szukaj w artykułach redakcyjnych
polski      english 

Strona główna

Kalendarium

O bazie

Szukaj w bazie danych

Centrum

Logowanie



WYSZUKIWANIE W BAZIE DANYCH

zdarzenie
3 września, kilka dni przed najbardziej okrutnym nasileniem akcji, aresztowany został Josef Kapłan, najwybitniejsza postać w Haszomer Hacair.  
Kilka godzin później zabito na ul. Gęsiej jego młodszego kolegę Szmula Brasława, współzałożyciela ŻOB.  
W połowie stycznia 1943 r. przyszedł do nas, do bazy bojowników Droru na ul. Zamenhofa.  
Poeta Jechiel Lerer opublikował w czasopiśmie "Dror" fragment poematu "Mój dom", który następnie został przełożony na język hebrajski i wydany w Erec Israel.  
Menachem Linder został zamordowany wraz z kilkudziesięcioma Żydami w czasie rzezi w nocy 18 kwietnia 1942 r.  
Utworzono pierwszą rolniczą hachszarę na Czerniakowie, przedmieściu Warszawy. Rozumnie i z oddaniem kierowała nią Łaja Perelsztajn. Z sympatią do członków kibucu odnosił się właściciel majątku, pan Zatwarnicki, który dawał im swobodę i starał się nie zauważać nielegalnej chalucowej działalności.  
Znowu pojawił się odbudowany rolniczy kibuc na Grochowie-symbol ruchu chalucowego. Organizacji Hechaluc udało się objąć zarząd fermy i otrzymać nieco pieniędzy od Jointu. Zbudowano stajnię i pokoje mieszkalne, orano i obsiewano ziemię, założono nawet ogród kwiatowy.  
Spotkanie grupy członków organizacji chalucowej "Wolność-Hechaluc-Hacair". Zorganizowane pod pozorem zabawy sylwestrowej służyło omówieniu działalności ruchu oraz oczekiwanych zadań, próbie sporządzenia bilansu działalności w ostatnich miesiącach i nakreśleniu planu pracy w nowych warunkach. Omówiono przyszłość organizacji chalucowej, postanowiono nadać nowo utworzonej konspiracyjnej organizacji nazwę Chalucowo-Socjalistyczny Ruch Młodzieży Dror, w skrócie Dror. W mieszkaniu Oskara Hendlera spotkali się m. in. Herszel Płotnicki, Nesza Cukier, Szajndełe Szwarc, Cwi Mersik, Edek Gołowner, Icchak Cukierman, Dow Berger, Nachmije Gros, Ruchla Fogelman, Judka Helman.  
Nieudana próba aresztowania Josefa Korniańskiego przez Niemców, którzy wpadli do pracowni krawieckiej w godzinach pracy zgromadzili wszystkich towarzyszy (m.in. Chancię Płotnicką, Rywkę Glanc, Łaję Perlsztajn) i zażądali, wyczytując nazwiska z listy, wydania Josefa. Wszyscy, nie wyłącząjąc Josefa, spokojnie i pewnie odpowiadali, że go nie ma, że uszedł na wschód z innymi członkami kibucu. Przekonało to Niemców i ocaliło Josefa od śmierci. Następnego dnia opuścił on Łódź i udał się do Warszawy.  
Kiedyś Frumka Płotnicka, Mordechaj Tenenbaum, Icchak Cukierman i Cywia Lubetkin (autorka wspomnień) zostali nagle otoczeni przez żydowskich policjantów i zanim się zorientowali w sytuacji, wleczono już Frumkę i Icchaka do konnego tramwaju. Rozpoczęła się szamotanina. Zebrany tłum stanął w obronie pobitych, rannych i pokrwawionych członków Hechalucu. Pod jego presją oficer uwolnił Frumkę i Icchaka.  
Po utworzeniu specjalnej grupy przemytniczej, kierowanej przez Labana-Abrahama Lejbowicza, pierwszy w drogę wyruszył Szlojme Cygielnik z kibucu na Dzielnej. Z narażeniem życia przekroczył granicę pod Nowym Sączem, dotarł na Słowację, gdzie w przygranicznym miasteczku Bardiów zorganizował bazę przerzutową ludzi.  
Adam Czerniaków, gdy zrozumiał, że nie ma wyjścia i jest bezsilny, odebrał sobie życie.  
W późniejszym okresie, w połowie 1940 r., a zwłaszcza po utworzeniu getta i ukształtowaniu się w nim swego rodzaju życia społecznego, działacze Hechalucu rozpoczęli wielokierunkową działalność. Wydawali gazetę, organizowali wieczory literackie. Szczególnie zapadały w pamięć wieczory biblijne organizowane przez koło dramatyczne Droru, założone z inicjatywy i pod kierownictwem Icchaka Kacenelsona  
Gdy Niemcy zbliżyli sie do Łodzi, kibuc postanowił opuścić miasto. Tylko jedna grupa, złożona przeważnie z dziewcząt, zdecydowała się pozostać. Była wśród nich Chancia Płotnicka, Rywka Glanc, Josef Korniański, Łaja Perelsztajn.  
Wieczorem, po zakończeniu konferencji, Cywia Lubetkin pożegnała się z członkami nowo utworzonego Droru i wyruszyła z misją przedostania się na tereny okupowane przez Niemców.  
Cywia Lubetkin opuszcza Warszawę, kilka dni po wybuchu wojny, po zarządzeniu polskich władz, aby wszyscy młodzi ludzie wyszli ze stolicy i udali się na wschód.  
Cywia Lubetkin przybywa do Warszawy. Dociera na ul. Dzielną 34, gdzie z radością witają ją Cwi Kucer i pozostali towarzysze. Frumka Płotnicka opowiada o swoich przeżyciach i działaniach po powrocie z terenów radzieckich.  
Już w pierwszych dniach otwarto na Dzielnej kuchnię polową, która wydawała głodującym chleb i ciepłe posiłki.  
Izrael Karoliński, zaopatrzeniowiec kibucu , ogłosił na cześć przybycia Cywii Lubetkin na Dzielną "oficjalne święto" i zadeklarował z tej okazji hojny przydział chleba z marmoladą.   
Tego dnia kierownictwo Droru zebrało się na posiedzenie. Cywia Lubetkin złożyła sprawozdanie o ruchu chalucowym na ziemiach zajętych przez Amię Czerwoną. Omówiono problem prowadzenia działalności organizacji na terenie okupacji niemieckiej i wyrażono potrzebę skoncentrowania się na zapewnieniu niezbędnej pomocy socjalnej.  
Pojawił się na Dzielnej w czasie okupacji i od razu przystał do grupy-Marek Folman, student warszawski sprzed wojny, członek partii Syjonistów-Socjalistów. O pierwszej chwili myślał o organizowaniu młodocianych. Był jednym z inicjatorów utworzenia gimnazjum Droru i jednym z tych, którzy myśleli o samoobronie.  
Dwóm sługusom gestapowskim Kohnowi i Hellerowi przyznano koncesję na uruchomienie tramwaju konnego. Nazwano go kohnhellerką od nazwisk właścicieli koncesji. W tych tramwajach wożono później na Umschlagplatz złapanych nieszczęśników.  
Tam (na Umschlagplatz) załadowywano latem 1942 r. dziesiątki tysięcy Żydów i wywożono ich w nieznanym kierunku.  
Pewnego razu członkowie organizacji Hechaluc obserwowali z okna pokoju na Dzielnej Niemca, który złapał starego Żyda za brodę i pejsy, wyrywając mu włosy, po czym postawił pod murem, kazał zamknąć oczy i podnieść ręce do góry. Żyd usłuchał, nie miał wyboru. Był pewny, że nadeszła jego ostatnia godzina. Niemiec strzelił jednak nie do niego, lecz w górę, ponad głowę. Zabawę tę powtórzył kilkakrotnie.  
Członkowie kibucu na Dzielnej zebrali sie na konferencji organizacyjnej. Przybyli na nią towarzysze z różnych miast. Wspólnie zastanawiali się, jak należy działać, by nie zatracić chalucowych wartości i poprzez nie oddziaływać na żydowską młodzież. Ze wzruszeniem wysłuchano przemówienia Chanci. Wpadła wtedy też jej siostra Frumka z przerażającą wiadomością-obwieszczono utworzenie getta w Warszawie.  
Z chwilą utworzenia getta 15 listopada 1940 r. skończyły się wszelkie możliwości zarobkowania. Zapanował straszliwy głód.  
W pierwszym okresie, trwającym kilka tygodni, wyłącznie żydowscy policjanci łapali Żydów i sprowadzali ich na Umschlagplatz. Czynili to, gdyż Niemcy przyrzekli ocalić ich rodziny.  
Niemcy zastosowali nowa metodę - blokadę. Rewidowano całe kwartały domów. Samo słowo "blokada" napawało przerażeniem. Oddział uzbrojonych Niemców blokował ulice, na której było już niewielu skłóconych ze sobą, osamotnionych w obliczu śmierci Żydów.  
Ulica warszawska, zawsze ruchliwa, opustoszała. Cisza zalegała getto. Z rana pędzono do pracy, by nie kręcili się po ulicy. Co pewien czas cisze przerywały krzyki rozpaczy matek i dzieci, które łapano, wrzucano na wozy i zawożono na Umschlagplatz. Tam ładowano ludzi do wagonów jadących na wschód.  
Tego dnia, kiedy zaczęła się akcja w Warszawie, zwołano posiedzenie przedstawicieli różnych partii i wybitnych osobistości, na które przybyli najznakomitsi reprezentanci półmilionowego Żydostwa. Przedstawiono im fatalny stan uzbrojenia, ale zaznaczono jednocześnie, że żydowska policja też nie ma broni, więc można nie pozwolić wykonywać im rozkazów. Niektórzy z zaproszonych wierzyli, że nie wszyscy Żydzi skazani są na śmierć.  
Akcja wciąż pochłaniała ludzi, a liczba Żydów w getcie ciągle się zmniejszała. Dyrektor Jointu, Icchak Giterman, zwrócił się do młodzieży chalucowej z ostrzeżeniem, że podejmując jakiekolwiek działania, nie licząc się ze stanowiskiem innych, biorą na siebie odpowiedzialność za tragiczne ich skutki.  
Wobec braku poparcia przywódców żydowskich i obojętności ze strony polskiego podziemia małe grono złożone wyłącznie z ugrupowań chalucowych założyło Żydowską Organizację Bojową.  
Instytucja zwana Judenratem została powołana w pierwszych dniach okupacji. Przewodniczącego mianowali Niemcy. On sam dobierał sobie pomagierów. Judenrat był upoważniony do postępowania z Żydami wedle swej woli. Zawsze jednak musiał wykonywać polecenia niemieckie.  
Pierwszą książką, która ukazała się w wydawnictwie "Dror", była literacko-historyczna antologia "Martyrologia i bohaterstwo w dziejach Żydów w świetle współczesności". Wydano ja na powielaczu. Została rozkolportowana w setkach egzemplarzy.  
Zgodnie z uchwałami konferencji organizacja chalucowa powołała okręgowe rady w dystryktach Generalnej Guberni i w miastach ważnych dla ruchu. W każdej radzie wyznaczono dwóch lub trzech towarzyszy odpowiedzialnych za całokształt działalności. W dystrykcie warszawskim byli to Chanełe Gelbard, Rajngewirc i Berl Braudo.  
Hechaluc tworzy centralne seminarium w podziemiu-pierwszą tego rodzaju placówkę w konspiracyjnej działalności organizacji. Liczyło ono około pięćdziesięciu uczestników ze wszystkich krańców kraju. Wykładowcami byli m.in. Eliezer Lipa Bloch, Elijahu Gutkowski, Josef Sak, Stefania Wilczyńska, adwokat Lejb Chajc, Lejzor Lewin, magister Menachem Linder, adwokat Michał Landau, Jochanan Morgensztern, Meir Morgensztern, inżynier Leon Fajgenbaum, Elchonon Cajtlin, Icchak Kacenelson, Janusz Korczak, Emanuel Ringelblum. Na uroczystości zakończenia, na którą zaproszono liczne grono działaczy społecznych, Icchak Giterman, dyrektor Jointu, porównał sytuację współczesną Żydów z dramatyczną historią Żydów w średniowieczu.  
W połowie 1940 r. organizacja Hechaluc rozpoczęła wydawanie gazety w języku żydowskim i polskim "Dror" i "Dror-Wolność". Odbijano je na powielaczu. Był to rodzaj trybuny, z której komentowano wydarzenia w ideologicznym naświetleniu.  
W okresie późniejszym, w 1942 r., organizacja Hechaluc wydawała tygodnik w języku żydowskim "Jediejs" (Wiadomości). Liczył 8-10 kolumn, odbijany był na powielaczu. W "Wiadomościach" publikowano wieści przechwytywane przez tajne radio. Zamieszczano też sprawozdania dostarczane przez łączników z innych gazet. "Wiadomości" miały dostarczać wewnętrznych informacji o losie polskiego żydostwa i choć częściowo wiązać organizację z szerokim światem.  
W wydawnictwie "Dror" ukazała się biblijna sztuka Icchaka Kacenelsona "Hiob", dramat napisany w 1941 r. Było to ważne wydarzenie w żydowskim życiu kulturalnym w Warszawie. W wielu środowiskach poeta czytał fragmenty swego dzieła i podnosił morale Żydów w getcie.  
W czasopiśmie "Dror" Icchak Kacenelson publikował wiersze i prozę w języku żydowskim: "Wyszedł Żyd na ulicę" (na motywach ludowych),"Karmelicka","Gdy diabeł ma rację","Kronika śmierci Herszele". W jednym z pierwszych numerów zamieścił przekład na język żydowski wiersza Bialika "W mieście rzezi" oraz eseje poświęcone innym pisarzom jidysz.  
Przyjaciołom z kibucu na Dzielnej zadedykował (Icchak Kacenelson) utwór "Izkor". Pierwszą część przeczytał im w wigilię Rosz Haszana 1940 r. Wszyscy siedzieli przy stole w jadalni w kibucu i słuchali poematu poświęconego pamięci braci zamęczonych, ginących z głodu, mordowanych na ulicach, żydowskim rodzinom pogrążonym w żałobie.  
Icchak Kacenelson założył kółko dramatyczne "Dror". Wystawiało ono niektóre jego utwory oraz dawało przedstawienia na wieczorach biblijnych. Z myślą o tych wieczorach, na potrzeby kółka poeta przełożył na język jidysz wiele przypowieści, sztuk, napisał dużo własnych utworów. Na Dzielnej scenki wystawiały m.in. dzieci z Domu Sierot pod kierownictwem serdecznego przyjaciela Kacenelsona Dawida Dąbrowskiego.  
W czasie wielkiego głodu w getcie Kacenelson napisał cykl wierszy: "Pieśni o głodzie" oraz poemat "Bal", w którym mowa o obżeraniu się bogatych Żydów na bankiecie wydanym, by zebrać środki na pomoc głodującym dzieciom, gdy te w piwnicy tego samego domu umierają z głodu.  
Zorganizowano wieczór z okazji ukazania się "Hioba" Icchaka Kacenelsona. Zaproszono kilku serdecznych przyjaciół poety-pisarzy i działaczy społecznych. Podczas wzruszającej recytacji dzieła przez samego autora wpadł ktoś i oznajmił, że Niemcy napadli na Związek Radziecki.  
W owym czasie Icchak Kacenelson napisał wiersz "Laban i Icchak". Był on balladą o losie dwóch towarzyszy-Labana, członka kierownictwa Żydowskiej Organizacji Bojowej w Krakowie, i jego przyjaciela, Icchaka Cukiermana. Utwór powstał pod wrażeniem aktu zemsty dokonanego przez żydowskich bojowców w Krakowie w grudniu 1942 r.  
Drugi z powstałych w owym czasie wierszy napisany był po hebrajsku, przedstawiał przeżycia poety (Kacenelsona) w czasie powstania w styczniu 1943 r., w którym uczestniczył w grupie bojowej Icchaka Cukiermana.  
Kacenelson opublikował w gazecie "Dror" kilka pieśni poety ludowego Herszełe Danielewicza, już po jego tragicznej śmierci.  
Nawet ludzie ideowo obcy, jak poeta, nauczyciel i redaktor czasopism hebrajskich Mordechaj Czudner oraz eseista i dziennikarz Icchak Bernsztajn, znajdowali swoje miejsce wśród gromadki na Dzielnej i publikowali tam swoje teksty.  
W czasie wielkiej akcji w warszawskim getcie w lecie 1942 r. zerwany został codzienny kontakt członków kibucu na Dzielnej z Kacenelsonem i jego rodziną. Żona Chana i dwóch młodszych synów wywieziono do Treblinki, poeta i jego syn Cwi znaleźli schronienie w jednym z szopów.  
W czasie powstania w styczniu 1943 r. Kacenelson uczestniczył w grupie bojowej Icchaka Cukiermana.  
W czasie rzezi w nocy 18 kwietnia 1942 r. wraz z kilkudziesięcioma Żydami został zamordowany Menachem Linder, młody naukowiec, specjalista w dziedzinie żydowskiej ekonomiki i demografii, referent na seminariach Droru.  
Wajcer, młody nauczyciel matematyki, zginął w oddziale partyzanckim w okolicy Hrubieszowa, w drodze do bazy partyzanckiej w Werbkowicach.  
Podobnie jak Janusz Korczak, Aron Koniński towarzyszył on dobrowolnie dzieciom ze swego internatu na Umschlagplatz i pojechał z nimi do Treblinki w czasie wielkiej akcji deportacyjnej w getcie warszawskim.  
W oddziale Droru zorganizowano chóry dziecięcy, młodzieżowy oraz dla dorosłych. Dyrygował profesor Izrael Fajwiszys z Łodzi, przyjaciel Icchaka Kacenelsona.  
Zdarzyło się kiedyś, że w kibucu na ulicy Dzielnej schwytano sześciu towarzyszy i wywieziono ich do kampinowskiego obozu pracy. Lonka udała się za nimi, znalazła miejsce, gdzie zostali osadzeni, po czym usiłowała się przedostać do pilnie strzeżonego obozu. Nie mogła w niczym pomóc, na szczęście zdołała zbiec z pułapki, w którą usiłowali ją wciągnąć dozorcy obozu, volksdeutsche i Ukraińcy, i szczęśliwie wróciła do Warszawy.  
Frania Beatus, działająca głównie w Ostrowcu i okolicy, oraz Rysia wstąpiły jako łączniczki do Żydowskiej Organizacji Bojowej w Warszawie pod koniec 1942 r.  
Gdy wybuchła wojna, Lonka przyszła do nas i oświadczyła: "Gotowa jestem na wszystko, oddaję się służbę ruchu."  
Lonka i Frumka pierwsze pojechały do Wilna z początkiem stycznia 1942 r., wkrótce po misji podjętej w imieniu Droru przez Polaka Heńka Grabowskiego z Warszawy.  
Franka Beatus, która przeżyła powstanie i działała po aryjskiej stronie w Warszawie, powiedziała: "Gdy wszystko zostało stracone i nie ma już co robić, nie chcę żyć tylko dlatego, ze mam aryjski wygląd. Los wszystkich Żydów jest również moim losem" - i odebrała sobie życie. Stało się to 12 maja 1943 r., kilka dni po wyprowadzenia z getta kanałami ostatniej grupy bojowców.  
Frumka i Tema zdołały dotrzeć do Kowla na Wołyniu. Tam spotkały się z Łają Fisz, Ruchlą Fogelman, Sznajdełe Szwarc i Dawidem Ajzenbergiem, z którymi Dror prowadził nielegalną działalność na terenach radzieckich.  
W szczytowym okresie działalności rozpoczęły sie aresztowania. Zatrzymany został m.in. Edek Gołowner, który w czasie śledztwa wziął całą odpowiedzialność na siebie, ale nie sprzeniewierzył się swoim przekonaniom.  
W chwili wybuchu (w czerwcu 1941 r.) wojny niemiecko-rosyjskiej działacze Droru podjęli pierwszą próbę zorganizowania kilka grup samoobrony młodzieży żydowskiej. Zwołano kilka posiedzeń kierownictwa, opracowano różne plany.  
Pod koniec 1941 r. dotarły do działaczy ruchu chalucowego pierwsze wieści o pogromie Żydów wileńskich. Tema Sznajderman, którą Mordechaj Tenenbaum wysłał z Warszawy do Wilna, opowiedziała na posiedzeniu kierownictwa, że bezpośrednio po zajęciu miasta Niemcy wyciągnęli tysiące Żydów z domostw i popędzili w nieznanym kierunku.  
Pewnego dnia przybyli następni wysłannicy z Wilna - Edek Boraks i Chajka Grossman z Haszomer-Hacair, Szlojme Entin z Hanoer Hacjoni i inni, wśród nich wysłannicy rewizjonistów. Przedstawili nam potworny obraz mordu i unicestwienia  
Po kilku tygodniach dotarły do kierownictwa Droru wiadomości z zachodniej Polski, z Chełmna nad Nerem, z terenów wcielonych do Rzeszy. Wiadomości przekazał Żyd, który w obozie zagłady pełnił funkcję grabarza i zdołał uciec. Nikt nie chciał uwierzyć w jego straszne opowieści o zbrodniach na Żydach.  
Mimo braku cienia wątpliwości kierownictwo Droru wysłało do Wilna Temę, Frumkę i Lonkę, aby sprawdziły fakty na miejscu. Wkrótce otrzymało wiadomości potwierdzające to, o czym wcześniej słyszano: w Ponarach rozstrzelano dziesiątki tysięcy Żydów.  
Na przełomie 1941 i 1942 r. członkowie Droru zaczęli szukać sposobów zorganizowania samoobrony. Zebrano się na naradę, na której Icchak Cukierman zanalizował sytuację i zadeklarował postanowienie zorganizowania zbrojnego ruchu przed zaproszonymi ludźmi z różnych środowisk. Reakcja była gwałtowna, posypały się zarzuty o brak odpowiedzialności oraz sianie paniki i zwątpienia wśród Żydów.  
Kierownictwo Droru zwołało posiedzenie partii robotniczych: Poalej Syjon-Socjalistów Syjonistów, Poalej Syjon-Lewicy i Bundu. Na tym posiedzeniu Icchak Cukierman przedstawił sytuację i zaproponował utworzenie Żydowskiej Organizacji Bojowej, za co został skrytykowany przez przywódcę Bundu Maurycego Orzecha.  
Zwołano posiedzenie aktywu organizacji Dror, na którym postanowiono na własną rękę szukać kontaktu ze stroną aryjską. Wysłano jednego z towarzyszy do przywódców polskiego podziemia. Wolf Folman, starszy brat Marka i Chawki Folmanów, nawiązał kontakt z nowo utworzoną Polską Partią Robotniczą poprzez kontakty z jej kierownictwem i wojskowym pionem i przyjaźń z niektórymi jej działaczami, jak np. Stanisław Tołwiński czy Marian Spychalski.  
Powstała Polska Partia Robotnicza, z której zbrojnym ramieniem - Gwardią Ludową - nawiązał kontakt Dror.  
W kwietniu 1942 r. do kierownictwa Droru zwrócili się Josef Lewartowski-Finkelsztejn i Andrzej Szmidt (Pinkus Kartin) - reprezentanci żydowskich komunistów w getcie - z propozycją utworzenia antyfaszystowskiego bloku.  
W końcu miesiąca został powołany blok antyfaszystowski, do którego oprócz komunistów należeli: Poalej Syjon-Lewica, Poalej Syjon Socjaliści-Syjoniści, Hechaluc, Haszomer Hacair i Dror.  
22 lipca rozpoczęła się pierwsza akcja deportacji Żydów z getta do obozu zagłady w Treblince. Blok antyfaszystowski stał się bezwartościowym instrumentem, bo chociaż działacze byli "armią gotową na wszystko", dysponowali tylko dwoma pistoletami.  
Na kilka dni przed wielką akcją przybył do Warszawy Laban-Lejbowicz. Przywiózł ze soba plany walki w getcie krakowskim, przygotowane przez niego i jego towarzyszy.  
Zwołano posiedzenie kierownictwa Hechalucu, na którym zdruzgotani, pogrążeni w rozterce działacze naradzali się, co robić w nadchodzącego zagrożenia ze strony Niemców. Uczestniczył w nim również Laban-Lejbowicz. W tym czasie w mieście panowało napięcie, przeczuwano nadciągające nieszczęścia. Zaczęło się od obwieszczenia przez władze niemieckie za pośrednictwem Judenratu, że wszyscy mieszkańcy getta muszą być wysiedleni na wschód.  
Mordechaj Tenenbaum otrzymał misję specjalną, mającą polegać na zorganizowaniu samoobrony na fermie czerniakowskiej.  
Frumka i młoda łączniczka Chawka Folman z Droru, Tosia Altman i Arie Wilner z Haszomer Hacair zostali wysłani na aryjską stronę w celu nawiązania kontaktu z podziemnymi polskimi grupami i zdobywania broni.  
Należący do żydowskiej policji członek Akiby Izrael Kanał w pierwszych dniach akcji zdezerterował i wstąpił w szeregi walczących.  
Członkowie ŻOB wyszli z ulicy Dzielnej 34 na sąsiednie ulice. Jedni podpalali opuszczone domy i składy ze zrabowanym żydowskim mieniem, inni rozklejali plakaty podpisane przez ŻOB, rozglądając się, czy nie widać Niemca, polskiego lub żydowskiego policjanta.  
Izrael Kanał oddał strzał do Szeryńskiego i chciał strzelić drugi raz, ale rewolwer się zaciął. Strzał obudził żydowskich policjantów, którzy natychmiast otoczyli Izraela. Ten zaczął grozić im zepsutym pistoletem i dzięki temu udało mu się uciec.  
Kilka dni później, w trakcie akcji, gdy mury były jak zwykle otoczone przez Niemców i polskich policjantów Ariemu Wilnerowi i Frumce udało się przemycić broń. Włożyli opaski i przyłączyli się do żydowskiej kolumny wracającej do getta ze strony aryjskiej. Przy bramie odbywała się dokładna rewizja, ale torbę Frumki z kartoflami, w której ukryła granaty, zrewidowano powierzchownie.  
Do lasów wokół Hrubieszowa wysłano w czasie akcji kilka grup, około siedemdziesięciu ludzi. Wszyscy z wyjątkiem jednego to towarzysze Droru. Niemal wszyscy ci towarzysze zginęli, m.in. Mojżesz Rubinczyk (kierownik tamtejszej partyzantki), Gedali Gerszuni, Moniek Rajngewirc i jego dziewczyna Pesia Furmanowicz, Dina Lewin, Jakub Kac, Rut Szklar, Szaul Dobuchno i Icchak Nożyca.Do Warszawy udało się wrócić Mońkowi Sztengelowi.  
Kilka godzin po aresztowaniu Josefa Kapłana zabito na ul. Gęsiej jego młodszego kolegę Szmula Brasława, współzałożyciela ŻOB.  
Po aresztowaniu Kapłana i zabójstwie Brasława zdecydowano dla ostrożności przenieść skład broni i aparat radiowy do lokalu przy Dzielnej 34. Wieczorem na Dzielną dotarł tylko towarzysz z aparatem radiowym. Okazało się, że łączniczka Reginka Sznajderman po wyjściu z mieszkania z bronią w koszyku została schwytana przez Niemców. Nadzieje ŻOB-owców znowu zostały zniweczone.  
W nocy po zakończeniu akcji, 13 września, członkowie ŻOB-u zebrali się i siedzieli w milczeniu. Śmierć wielu towarzyszy, ciągle niepowodzenia-wszystko to doprowadziło do tego, że ktoś zaproponował zbiorowe samobójstwo. Przyjęta z entuzjazmem propozycja została, skrytykowana przez Icchaka Cukiermana, który zaczął nawoływać do pomszczenia na Niemcach przelanej żydowskiej krwi, żeby ocalić godność całego narodu.  
W czasie pierwszej wielkiej akcji wypędzono z Warszawy lub zamordowano na ulicach getta około 30 tysięcy Żydów. Zginęło wtedy wielu działaczy społecznych, aktywistów partyjnych, którzy od początku niemieckiej okupacji wiele zdziałali w organizacjach pomocy, w Samopomocy Żydowskiej, w Joincie, w instytucjach kulturalnych i wychowawczych, zginęło wielu nauczycieli i wychowawców.  
Członkowie komuny Gordonii z Eliezerem Gelerem na czele opuścili getto, gdy akcja się rozpoczęła. Znaleźli chwilowe schronienie w Częstochowie, Kielcach i Radomiu.  
Pozostali w getcie ukryli się w czasie akcji w różnych kryjówkach, w szopach niemieckich przemysłowców Toebbensa, Schulza i innych.  
Dziesiątki członków Haszomer Hacair w czasie akcji zyskała pomoc od braci Lanadau - Józefa i Aleksandra, właścicieli fabryki wyrobów drewnianych przy ulicy Gęsiej, w pobliżu cmentarza żydowskiego. Wykorzystali swoje wpływy i stanowiska i przyjęli do pracy kilkudziesięciu aktywistów i liczną grupę członków Haszomer Hacair. Uzyskali też od Niemców zezwolenie na uprawę skrawka ziemi w pobliżu żydowskiego cmentarza. Stało się ono miejscem kontaktów ze stroną aryjską.  
Kilka dni po zakończeniu wielkiej akcji wrócił do getta Mordechaj Anielewicz.  
W połowie 1942 r. Mordechaj Anielewicz wyjechał z ramienia Haszomer Hacair do Zagłębia, Będzina i Sosnowca.  
Był to ostatni tydzień wielkiej akcji, najokrutniejszy jej okres. "okres "kotła" rozpoczął się 6 września i trwał do 13 tegoż miesiąca. Dziesiątki tysięcy Żydów stłoczono na ul. Miłej i sąsiednich ulicach, które łącznie tworzyły rodzaj zamkniętego kotła.  
Arie Wilner spotkał Mordechaja w mieszkaniu jednej z łączniczek po aryjskiej stronie, gdy oczekiwał na dogodną chwilę, by zakraść się do oblężonego getta.  
Zorganizowanie powstania w Warszawie powierzono Cywii Lubetkin, Icchakowi Cukiermanowi, Mordechajowi Anielewiczowi, Miriam Hajnsdorf i Izraelowi Kanałowi.  
Arie Wilner , Łaja Perelsztajn, Tosia Altman i Marek Folman kierowali działalnością po stronie aryjskiej. Arie Wilner i Marek Folman zostali mianowani żydowskimi przedstawicielami przy polskich organizacjach podziemnych. Ich zadaniem było poszukiwanie kontaktu z AK i komunistyczną GL.  
Po długiej inwigilacji został wykonany wyrok na Jakubie Lejkinie. Wykonawcami byli Eliahu Różański, Mordechaj Growas i Margalit Landau.  
Po wielotygodniowej inwigilacji przeprowadzono zamach na Izraela Firszta. Dokonali go Dawid Szulman, Berl Braudo i Sara Granatsztajn. O zgładzeniu obwieszczono na plakatach rozklejonych na murach. Wyjaśniono przyczyny, dla których wyrok został wykonany i ostrzeżono, że kto dopuści się przestępczego czynu wobec Żydów, zapłaci głową.  
Okres między wrześniem a listopadem 1942 r. ŻOB członkowie wykorzystali na konsolidację sił politycznych, które miały reprezentować wszystko, co pozostało z organizacji społecznych w getcie. Rozpoczęto pertraktacje z przedstawicielami partii syjonistyczno-socjalistycznych - Poalej Syjon-SS, Poalej Syjon-Lewicy, następnie z ