukowców, pedagogów i innych specjalistów, zaproponował im przeprowadzenie prac badawczych lub napisanie prac na wybrany przez siebie temat zgodny z zainteresowaniami, ze swoją specjalnością i najbliższym polem obserwacji, w których zostanie wyrażona najlepiej rzeczywistość getta. W ten oto sposób w archiwum znalazły się znaczące opracowania demograficzne, prace o uciekinierach, o głodzie,chorobach, przemycie, o sytuacji żydowskiego dziecka, o udziale kobiet w pracach związanych z samopomocą itd.  
W 1964r. przebywał w Izraelu bardzo znany zachodnio niemiecki krytyk Marceli Ranicki, który złożył wtedy deklarację o swojej pracy w charakterze sekretarza prezesa Judenratu Adama Czerniakowa dla jego korespondencji prowadzonej z władzami niemieckimi. Opowiadał o staraniach Ringelbluma, by z jego pomocą , otrzymać kopie tej korespondencji, tzn nie tylko odpowiedzi wysyłanych do Niemców ale , listów, rozkazów i nakazów , które przychodziły do stojącego na czele Judenratu, od dr Heinza Auerswalda, komisarza getta, jak również od referentów gestapo. Ranicki przekonał prezesa, że należy robić kopie każdego pisma przychodzącego od niemieckich władz. W ten sposób mógł dostarczać Ringelblumowi kopie pism urzędowych wchodzących i wychodzących z Judenratu. Po kopie przychodził sam Ringelblum. Do tajemnicy została dopuszczona osoba robiąca kopie tych aktów, polsko-żydowska pisarka Gustawa Jarecka.  
W warszawskim getcie żyło i tworzyło szereg znanych pisarzy : Israel Sztern,Ichiel Lerer, Josef Kirman Icchak Kacenelson, Szlomo Gilberg. Kontaktowano się z Jakowem Pregerem i Kalmanem Lisem z Otwocka. Pod koniec 1941r. pisarz Jehoszua Perle ze Lwowa. Było również szereg młodszych i mniej znanych twórców.Do większości z nich zwrócił się Ringelblum z prośbą o współpracę. Do najaktywniejszych współpracowników Archiwum należeli : Jehuda Feld, M. Skałow, Icchak Bernsztajn, Cecylia Słapak. Najpłodniejszym z wszystkich był Perec Opoczyński, który przekazał Archiwum dużo zeszytów zapisanych kronikami i reportarzami z codziennego życia. Część ludzi rozpoczęła prowadzenie dzienników. Ofiarnych współpracowników znalazł Ringelblum w kręgach ortodoksyjnych w osobie młodego rabina Szymona Huberbanda.  
Na wiosnę 1942r., kiedy to wraz z zabiciem pięćdziesięciu kilku organizatorów, współpracowników, drukarzy i ludzi popierających finansowo tajną prasę, rozpoczął się okres nocnych zabójstw będący wstępem do wielkiej akcji likwidacyjnej, Dr Ringelbum dał znać swoim współpracownikom, że praca Archiwum zostaje wstrzymana. Wkrótce zebrał najbardziej oddanych i najpewniejszych swoich współpracowników i praca dla Archiwum ruszyła znowu.  
Jesienią 1942r.,po zakończeniu pierwszej akcji, Rigelblum i Winter polecili R. Auerbach opracowanie wiadomości, które ona zebrała od uciekiniera z Treblinki i przygotowanie wyjaśniającej broszury. Z powodu wybuchu drugej akcji broszura nie ukazała się ale pierwsza jej wersja została opracowana. Po drugiej akcji Ringelblum dał R. Auerbach numer telefonu niemieckiej firmy stolarskiej Bernarda Halmana mieszczącej się na ulicy Nowolipki do której był ,,przypisany". Przy pomocy tego telefonu kontaktował się z dr Adolfem Bermanem, który od przeszło pół rou znajdował się już na aryjskiej stronie.Mniej więcej w tydzień po wyjściu na aryjską stronę R. Auerbach zatelefonowała do Ringelbluma, który przy najbliższym spotkaniu umówił Bermana z Auerbach w małym lokalu na ul. Wileńskiej na Pradze. Gdyby nie tamto spotkanie i nie rady, które udzielili jej Adolf i Basia Bermanowie, uważa R. Auerbach, najprawdopodoniej zginęłaby jak wielu innych w powstaniu w Getcie.  
Po koniec wiosny 1941r R. Auerbach znów odwiedziła mieszkanie Ringeblum. Getto istniało już przeszło pół roku. Głód, handel uliczny, Prośby o jałmużnę, tyfus, punkty dla uciekinierów, masowe umieranie, wykształciła już się rzeczywistość getta. W tym czAsie Ringelblum wezwał do siebie R. Auerbach by zachęcić ją do udziału w konkursie, który będzie przeprowadzony wśród ludzi pióra . Z uczciwą, prawie naiwną prostotą człowieka, który traktuje poważnie każdą pracę, którą wykonuje, mówił o pryncypiach i warunkach tej pracy.Wszystko było już dokładnie przemyślane nawet sposób na zachowanie praw autorskich tych u których Ringelblum zamawiał teksty o życiu w getcie. Honorarium, które uczestnicy dostaną będzie potraktowane jako stypendium by ułatwić autorom pracę. Autor zachowuje prawo publikowania, w przyszłości, swojej pracy. Ale nie należy nikomu mówić o tym. Konspiracja musi być całkowita.  
Zima 1941/42.Nadchodzą wiadomości o masowych rozstrzeliwaniach na nowo zdobytych, wschodnich terenach. Z Łodzi przychodzi nowe powiedzenie: ,, wyprowadzają"!- Dokąd? Pytają zrozpaczeni łodzianie w W-wie,nie rozumiejąc o co chodzi. Jeszcze nie wiedzą o samochodach śmierci. ,,Mesa(? ) -Chełmno-Koło"- słychać coraz częściej ale jeszcze nie wszyscy rozumieją ostrzegawcze znaczenie tych słów. A potem przychodzi straszna wiosna 1942r. i pierwsza ,,akcja" w Generalnej Guberni - ,,Mesa Lblin"- i opowieści uchodźców z tamtego, nowego, koszmaru. Dookoła Warszawy zacieśnia się pierścień grozy. W nocy z 17 na 18 kwietnia następują pierwsze morderstwa, których ofiarą padło pięćdziesiąt kilka osób związanych z tajną prasą.  
Od dłuższego czasu przeprowadzano na wpół tajne zgromadzenia ,, IKORu".W czarny piątek dyskusyjny klub powinien był zebrać się w jadalni kuchni na Leszno 40. Po wydaniu obiadów wszystko zostało przygotowane pod kątem tego zebrania. Odsunięto stoły a krzesła ustawiono na przeciw podium.Tematem dyskusji miały być tezy referatu Ringelbluma o męczeństwie( śmierci męczeńskiej).Ringelblum przyszedł pierwszy na zebranie. Zaraz po nim przyszedł blady i zdenerwowany Mordechaj Mza"H, coś powiedział Ringielblumowi na ucho,który zbladł jak ściana. Obaj oświadczyli obecnej na sali R. Auerbach, że zebranie się nie odbędzie. Prawdopodobnie ci sam agenci , którzy przygotowywali listy (możliwie że byli nimi agenci gestapo Kon i Heler) uprzedzali niektórych ludzi. Widocznie Ringelblum i Mza"H do nich należeli. Ci, których nie uprzedzono albo, którzy nie wierzyli ostrzeżeniom zostali, z piątku na sobotę, wyprowadzeni ze swoich domów, rozstrzelani i a ich trupy pozostawieno na ulicy. Tej nocy jedna z grup karnych przyszła do kuchni na Leszno 40 w poszukiwaniu Menachema LIndera  
W każdej grupie składającej się z 3-4 gestapowców, które w nocy, z piątku na sobotę, przeszukiwali mieszkania wg listy adresowej, był jeden z maszynowym pistoletm, którego Żydzi, nazajutrz nazwali wykonawcą ( po polsku). W kilku wypadkach, gdy oprawcy nie spotkali osoby z listy, zabijali innych którzy znajdowali się w mieszkaniu. Na Leszno 40 obudzili żydowskiego dozorcę i razem z nim weszli na pierwsze piętro prawej oficyny gdzie znajdowało się wejście do kuchni. W lokalu należącym do kuchni , w pierwszym wąskim pokoju wychodzącym na korytarz, za dużym pokojem kuchennym, mieszkał Nachum Nojfeld ze swoją żoną Chaną i z 9-letnim synkiem Elikiem. Byli oni uchodźcami z Nowego Dworu. Nachum był woźnym i rozpalał ogień pod kotłami w kuchni. Był mądrym człowiekiem i odrazu zrozumiał sytuację. Szybko i rzeczowo odpowiadał na pytania jakie mu stawiano i pewnie dzięki temu uratował się od śmierci. W kuchni gestapowcy kazali sobie otworzyć wmurowany kocioł by się przekonać czy ne ma tam Lindera. Weszli potem do dużej, świeżo wymiecionej jadalni i zobaczyli zsunięte stoły i krzeła ustawione na przeciw podium, przygotowan do zebrania, które tu miało się odbyć. Jakieś zebranie! -zaryczał gestapowiec. Nachum spokojnie mu wytłumaczył, że konsumeńci, którzy zabierają do domów jedzenie czekają na nie siedząc na krzesłach. Zupy bowiem są rozdawane z podium. Gdy zapytali go o Lindera odpowiedział,że tu go nie widział ale biuro naczelne, w którym może się znajdować, mieści się na Tłomackie. Na Tłomackie, oczywiście, nikt nie mieszkał. Ale pytający zadowolił się odpowiedzią. Gestapowcy pozwolili Nachumowi pójść spać. Wyszli z żydowskim stróżem, który miał im pokazać drogę na Tłomackie i zamknąć bramę. Lindera jenal znaleziono. Zabito go, podobnie jak piekarza Blajmana i jego żonę. Ich trupy widział Nachum rano idąc opowiedzieć o nocnej rewizji R. Auerbach. Piekarz z żoną leżeli przed piekarnią na ul. Leszno 56. Nachum widział również, że dziesiątki trupów leżą na ulicach getta, w kałużach zastygłej krwi a żydowska policja jeszcze nie wie co z nimi robić... Zaczęło się!  
Kilka godzin po otrzymaniu przez R. Auerbach wiadomości o śmierci Menachema Lindera wezwano ją do przyjścia do jego domu by oddać umarłemu ostatni raz należny mu szacunek. Na ulicach getta wisiały już uspakajające plakaty wywieszone przez Judenrat a na podwórzu Leszno 52 spontaniczmie zebrał się duży tłum młodzieży i współpracowników Lindera z organizacji zajmujących się pomocą. Na podwórzu znajdowali się też E. Ringelblum, Icik Giterman i Szchana Zagan . Z całej czwórki , która towarzyszyła Linderowi w jego ostatniej drodze do granic getta przy rogu Żelaznej, przy życiu pozostała tylko R. Auerbach.  
Po wyzwoleniu na gruzach getta Hersz Wasser , były sekretarz archiwum Ringelbluma, znalazł na podwórzu Swiętojerskiej 34 , paczuszkę na wpół zgniłych kartek z dziennika Wintera.. Pod domem tym znajdował się bunkier walczącej organizacji i tu, ostatniej nocy powstania zakopano część materiałów a wśród nich dzienniki Wintera.  
Nie patrząc na uspakajające komunikaty Judenratu, po pierwszym wielkim masowym morderstwie w getcie (18.o4.42) nastąpiły następne, mniejsze od tamtej. Mordowano w nocy ale również w biały dzień. Pierwsze morderstwo odbyło się pod pretekstem zlikwidowania prasy podziemnej, również następne miały swoje ,,powody".W tym samym czasie R. Auerbach dowiedziała się, że jej kuchnia jest śledzona. ,,Zaszczyt" ten przypadł jeszcze tylko kilku wybranym kuchniom: na Orlej 6 gdzie odbywały się przedstawienia i koncerty kameralne i jeszcze dwie inne- na Orlej 13 i kuchnia Bundu na Muranowskiej gdzie kierownikiem był działacz BUndu Mlinek  
Kilka razy dziewczęta pracujące w kuchni przy Leszno 40 zwróciły uwagę na jakiegoś typa, który stał w korytarzu podczas rozdawania posiłków do domów. Ustawiał się w kolejce ale się nie przesuwał wraz z innymi. Trzymał w ręku coś zawiniętego w papier jakby to była menażka lub słój ale zupy nie brał. Natychmiast było wiadomo,że to podstawiony agent ,który miał sledzić działalność kuchni. Typ zauważył, że zwrócono na niego uwagę i znikł na kilka dni. I znów się pojawił. Tym razem usiadł w jadalni , kupił kartkę, nie pokazawszy skierowania i jadł zupę. Pracownicy przestali się nim interesować ale R. Auerbach nie niepokojąc nikogo, czuła niebezpieczeńswo. Kilka razy nie nocowała w domu; noc spędzała u znajomych w małym getcie. W maju 1942r. jedno z morderstw było związane z likwidacją Trzynastki". Od tego momentu ,, tajniak" już więcej nie pojawił się w kuchni.  
Natychmiast po 18 kwietnia i po rewizji w kuchni na Leszno 40, kiedy Auerbach poczuła się zagrożona przez nocne rewizje gestapo w getcie, wyniosła ona z domu najważniejsze przedwojenne prace Icka Mangersa i swoje własne. Oddała je do schowania Rucie Karlińskiej, która jeszcze ciągle mieszkała na Przejazd 1, na 4 piętrze w oficynie.Po wizycie Gutowskiego , nazajutrz Rachela Auerbach o rano poszła na ul. Przejazd by zabrać materiały, które również chciała przekazać Archiwum. Materiały te znajdowały się w bardzo dużej, czarnej, skórzanej torbie i zawierały poza kopiami perwszych wersji pźniej ukończonych pieśni i poem Icka Mangera, również inne jego utwory zaczęte nigdy nieskończone. Były również inne, wspólnie z Mangersem adaptacje sztuk i inne prace. Teczkę Auerbach bez prolemów przeniosła do siebie ale Gutkowski nie mógł już przyjść po nie w czasie akcji. Przez jakiś czas czarna teczka była chowana w piwnicy z koksem. Po akcji ,z pomocą sąsiada w czapce policjanta ,Bera Warsa, Auerbach przeniosła teczkę na ul. Gęsią do szopu Aleksandra Landaua, przyjaciela Archiwum, do którego w czasie 1 i 2 akcji przypisani byli Gutkowski i Hersz Wasser. 18 września 1946r. po wydobyciu pierwszej partii archiwum Ringelbluma odnalazły się wszystkie rzeczy Auerbach tam schowane. Materiały z czarnej teczki zostały w Warszawie w ŻIH-u (i powinny tam być)  
Po zakończeniu i akcji każdy z współpracowników Archiwum znalazł się w innym , niż dotychczas , terenie. Ringelblum z Lichtensztejnem pracowali i mieszkali na ul. Nowolipki, która była zajęta przez firmę stolarską Halmana .W domu nr.68 w czasie akcji 3 sierpia1942r ukryto część zebranych, przez Archiwum, materiałów. W późniejszym czasie mieli oni możliwość trzymania tam innych, napływających różnymi kanałami materiałów. Ringelblum utrzymywał też, stamtąd, kontakty z wznowionym centrum żydowskiej administracji. Raz lub dwa razy w tygodniu, ekskortowany przez niemieckigo żołnierza i pod pretekstem pobrania produktów konsumcyjnych, przychodził do działu aprowizacyjnego prowadzonego przez Szmuela Wintera, dzięki któremu kontaktował się z Perlem, Kirmanem i Rachelą Auerbach, którzy pacowali na Franciszkańskiej 30  
Wasser I Gutkowski, którzy pracowali w szopie stolarskim na Gęsiej mieli swój mieszkalny blok na ul. Miłej i w ten sposób mieli dostęp do centralnego getta. Szopy jak i nowe getto egzystowały na zasadzie obozu pracy pod kontrolą SS. W godzinach pracy nie wolno było pokazać się na ulicy. Z jednego budynku do drugiego nie można było przejść bez specjalnego pozwolenia.Prawie codziennie byli zabici i ranni z powodu naruszenia tego zakazu. Mimo to aktywność, oficjalnie pozostawionych przy życiu 35 000 Żydów i takiej samej ilości nieoficjalnych ,,dzikich", mieszkańców nie ustała. Działalność Ringelbluma i związanych z nim ludzi już nie ograniczała się do zbierania materiałów historycznych. Zdecydowano się współpracować z organizacjami walczącymi. Zaczął wychodzić biuletyn zawierający wiadomości i wezwania świadczące o rosnącym ruchu oporu.  
E. Ringelblum, który po drugiej akcji przeszedł na aryjską stronę wraz z żoną i synem, postanowił wiosną 1943r. wrócić do getta by tam spędzić seder ( Pesach). To samo uczynił Hersz Wasser. Lichtensztejn prawdopodobie był o tym uprzedzony gdyż w nedzielę, na dzień przed wigilią święta, wraz z nauczycielem Natanem Smolarem przeszli ze swego terenu na Nalewki, gdzie Ringelblum, zatrzymał się u kogoś z szopu Brauera. Rozmawiali do późnej nocy . Ringelblum opowiada o tym w drugim tomie swoich pism. Ta niedziela była ostatnim dniem przed wybuchem trzeciej i ostaniej akcji, przed wybuchem powstania w getcie . Rozmawiali o tym jak pomóc Smolarowi, który po dwóch poprzednich akcjach, nie będąc nigdzie przypisany,znajdował się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Na wszystko jednak było już za późno. Tego wieczoru było już wiadomo,że specjalne oddziały przybyły do W-wy, że getto zostało otoczone a organizacje bojowe są w stanie alarmowym. Wiadomo już było , że zaczyna się nowa akcja.  
Na krótko przed wyjściem na aryjską stronę, po drugiej akcji, R. Auerbach poszła na ul. Franciszkańską by pożegnać się z Winterem. W poczekalni spotkała dr Ringelbluma, króry jej powiedział, że zbiory zostaną zabezpieczone dla przyszłości. ,,Będą one zabezpieczone przed ogniem i wodą"- powiedział, jak to się już zdarzało wcześniej. Ale i tym razem nie powiedział gdzie będą one schowane a Rachela nie pytała. Natomiast powiedział, że schowek może , w każdej chwili, być zamknięty i zamaskowany, aż do wyzwolenia i że o tym miejscu krąży już po aryjskiej stronie ,,legenda" ( chodziło mu o terminologię używaną w historii- opis dokumentu historycznego, oznaczenie czasu i miejsca przechowania).  
13 dnia pierwszej akcji likwidacyjnej,3 sierpnia 1942r, Israel Lichtensztajn , archiwista tajnego achiwum getta, zakopał materiały archiwum znajdujące się pod jego opieką, do których dołączył swój testament, jak również zeszyciki zawierające pożegnalne listy i testamenty jego dwóch, młodziutkich pomocników, byłych uczniów szkoły Barochowa z ul. Nowolipki 68, w której przed wojną Lichtensztajn był nauczycielem.  
W najstraszniejszych dniach końca I akcji , w czasie wielkich selekcji, które odbywały się w ogrodzonym czworoboku ulic Gęsia, Smocza,Siska, Zamenhofa w przeciągu jednego tygodnia wyciągnięto i wywieziono do Treblinki ponad 100 tysięcy ludzi. W tym czasie, w domu przy ulicy Nowolipki 68 ukryto nie tylko dokumnty ale również ludzi. W zamaskowanej klasie byłej szkoły Borochowa- poza Lichtensztajnami ukrywali się również inni pracownicy kuchni dla dzieci i jeszcze kilku ludzi ze społecznego aktywu a wśród nich Ringelblum i Hersz Wasser z żonami jak rówież były dyrektor naczelny Keren Kajemet Polsce, Eliezor Lipe Bloch  
Ostania wiadomość o losie Lichtensztajna pochodzi od Ringelbluma. Późno w nocy- przekazuje on- Lichtensztajn razem ze Smolarem wyszli na ulicę by przedostać się z powrotem na Nowolipki, do szopu Halmana, który był dla niego ,,pewnym" miejscem. Kilkakrotnie miejsce to uratowało od śmierci jego, rodzinę i przyjaciół. Ringelblum uważał, że zabito ich w drodze. Więcej niczego pewnego o ich losie, losie żony i dziecka Lichtensztajna jak również wszystkich współpracowników ,, Oneg- Szabat" z Nowolipek, nie wiadomo.  
W przerwie między pierwszą a drugą akcją jak również między drugą i trzecią akcją, na terenie nemieckiej firmy Hallmana- z obu stron Nowolipek, w domach o numerach sześćdziesiątych i pięćdziesiątych, które teraz oficjalnie służyły jako bloki mieszkalne i stolarskie warsztaty- rozwinęła się nowa i bardzo ważna faza działalności tajnej grupy Oneg -szabat( Przyjemność z soboty). W drugiej cząści Archiwum znalazły się wezwania i plakaty , które się w tamtych czasach pojawiały na murach, ścianach, w szopach. Nawoływały one resztki pozostałych przy życiu Żydów by nie dali się ewakuować z szopami na prowincję i nie dali się złapać na żadne obietnice Niemców . Materiały dają dokładny obraz przygotowaniom do całkowitego wyniszczenia resztek Żydów w Warszawie. Był to czas intensywnego budowania bunkrów i szmuglowania do getta broni, własnoręcznej produkcji granatów i materiałów wybuchowych. Archiwum brało intensywny udział w tych przygotowaniach.  
Od momentu wybuchu powstania w getcie, przez długi okres czasu, nie było żadnych wiadomości o losie Ringelbluma. Dopiero w lipcu 1943r. na polski adres w Warszawie przyszła kartka pocztowa z wiadomością, że Rydzewski ( polski pseudonim Ringelbluma) znajduje się w Trawnikach. Należało go stamtąd przeprowadzić do W-wy. Wysyłano ludzi z listami. Kosztowało to dużo pieniędzy ale ludzie wracali z niczym. W końcu R. Auerbach zaproponowała by wysłać polskiego kolejarza Teodora Pajewskiego, który ją , w marcu, wyprowadził z placu na którym pracowała na Pelcowiznie (stacja kolejowa) a w kwietniu, już w czasie trwania powstania, z tego samego miejsca wyprowadził Jonasza Turkowa. Razem z Teodorem po Ringelbluma zostaje wysłana młoda , dzielna żydowska dziewczyna ,, Emilka" (Rojza Kosower). Tym wysłańcom udaje się przeprowadzić Rinelbluma do Warszawy.  
R.Auerbach sprzedawała swoje towary, między innymi szwagierce Teodora Pajewskiego, która nazywała się Stacha. Jej adres znała już grupa Żydów z otoczenia ,,Emilki. Rachela również nocowała już u niej kilkakrotnie, kiedy straciła swoje ,, normalne" mieszkanie. Kiedyś, gdy miała od Stachy zamówienie na parę pończoch , poszła do niej. Wchodząc, zauważyła niezadowolenie Stachy i zrozumiała, że tamta chce jaknajszybciej jej się pozbyć. W momencie kiedy Rachela, po załatwieniu sprawy, miała wychodzić dał się słyszeć z przedpokoju umówiony dzwonek do drzwi. W drzwiach stanął dr Berman. Okazało się, że Ringelblum jest w tym samym mieszkaniu, w sąsiednim pokoju.  
W mieszkaniu na Radzymińskiej 2 ( u Stachy) Na znak Bermana, Rachela weszła do pokoju. Zobaczyła Ringelbluma, który bardzo się ucieszył na jej widok, że żyje i że jest ,,prawdziwą" aryjką. W ciągu pół godziny poruszyli tysiące tematów. Na temat swego pierwszego wrażenia o dwóch, skromnych, pokoikach Stachy powiedział,że po obozie wydały mu się ideałem spokoju, czystości i komfortu.. Wyliczył imiona działaczy, których zostawił w Trawnikach, opowiedział w jaki sposób pracuje tam konspiracja; że organizacja posiada już trochę broni, że już na tyle opanowała sytuację iż decyduje o tym kogo wstawić do transportów jadących do Sobiboru, niby na kopanie torfu, a tak naprawdę na likwidację. W ten sposób pozbywają się konfidentów, drani, którzy pojawili się w ich szeregach. Pod koniec spotkania Ringelblum zaczął wypytywać Rachelę Auerbach o wiadomości z W-wy.  
Kilka miesięcy przed wyykryciem bunkru na ul. Grójeckiej 81 Adolf Berman był szantażowany na ulicy. Istnieje przypuszczenie, że szantażystami, którzy go rozpoznal byli Żydzi z Radomia.. Wiedzieli oni dokładnie kim on jest, zażądali wysoką cenę wykupu. Berman musiał ich wziąć do mieszkania, gdzie również mieszkała jego żona Basia, która do tego czasu, figurowała po aryjskiej stronie, jako jego siostra . Po tej historii oboje musieli zmienić swoje imiona i papiery, zmienić wygląd i ubranie, przenieść się z centrum miasta w inną dzielnicę i przez dłuższy okres czasu, nie pokazywać się na ulicy.  
1 marca 1944r. dr Ringelblum razem z Adolfem Bermanem napisali bardzo dokładne sprawozdanie o pracy kulturalnej i o losie szeregu pisarzy, artystów i działaczy kulturalnych w gecie w-skim. To sprawozdanie zostało po dwóch miesiącach wysłane, przy pomocy polskich łączników, na adres Yiwo, do Nowego Jorku. Do istniejącej już listy dodano nazwisko historyka Rafaela Mahlera a 20 maja adnotację o tym co się stało z dr Ringelblumem i jego rodziną. W tym prawozdaniu jak również w sprawozdaniu Żydowskiego Narodowego Komitetu po aryjskiej stronie, które zostało wysłane 15 listopada 1943r na adres żydowskiego przedstawiciela przy polskim rządzie emigracyjnym w Londynie dr Ignacego Szwarcbarta, które zostało podpisane prze A. Bermana, Icchaka Cukermana i Dawida Gózika umieszczono również nazwisko Racheli Auerbach i z omówień, które się ukazały potem w żydowskiej prasie światowej rodzina Racheli dowiedziała się o tym, że udało jej się wyjść z getta i że znajduje się po aryjskiej stronie  
Po przeniesieniu kuchni dziennikarskiej z Granicznej 13 na Leszno 14 gdzie była większa sala z estradą, kuchnia została zmieniona w ,,dwudaniową kuchnię inteligencką". Apelbojm, który tę kuchnię prowadził , zorganizował w jadalni ,, literackie spotkania". W soboty, na małej estradzie dawano prelekcje, odbywały się koncerty, recytacje i programy mieszane. Na estradzie stał stół przykryty białym psześcieradłem. Dwa lichtarze symbolizowały sobotę. Sciana estrady była wykejona wyciętymi z tektury, stylizowanymi, pokoloowanymi postaciami chasydów. Na programy zapraszano gości.Pisarze i artyści mieli wstęp wolny. Goście siedzili przy stolikach i otrzymywali szklankę kawy, porcję świeżego ciasta upieczonego z bałej mąki z domieszką kartofli, co było wyjątkowym luksusem i atrakcją w tym czasie. Niektóre z tych spotkań stały na bardzo wysokim poziomie , szczególnie gdy przy stoliku , na estradzie, siedział i opowiadał Israel Sztern, który wtedy - jak nigdy dotąd- rozwijał społeczno-literacką działalność.  
Tamtej soboty lektorem w czasie spotkania literackiego na w kuchni na Leszno 14 był Icchak Bernsztajn. Po zakończeniu niezbyt interesującej prelekcji córka Bernsztajna i jeszcze inna dziewczyna, ubrane w białe fartuchy zaczęły podawać erzac - kawę z prawdziwym, brązowym cukrem i dużym kawałkiem świeżego ciasta. Hirsz Danielewicz, który był tu stałym gościem, tym razem stał obok stolika przy którym siedział łódzki Żyd, jeden z sławnych braci Kon, którzy byli prototypami bochaterów książki J. Singera ,,Bracia Aszkenazy". Prawdopodobnie był to Alisze Kon, z bródką i szeroko rozstawionymi oczami i wystającymi kośćmi policzkowymi. W pewnym momencie na jego twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia, gdy przysłuchując się słowom prelegenta, popijając kawę chciał kolejny raz ugryźć dopiero co, napoczęty kawałek ciasta. Ale ciasta nie było... Była to sprawka Hirsza, który wykorzystując nieuwagę Kona zabrał i natychmiast zjadł jego kawałek . Rozegrała się iście czaplinowska scena. Kon cofnął wyciągniętą rękę, zamknął przygotowane do ugryzienia usta i ... nic nie powiedział. R. Auerbach, która była obecna przy tej scenie obiecała sobie ,że zaprosi Hirsza by przychodził na zupę do jej kuchni. Ale nie udało jej się zrealizować tego postanowienia. Na początku drugiej wojennej zimy rozeszła się wiadomość o nagłej jego śmierci. Został pochowany w alei dla literatów. na cmentarzu na Gęsiej.  
Na wpół tajna organizacja ,,IKOR" ( Żydowska Kulturalna Organizacja) organizowała cykle referatów na tematy związane z żydowską literaturą i historią. Referaty te, jak również kulturalne imprezy a nawet spotkania rozrywkowe z bufetem, grami towarzyskimi, którym czasam towarzyszyły tańce odbywały się, po wprowadzniu godziny policyjnej, w dużych domach z ich przeludnionymi mieszkaniami. Wszędzie można było znaleźć jakieś większe mieszkanie, byłe biuro, sklep czy warsztat gdzie mogło zebrać się kilka dziesiątek ludzi, którzy jeszcze mieli możliwość pokrycia kosztów takiego przedsięwzięcia, oferować jedzenie, wykupić bilety. Dzięki energii Lindera wiele podobnych spotkań lokatorskich - poza spełnieniem podstawowego celu jakim był potrzeba znalezienia pomocy dla potrzebujących - dawała zebranym szansę poznania l iteratury i kultury Żydów.  
Po przejęciu sali judaistycznej biblioteki na ul. Tłomackie 5 , z kórej już w pierwszych miesiącach wojny niemiecki oddział konfiskujący żydowskie obiekty kulturalne zabrał najcenniejsze pozycje, zaczął tam działać IKOR. Powstał ludowy uniwersytet z coraz większym audytorium, które rekrutowało się z byłych organizacji młodzieżowych i robotniczych.. Każdej soboty i niedzieli a czasami i w inne dni tygodnia odbywały się tam akademie, imprezy poetycki, koncerty. Ważniejsze występy trzeba było powtażać kilkakrotnie by zaspokoić rosnące zainteresowanie . IKOR organizował imprezy dla podkreślenia ważniejszych dat w historii żydowskiej literatury , tłumacząc młodzieży oderwanej od normalnej nauki, ich znaczenie.. Specjalny nacisk kładziono na potrzeby zasymilowanej inteligencji znajdującej się w getcie, która tam, poraz pierwszy, miała okazję zetknąć się z współczesną literaturą żydowską o której przed tem prawie nic nie wiedziała. 100 lecie urodzin Mendełe Mojcher Sforim było świętowane w w-skim getcie ( z kilkuletnim opóźnieniem) z takim zainteresowaniem jak, prawdopodobnie, w żadnym innym czasie i w żadnym innym żydowskim ośrodku. Odbyły się również imprezy związane z twórczością innych żydowkich pisarzy i poetów, w tym najnowszych twórców. Mówcy i referenci byłych organizacji politycznych , którzy zgodnie z inicjatywą Lindera występowali na imprezach, ubarwiali swoje wystąpienia politycznymi akcentami, które młoda publiczność nagradzała gromkimi brawami. Nieraz trudno było uwierzyć własnym oczom i uszom. Miało się wrażenie, że bierze się udział w politycznym zgromadzeniu. Zapominano o rzeczywistości.  
Zimą 1941/42 powstał , w ramach IKORU klub dyskusyjny w którym uczedtniczyli ludzie o różnych poglądach. Dyskusje odbywały się w lokalach różnych kuchi popularnych. Zasymilowani Żydzi, syjoniści, hebraiści i jidiszyści a nawet całkowicie od żydostwa dalecy poloniści z zainteresowaniem uczestniczyli w dyskusjach klubowych. Jedna z dyskusji rozwinęła się na bazie tezy, którą dr Ringelblum postawił w swoim referacie p.t.,,Męczeństwo dawniej i teraz". Diałalność klubu skończyyła się wraz ze śmiercią Lindera  
Na wiosnę 1941r. Judenrat otrzymał pozwolenie wydawania koncesji na czytelnie z ograniczeniem do polskich i żydowskich książek. Lajb Szor zaczął starania aby dostać koncesję na przejęcie skarbu jaki m były książki z czytelni ,,Łebn" (Życie) na ulicy Dzielnej. Biblioteka ta została przed wojną zamknięta przez władze polskie pod pretekstem, że była ona przykrywką dla działalności komunistycznej.. Ten zamknięty lokal, z ogromnym zbiorem książek wyszedł cało z bombardowań i pożarów 1939r. Po uzyskaniu koncesji Szor zaczął gromadzić książki w swoim trzypokojowym mieszkaniu na ul.Leszno 56. Katalogował książki wg swego własnego systemu. Wraz ze swoim współmieszkańcem Baruchem Machlisem, dzień w dzień, katalogowali dziesiątki książek, numerowali, zmieniali góry narzuconych, częściowo zniszczonych książek w uporządkowany skarb.Wszystkie ściany wspólnego mieszkania były zastawione półkami, które powstały dzięki nieustannej bieganinie, prośbom, protekcjom, prezentom i subsydiom. Część książek stała już uporządkowana na półkach i pojedyńczy czytelnicy mogli już przychodzić pożyczać lub wymieniać książki.  
Listopad 1940. Powstaje getto. Na Leszno 67 znajduje się oddział Biblioteki Publicznej , polskiej instytucji, w której kiedyś pracowała Basia, która musi się ewakuować. Basia robi starania w imieniu ,,Centosu" by dostać ten lokal. Lokal ten zostaje zarejestrowany jako należący do Komisji Imprez Dziecięcych pod kierownictwem Klimy Fuswerk. Rzeczywiste przeznaczenie lokalu musi być ukryte. Dlatego też ściany dwóch pokoi zostają ozdobione dziecięcymi wycinankami. Na stołach leżą książki z barwnymi ilustracjami, by instytucja miała raczej wygląd przeznaczonej do zabawy. Pod tą przykrywką znajdują się skarby literatura młodzierzowej, żydowskiej i polskiej. Książki te pochodzą w dużej mierze ze zbiorów Szora. Po śmierci Rozy Simchowicz jesienią 1941r. biblioteka ta zostaje nazwana jej imieniem.  
W okresie przed pierwszą akcją likwidacyjną R.Auerbach spotkała się z Winterem. Było to kilka tygodni po śmierci Rozy Simchowicz. Winter, poprzez posłańca prosił by R. Auerbach wstąpiła do niego po pracy. Prosił ją by dowiedziała się czy jest , na grobie Simchowicz pomnik. Dojście na cmentarz na Gęsiej był już w tym czasie odcięty i R. Auerbach obiecała dowiedzieć się o tym od przyjaciół Rozy mieszkających na ulicy Grzybowskiej jak również spotkać się z doktorem Lajpunerem, który był Rozy przyjacielem lub krewnym. R. Auerbach spotkała się z doktorem, omówiła z nim sposób starania się o postawienie pomnika na grobie Rozy Simchowicz. Ale nie doszło już nigdy do przekazania Winterowi tych ustaleń. Był kwiecień, kilka dni przed straszną piątkową nocą od której rozpoczął się okres nocnych gestapowskich rewizji. Napięcie rosło z dnia na dzień nikt już nie mówił o pomnikach dla umarłych. Zbliżał się czas kiedy żywi zazdrościli umarłym.  
Przypadkowo Winter dowiedział się, że R. Auerbach przeżyła pierwszą akcję. Przesłał jej kartkę by przyszła do centralnego getta na Franciszkańską 30. Pewnego październikowego dnia R. Auerbach poszła z grupą robotników z Leszno przez ,,dziki " obszar wzdłuż Karmelickiej , przez Nowolipki do bramy nowego getta na rogu Gęsiej i Zamenhofa. Ulice były puste. Płatki pierwszego śniegu mieszały się z unoszącymi się piórami z rozprutej pościeli.. urwane zawiasy; otwarte na oścież okna z resztkami pożółkłych od deszczu firanek unoszonych przez wiatr.  
Na Franciszkańską 30, jeszcze w czasie I akcji, wprowadził się Zakład Zaopatrzenia. R. Auerbach, wezwana przez Wintera, przyszła tam. Spotkała Wintera w jego kancelarii, która mieściła się w frontowej kamienicy.Winter przekazał Racheli pozdrowienia od Ringelbluma i powiedział, że co tydzień przychodzi on na Franciszkańską by odebrać jedzenie dla Żydów pracujących w szopach Halmana i że obaj zdecydowali zabrać R. Auerbach od Tebensa i przepisać ją do fabryki sztucznego miodu i cukierków, która znajduje się na podwórzu domu, w którym mieścił się Zakład Zaopatrzenia. Kierownikiem zakładu był przedwojenny gdański korespondent "gazety ludowej" Grinberg. Po przejściu na Franciszkańską 30 R. Auerbach otrzymała zadanie zająć się zapisywaniem wiadomości o Treblince W getcie było już parę osób,które stamtąd uciekły. Powstał projekt by wydać tajną broszurę o tym co czeka każdego Żyda, który pozwoli wywieźć się z Warszawy..  
Począwszy od pierwszych dni grudnia 1942r. R. Auerbach mieszkała w bloku należącym do fabryki sztucznego miodu i cukierków.Jej sąsiadem był młody człowiek, który 13 września uciekł z Treblinki. R. dostała przydział karbidu i dużą paczkę świec, by móc pracować w nocy. Miała za zadania spisywać wszystko co uciekinier z Treblinki przeżył podczas 18 nastodniowego pobytu w obozie śmierci. Dwa razy w tygodniu R.Auerbach "choruje", otrzymuje ,,wolne" by jak najszybciej dokończyć pracę  
W pierwszych dniach marca R. Auerbach udała się na Franciszkańską 30 by pożegnać się z Winterem przed swoim przejściem na aryjską stronę.Zanim weszła do pokoju Wintera spotkała dr Ringelbluma.. Ringelblum podał jej telefon kontaktowy w jego szopie, przez który Rachela będzie mogła dostać namiar na Bermana. Mniej więcej tydzień po jej przejściu na aryjską stronę Rachela zadzwoniła do Ringelbluma do szopu. Ringelblum , przy najbliższym spotkaniu z Bermanem umówił jego spotkanie z Rachelą w małym lokalu na ul. Wileńskiej na Pradze i dzięki temu spotkaniu udało sią R. Auerbach pozostać na aryjskiej stronie.  
R. Auerbach słyszała, że istnieje Komitet prowadzony przez Menachema Kona, który posiada pewien kapitał do finansowania przejścia i organizacji pobytu żydowskiego aktywu społecznego na aryjskiej stronie. Sama nie będąc z nim w kontakcie szykowała swoje przejście w oparciu o własne znajomości. Kiedy weszła do Wintera by się z nim pożegnać ,spytała go dlaczego nie chce przejść na aryjską stronę, dlaczego nie chce wysłać tam dzieci ( córkę i syna ). Prawie się obraził, że posądza się go o to,że zostawi swój naród, swoich pracowników. ,,Przecież wszyscy nie mogą wyjść- powiedział. Właśnie ja mam wyjść? A co będzie z tymi którzy nie mają dokąd iść?" Na wzmiankę o tym , że przecież są jakieś pieniądze rozłościł się jeszcze bardziej. ,, Kto ma prawo decydować o tym kto ma wyjść a kto zostać! Kiedy idzie o życie?!". Przed odejściem Racheli podał jej polskie nazwisko: Czesław Klarner i prosił by go odszukała i przekazała mu, że Winter prosi by ratował jego dzieci. Przez 5 tygodni od swego przejścia na aryjską stronę do wybuchu powstania w getcie 19 kwietnia, Auerbach nie udało się odnaleźć Klarnera. Winter, przy pożegnaniu, podał również Racheli nr. telefonu do kontaktu, gdyby udało się jej znaleźć, po aryjskiej stronie, mieszkanie dla dwóch par młodych ludzi. Należałoby wtedy zatelefonować do Zygmunta z którym trzeba będzie omówić transakcję. Rachela kilkakrotnie dodzwaniała się do jakiegoś warsztatu, który był, prawdopodobnie, ""meliną" Zygmunta. Ale za każdym razem odpowiadano, że jeszcze nie przyszedł. 17 kwietnia Rachela zatelefonowała, z telefonu na Pradze, do ,,pana Zimowskiego" (Wintera). Był zaniepokojony gdy poznał jej głos.,, Co się stało? Czy coś słyszeliści? Nie . Chciałabym by Zygmunt spotkał się ze mną w sprawie towaru, o którym mówiliśmy. " Niestety, rozmowę należało przerwać. W ,, Małej Gospodzie" na ul. Stalowej kręciło się, bowiem, zbyt dużo takich jak Rachela Polaków i Polek.  
W 1948r. Marek Edelman podał szczegóły śmierci Wintera. Trzeciego dnia powstania w getcie powstańcy ewakuowali się przez strychy na ul. Franciszkańską i tam, dwy tygodnie później, ze swojego punktu obserwacyjnego na dachu widział Edelman, na własne oczy, tragiczny koniec Szmuela Wintera i Żydów z którymi siedział w podziemnym ukryciu.. Edelman leżał na dachu oficyny na Franciszkańskiej 30 w momencie kiedy , po wrzuceniu bomby, wyprowadzono ludzi z dużego i doskonale zabezpieczonego bunkru Zakładu Zaopatrzenia. Bunkier ten znajdował się pod piwnicami przeciwległej oficyny. Wśród kaszlących i duszących się ludzi, którzy na czworaka wyłazili z piwnicy a następnie zostali zrewidowani i ustawieni w szeregu, Edelman rozpoznał Szmuela Wintera i Abrahama Gepnera. Gepner nosił, zapięty z tyłu, biały kombinezon. Obaj szli przodem a za nimi pozostali ludzie, którzy zostali wyciągnięci z bunkra. Doprowadzono ich do placyku przy budynku Judenratu na Zamenhofa 19 i tam zabito. Stało się to w pierwszych dniach maja 1943. Wśród zabitych byli młodzi ludzie, prawdopodobnie również dzieci Wintera.  
W czasie I szej akcji likwidacyjnej R. Aurbach była nadal związana z Leszno 40 i ze swoim mieszkaniem na Leszno 66, gdzie mieszkała u swoich krewnych. Już w pierwszych dniach sierpnia ul. Leszno została okupowana przez firmę Tebensa, która przejęła część ulic od Karmelickiej do Żelaznej. Duża, dobrz technicznie i organizacyjnie ustawiona kuchnia na Leszno 40 ""miała szczęście" stać się ,,szop-kuchnią". Żydowski aprowizacyjny dyrektor od Tebensa natychmiast zaczął wprowadzać tam swoich protegowanych starając się odsunąć od pracy dotychczasowo tam zatrudnionych. Pierwszego dnia przerwy w blokadach przyszedł do R. Auerbach Ichael Lerer a nazajutrz, bardzo wcześnie rano, w czasie wymarszu ,, placówek" na aryjską stronę , przyszli pożegnać się z nią dyrygent Adam Furmański i kompozytor Israel Glatsztajn, którzy tym razem opuszczali getto z przekonaniem, że będą ,,skoszarowani" poza murami  
Drugiego dnia po zakończeniu blokady, w godzinach popołudniowych, do kuchni na Leszno 40 przyszedł Josef Kirman. Był ubrany jak robotnik z torą na chleb obijającą się o uda. Było już po wydawaniu obiadów. Dziewczęta w kuchni czyściły garnki. Na podium, w dużej sali, stało jeszcze niezagrabione pianino. Na długich, wytartych stołach leżały białe ceraty, tak jak dawniej. Nie było tylko głodnych ludzi, którzy kiedyś stali przy tylnych dzwach kuchni czekając na resztki z garnków. Nie słychać było żebraczego śpiewu ulicy. Nie było już śpiewających głodnych dzieci. Było około pół do piątej, po południu i z rogu Leszno-Żelazna wracali ,,placówkarze" . Kirman przyszedł by powiedzieć, że jest bezpieczny. Jego miejsce pracy należało do najpewniejszych ,,Ostban". Z worka na chleb wyciągnął prezent dla Racheli. Trochę czerwonych wiśni urwanych z drzewa razem z ogonkami.  
Drugiego dnia po zakończeniu blokady , w godzinach popołudniowych do kuchi na ul. Leszno 40 przyszedł adwokat Graf, właściciel lokalu w którym mieściła się kuchnia, ze swoją żoną Stefą i jego przyjacielem dr Boczko, uchodzcą z Łodzi, który do akcji był przypisany do personelu kuchni jako opiekun medyczny. Adwokat powiedział, że kilka osób z zarządu zorganizowało jakieś maszyny i chcą zorganizować w jadalni szop Tebensa.Wyjaśnił Racheli, że są gotowi przypisać ją do szopu bez pieniędzy. Również lekarz miał dla niej propozycję. Odwołał ją na stronę i chciał jej włożyć do kieszeni fartucha tubkę z cjankiem, by nosiła ją ze sobą, na wszelki wypadek. W tym czasie było bardzo duże zapotrzebowanie na cjanek.  
R. Auerbach przeżyła dni ostatniej, ogólnej selekcji tylko dlatego, że się na nią nie stawiła. Przesiedziała ten czas w piwnicy na koks pod mieszkaniem swego kuzyna na ul. Leszno 66. Po pierwszej akcji pracowała, wraz z Jehoszuą Perle, I.I. Propusem i Josefem Kirmanem na Franciszkańskiej 30. Oficjalnie każdy z nich miał swoją funkcję.Kirman pracował przy garnkach, Rachela w magazynie, przy pakowaniu cukierków. Produkcja odbywała się w dużej hali z wmurowanymi garnkami do gotowania i mieszania składników słodyczy. Były tam też wysokie stoły obite blachą na których zagniatało się ochłodzoną gęstą masę i formowało w różnokształtne cukierki.. Przy takim stole pracował Josef Kirman. Owinięty po pachy brezentową płachtą, z mycką na głowie, stał przy stole i urabiał ciasto. Innym razem mieszał w garnkach długą łopatą miodową ciecz, która była produkowana wg niemieckiej recepty na bazie buraczanej melasy. Szefem był Grynberg, gdańszczanin. Zartudnieni dostawali tu dodatkową porcję chleba, mieli swobodny dostęp do "miodu" na chleb i do brązowego cukru do herbaty.  
Opowieść Kirmana o jego przeżyciach podcza pierwszej akcji i w jaki sposób uratował się on od selekcji. W dniu kiedy żydowscy policjanci otrzymali rozkaz by dostarczyć kontygent ,, główek" dwóch drani złapało go na podwórzu i zaczęli ciągnąć go siłą na Umszlagplatz. Kirman stawiał opór, krzyczał, przeklinał ale oni wezwali na pomoc trzeciego policjanta i przytaszczyli go na plac.Udało się Kirmanowi wysłać liścik do Icka Gitermana a ten , po kilku godzinach ,wydobył go stamtąd. W czasie wielkiej selekcji Kirman uratował się ukrywając się , wraz z przyjaciółmi, prawie przez tydzień, na strychu karmiąc się surową fasolą ( mieli ze sobą w woreczku) i kilkoma kawałkami twardego cukru.Do picia znaleźli stojącą, od dłuższego czasu, wodę deszczową w zardzewiałej misce .  
Po akcji, razem z wiadomością o Stalingradzie zaczęto mówić o możliwośi zmniejszenia getta i przniesieniu resztek Żydów na ulice Niska- Stawki, kilka kroków od Umszlagplacu, dzieci (syn i córka) Wintera jak również Jehoszua Perle z synem przenieśli się do szopu Tebensa na ul. Leszno i tam Winter przesłał ich rzeczy. Po dwóch dniach okzało się, że plotka ta była fałszywa. U Tebensa natomiast wydano zarządzenie że Żydzi z jego szopów mają być przesłani do obozu Poniatowa i natychmiast zacząła się bieganina powrotna, do centralnego getta. W czasie tego rozgardiaszu ukradziono dzieciom Wintera pierzynę, w której było zawinięta powieść, najlepsz dzieło Jehoszuy Perle. Nigdy nie odnaleziona.  
Kilka dni po wyjściu R. Auerbach z getta dowiedziała się ona, że w marcu przedostali się na aryjską stronę również Jehoszua Perle z synem. Prawdopodobnie syn Perle mial tu swoich polskich przyjaciół, którzy ich zabezpieczyli w pierwsze papiery i piewszy kąt mieszkalny. Odtąd Jehoszua Perle nazywał się Sefan. Wkrótce nawiązali oni również inne kontakty i mieli doskonale zabezpieczoną egzystencję. Niestety wplątali się w historię ,,martwych dusz" z ,,Polskiego hotelu". Stali się właścicielami południowo amerykańskich dokumentów, które nadeszły, po akcji, z neutralnych krajów, dla Żydów, którzy w międzyczasie zostali zamordowani w Treblince. Perle z synem wyjechali w lipcu 1943r , pod eskortą, do obozu internowanych, nie daleko Hanoweru, do Bergen-Belsen. Żydzi którzy tu przybyli z W-wy nie mogli otrzymywać ani wysyłać listów i byli izolowani całkowicie od jakiegokolwiek kontaktu ze światem zewnętrznym.Mówiono, że obóz ten jest pod kontrolą Czerwongo Krzyża i że Żydzi zostaną wymienieni na Niemców z obozów alianckich. Kilka miesięcy później do W-wy dotarła wiadomość, że wszyscy ,,Południowi Amerykanie" z ,,Polskiego Hotelu" nie żyją. Zostali zlikwidowani w obozie śmierci koło Oświęcima.  
W kuchni na ul. Leszno 40 rozlewano zupy ,, na wynos" tym, którzy nie mieli własnych naczyń do metalowych puszek po ogórkach konserwowych. W czasie okupacji Warszawy i okresie pożarów wielkich magazynów konsumpcyjnych miasto zostało zasypane takimi puszkami. Dostosowanie się do nowych warunków życia okupacyjnego zaczęło się od odpowiedniego dopasowania banki po ogórkach do nowego zadania. W rancie bańki w wyborowano dwie dziury, przez które przeciągnięto sznurek. Bańkę zawieszano na ramieniu i napełniano ją wodą z Wisły albo zupą z popularnych kuchni. Kolejki ludzi z bańkami na ramieniu przed kuchnią na Leszno 40 były, podobnie jak przed pozostałymi kuchniami, bardzo długie.  
1 października 1939r., z inicjatywy E. Ringelbluma , powstała pierwsza placówka gotująca posiłki dla literatów.Była nią kuchnia kierowana przez R. Auerbach, mieszcząca się w lokalu Związku drobnych kupców -Leszno 40.W tym lokalu, z wspólnikami, nie było jednak właściwych warunków dla karmienia ekskluzywnej grupy i zapewnienia jej innych form pomocy. Po kilku dniach literatcy konsumenci przenieśli się do małego lokalu na ul.Karmelickiej 5 a następnie do prywatnego mieszkania pracownika ,,Momentu" J.M.Aplbojma, na ul. Granicznej 13, obok domu w którym przed wybuchem wojny mieścił się Związek Literatów (Żydowskich) i który został zniszczony i spalony w czasie bombardowania. Po jakimś czasie kuchnia ta znów przeniosła się na Leszno 14 i została przeznaczona dla byłych dziennikarzy. Z jeszcze kilkoma późniejszymi zmianami kuchnia ta istniała do pierwszej akcji likwidacyjnej.  
Przeszło dużo czasu, od rozmowy z Ringelblumem, zanim R. Auerbach napisała swój pierwszy reportaż z getta 4 siepień 1941. W celu wyegzekwowania przyrzeczonej pracy Ringelblum wysłał do R.Auerbach sekretarza Archiwum, Eliahu Gutowskiego. Był on konsumentem w kuchni prowadzonej przez R.Auerb. i w ten sposób mógł jej codziennie przypominać o zadaniu, dostarczać coraz to nowe materiały aż, chcąc nie chcąc, trzeba było zabrać się do pisania. Pisać przychodziło nad ranem gdyż zmęczona całodzienną pracą w kuchni i różnymi zajęciami, które miały miejsce po wyjściu z pracy, Rachela nie była w stanie zabrać się do pisania wcześniej. R. Auerbach widywała się z Ringelblumem przy okazji szukania protekcji dla swoich pracowników czy z innych powodów związanych z działalnością swojej kuchni. On, z kolei, podsyłał Racheli ludzi z prośbą o wydanie talerza zupy. Z czasem w kuchni zaczęto wydawać dziennie 10 ,, nielegalnych" talerzy zup dla ludzi przysłanych przez Hersza Wasera. To była część honorarium dla ludzi piszących dla Archiwum  
W rezultacie I szej wielkiej akcji likwidacyjnej warszawskiego getta wyprowadzono z getta i zamordowano w komorach gazowych Treblinki ponad 80% mieszkańców getta- ponad 300 tys. osób. W czworoboku ulic Gęsia, Smocza, Niska., Zamenhofa- w okresie tygodnia między 6 a 13 września 1942r. wydano dla części pracowników znajdujących się tam zakładów pracy ,,numerki życia". Dla pracowników kuchni Leszno 40 , która w tym okresie gotowała 1000 obiadów dziennie dla szopów Tebensa, przydzielono wg informacji R. Auerbach 40 numerów. Do 18 osób, którzy tę kuchnię stworzyli i pracowali w niej do ostatniego momentu nie dotarł ani jeden numer. 5 a może 6 dostała rodzina poznańskiego prominenta (dyr. aprowizacji) a reszta dla innych krewnych i bliskich tegoż samego aprowizacyjnego dyrektora Tebensa i jego kochanki. Z byłych pracowników kuchni R. Auerbach z ,,kotła" powróciły tylko dwie młode dziewczynki- Stela i Dora- które wypuścił, z Umszlagplatzu, niemiecki policjant. Jego kaprysowi zawdzięczały dziewczynki jeszcze kilka miesięcy życia.  
W więzieniu na Pawiaku były warsztaty w których w tym czasie pracowali żydowscy rzemieślnicy, z którch część uratowała się dzięki warszawskiemu powstaniu. Josef Leman i Aharon Czechowicz, którzy znajdowali się wśród tych co przeżyli, opowiedzieli o ostatnich godzinach Ringelbluma. Kiedy pracujący na Pawiaku Żydzi dowiedziel się,że przywiezono Ringelbluma natychmiast zaczęto robić starania by go przeniesiono do warsztatów jako fachowca. Lehman opowiadał, że gdy z jakiegoś powodu przechodził wtedy przez podwórze słyszał szepty poprzez kraty:,,Ringelblum tu jest, Ringelblum tu jest". W ten sposób wiadomość przechodziła z ust do ust. Istnieje wersja, że akcja prowadzona przez żydowskich rzemieślników udała się. Żona i dziecko Ringelbluma zostali rozstrzelani wraz z innymi Żydami wyciągniętymi z bunkra, ale on sam żył jeszcze kilka tygodni i został zabity w trakcie nieudanej próby ucieczki.  
,,Zobowiązujemy się sami, bo nie znamy godziny.Wczoraj pracowaliśmy do późna w nocy....Chcę, by przyszłe pokolenia poznały nasze czasy, nasze cierpienia i lęki. Aby pamiętano, że w czasach zniszczenia, znaleźli się ludzie , którzy mieli wolę dokonywania takich rzeczy... Z jakim zapałem kopaliśmy doły na te pudła..Z jakim zapałem przyjmowaliśmy każdy nowy materiał. Nie baliśmy się ryzyka. Zdawaliśmy sobi sprawę, że pracujemy dla historii i że to jest ważniejsze niż pojedyńcze życie. Gdzie zakopaliśmy skarb?- Damy się pokroić ale nie wydamy sekretu.... Chciałbym dożyć tego momentu kiedy będzie można wydobyć ten skarb i wykrzyczeć prawdę... Ale z pewnością nie dożyjemy tego..." urywki z testamentu Dawida Grabera  
"Postanowiliśmy opisywać czas traźniejszy. Wczoraj siedzieliśmy do późnej nocy, gdyż nie byliśmy pewni, że dożyjemy do dzisiaj. Teraz jestem w trakcie pisania a na ulicy jest straszna strzelanina. Z jednego jestem dumny, że w dniach największego nieszczęścia byłem jednym z tych, którzy zakopali skarb... ukryli właśnie te materiały, byście dowiedzieli się o cierpieniach i mordach zadanych przez hitlerowską tyranią..." napisał w swym testamencie dołączonym do materiałów Archiwum ukrytych na ul. Nowolipki 68 ,18 letni Nachum Grzywacz  
Będąc pewna, że raczej umrę niż będę żyła, chcę się pożegnać z moimi przyjaciółmi i z moimi pracami. Tyle lat pracowałam, zbierałam , darłam i znów pracowałam, przygotowywałam się do wystawienia moich obrazów, chciałm wystawić serię pod tytułem,, Portret żydowskiego dziecka". Teraz ratuję z moich prac to co mogę. Ile może wejść i na ile jest dopasowane to miejsce. Zostawiam pod opieką boską dziesiątki prac olejnych, portretów żydowskich pisarzy, szkice i inne rzeczy, które nie mogą wejść do skrzyni. Nie proszę o pochwały, chcę tylko by zachowała się pamięć o mnie i o moim dziecku, o tej zdolnej dziewczynce Margelit... Mając 20 miesięcy wkazuje malarskie zdolności. Żydowska dziewczynka, mówi ładnym językiem jidisz i jest bystra, dobrze fizycznie rozwinięta... Prace swoje przekazuję żydowskiemu muzeum, które powstanie w przeszłości, by odnowić żydowską sztukę z przed wojny do 1939r., do strasznej tragedii populacji żydowskiej w Polsce. Teraz jestem już spokojna- ja muszę zginąć ale zrobiłam co do mne należało. Staram się zachować pamięć o moich pracach. Bądźcie zdrowi moi towarzysze i przyjaciele! Bądź zdrów żydowski narodzie! Nie dopuść więcej do takiego nieszczęścia!" - jest to testament i list pożegnalny Geli Seksztajn, malarki,schowany wraz z innymi materiałami Archiwum Ringelbluma pod domem na ul. Nowolipki 68  
Nie zdążono jeszcze wypakować wsystkich książek ze skrzyń, Szor i Machlis jeszcze nie skatalogowali nagromadzonych zbiorów, nie zdołano jeszcze zorganizować cichego ale uroczystego otwarcia biblioteki gdy rozpoczęła się pierwsza akcja. Szor, który był doskonałym fachowcem-drukarzem i mechanikiem- miał szansę mimo swego wieku i siwych włosów urządzenia się w jednym z szopów. Ale się o to nie starał. Nie reagował też na oferty składane mu przez przyjaiół, którzy starali się go ratować.5 siernia 1942r., 15 dnia akcji, wszyscy mieszkańcy ul. Leszno, którzy nie zostali przydzieleni do szopów Tebensa, mieli nakaz wyprowadzić się ze swoich mieszkań, gdyż wszystkie domy na tej ulicy, od Żelaznej do Karmelickiej zostały przejęt przez firmę Tebensana na warsztaty i mieszkania dla jej robotników. Tego dnia, we wczesnych rannych godzinach Machlis wstał z łóżka, nastawił czajnik z wodą, postawił szklnaki i zawałał Szora a gdy nie otrzymał odpowiedzi wszedł do jego pokoju i zobaczył Szora wiszącego na tle półek z książkami. Był już martwy  
6 września 1942r., nad ranem kolejka ludzi na Leszno 40 ciągnęła się przez całe podwórze, do schodów prawej oficyny. Trzymali oni w rękach garnki, rondelki, menażki. R. Auerbach nie mogąc przedostać się przez tłum podeszła do frontowej bramy i frontowymi schodami dostała się na pierwsze piętro. Znajdujący się w biurze Graf i Masza Liberman odsunęli wszystkie żelazne pręty i zamki chroniące drzwi wejściowe i wpuścili szybko Rachelę do środka, bojąc się , że po niej mogliby się wcisnąć inni. Rachela przeszła przez pokój biurowy i przez węwnętrzny przedpokój dostała się do wąskiego korytarza od którego odchodziły małe pokoiki, które należały do kuchni. A tam byli już ludzie z stojącej w podwórzu kolejki. Spostrzegłszy w magazynie bochny chleba, worki z mąką, cukrem, beczki z marmoladą, z margaryną , wpadali w szał. Czterech ludzi z obsługi magazynu nie mogło opanowć sytuacji. Jeden z nich trzymał w ręku zeszyt i ołówek przygotowany do zapisywania, ważenia i liczenia i wydania każdemu jego części.Ale na nic to się nie zdało. Ci , którym udało się dostać do środka, otworzyli baczki z pseudo masłem i pseudo miodem, z buraczaną marmoladą. Czerpali pełne garnki. Na marmoladę nakładali masło i z wysmarowanymi rękoma, z bochenkami chleba pod pachą przepychali się z trudem przez tłum na ulicy a na ich miejsce wciskali się następni. Sciany, drzwi, twarze ludzi były usmarowane marmoladą . Pracownicy kuchni coś krzyczeli ale nikt ich nie słuchał. Wśród nich był Józef Erlich, o nieogolonej twarzy i dzikich oczach. W ręku trzymał łopatą, którą mieszało się zupę w wielkim kotle. W którymś momencie zaczął wymachiwać nią nad głowami dzikiego tłumu i nie swoim głosem krzyczał: Granda! Wynosić się. Wstydcie sięprzed sobą samymi! Miejcie dla siebie litość... Tłum zawahał się . Ci co mieli już coś w rękach starali się wyjść, inni wchodzili ale czekali już aż dostaną swoją rację. Wcisnięta między wchodzących i wychodzących R. Auerbach dostała bochenek chleba, przesłany jej ponad głowami innych, przez pracownika dzielącego chleb  
6 września 1942r, przed piątą rano, R. Auerbach zjawiła się w kuchni na Leszno 40 by pożegnać się z ludzmi z którymi pracowała dotychczas. Zastała tych, którzy jeszcze nie zostali wywiezieni lub zabici, na miejscu. Nocowali wszyscy w kuchni. Każdy przyniósł ze sobą zawiniątko swoich rzeczy i rodziny. Dora przyprowadziła swoją matkę. Prawdopodobie, w związku z zarządzeniem by każdy przyniósł ze sobą na miejsce zbiórki jadzenie na 48 godzin, szef aprowizacji od Tebensa, w przeciągu tej nocy przysłał do kuchni duże zapasy produktów. Napełniono magazyn a co tam się nie zmieściło składowano w byłej kancelarii R. Auerbach. Setki bochenków czarnego chleba, beczka marmolady, beczki z tłuszczem. Jakiś niemiecki fabrykant wypuścił na rynek rodzaj masła-margaryny. Również ten artykuł został prznaczony do podziału między pracownikami Tebensa. Żydzi od Tebensa, cała okolica wiedziała już o dobrach , które dla nich były przeznaczone.Jeżeli daje się ludziom jedzenie t.zn ,że będą żyli.cA selekcja? Prawdopodobnie zostawi się do pracy silnych i zdrowychi, tych co dobrze wyglądają. I dlatego wielu z nich miało w swoich węzełkach i kieszeniach nie tylko kawałki cukru, kropelki na serce ale również paczuszki z pudrem, kremy, kredki do ust i małe lusterka. Również mężczyźni.  
Wydarzyło się to 3 listopada 1943r. Było to w 9 miesięcy po niemieckiej klęsce pod Stalingradem, 3 miesiące po obaleniu Mussoliniego. W dwóch żydowskich obozach śmierci-Treblinka i Sobibór w sierpniu i listopadzie odbyły się masowe mordy i ucieczki Żydów. ,,Problem żydowski rozrósł się do niebywałych rozmiarów" pisał Himler do Krakowa. Nastąpił okres ożywionej korespondencji między Berlinem a Lublinem. Chodziło o 40 tysęcy Żydów, w większości rbyły to resztki warszawskiego żydostwa, które zostało wywiezione do obozów w czasie powstania w getcie. Rok przedtem taka cyfra nie stanowiłaby problemu. Ale teraz komory gazowe już nie pracowały. Pozostała do dyspozycji zwykła broń. 3 listopada 1943r. zamordowano 12 000 ludzi w Treblince,13 ooo w Majdanku, 14 000 w Poniatowie.  
Wśród Żydów, którzy zostali wywleczeni spod inspektów Mieczysława Wolskiego na ul. Grójeckiej 81 znalazł się również noworodek, który urodził się w kryjówce kilka dni wcześniej. Był to 37 Żyd.. Poza właścicielem ogrodu Mieczysławem Wolskim , aresztowano tego samgo dnia polską akuszerkę, która pomagała matce przy porodzie.  
Po powstaniu w getcie bardzo ważnym problemem stała się polityczna i społeczna aktywizacja dr Ringelbluma.Zaczęto domagć się żeby wyszedł ze swojego ukrycia i zaczął się udzielać w politycznej działalności, po aryjskiej stronie. Ringelblum był wysokim blondynem i mógł uchodzć za typowego przedstawiciela ,, nordyckiej rasy" i mógłby, prawopodobnie,swobodniej niż Berman, poruszać się po mieście. Nie opuścił on jednak bunkra , gdzie ukrywał się z żoną i synem , z dwóch powodów. Po pierwsze był tam bardzo zajęty swoimi sprawami. Napisał ocenę działalności żydowskiej samopomocy w Warszawie a ,przede wszystkinm, ocenę pracy dokumentacyjnej ,, Oneg Szabat", opisał serię sylwetek działaczy, którzy zginęli, pisarzy,aktorów, uczonych , adwokatów itd. Poza tem, Ringelblum siedząc w bunkrze, napisał pracę o stosunkach żydowsko- polskich przed i w czasie drugiej wojny światowej. Drugim powodem były trudności związane z rozstaniem się z rodziną. Jego żona nie miała ,,dobrego wyglądu". Przeżyła ogromnie jego wyjście przed wybuchem powstania ,do getta, a potem minął miesiące zanim znów zobaczyła go żywego. Nie mogła się zdecydować na wypuszczenie go samego, chociaż było to wbrew zasadom aryjskiej strony, przebywanie całych rodzin razem. Miesiącami stało dla niego przygotowane mieszkanie w Izabelinie, do którego w końcu wprowadził się inny ważny działacz Josef Sak z rodziną.  
Stało się to 7 marca 1944r. Dzień był bardzo zimny. Z kryjówki znajdującej się pod inspektami polskiego ogrodnika na ul. Grójeckiej wyciągnięto 36 ukrywających się tam Żydów, przewieziono ich na Pawiak i ,trzy dni później, zatrzelono. W grupie tej był dr Emanuel Ringelblum, jego żona Jehudit, i jego 12 letni syn Uri  
Wersja związana z pobytem Ringelbluma na Pawiaku opowiedziana przez Israela Hirszhojta, który od 1943r. był na Pawiaku: Kiedy przyprowadzono Ringelbluma, którego Hirszhojt znał osobiście, podjął się on przeprowadzenia rozmów z Ringelblumem na temat prób ratunku. Przy pomocy przekupionego wartownika dostał się do celi Ringelbluma. Ringelblum był już, wg Hirszhojta, zupełnie załamany i niezbyt reagował na plany ratunku. Zrozumiał mimo, że nikt tego mu nie powiedział, że jeśli nawet jego uda się uratować, dla jego żony i dziecka nie będzie żadnego ratunku. Za plecami swojego dziecka wskazując oczami na niego, cicho zapytał: - A co będzie z nim?. Żona była na oddziale kobiecym razem z innymi kobietami z bunkra. Jasnym było, że Rngelblum nie zostawiłby swojej rodziny by ratować własne życie.. Już trzeciego dnia po wyprowadzeniu Żydów z bunkra na Grójeckiej odbyła się egzekucja.. Żydowscy działacze, którzy pracowali w warsztatach i byli gotowi oddać życie dla ratowania Ringelbluma, nic nie mogli dla niego uczynić.  
Copyright © 2011 Centrum Badań nad Zagładą Żydów
wykonano ze środków
Ford Foundation grant No 1015-1739 oraz The Fund for support of Jewish Institutions or Projects outside Norway
realizacja informatyczna: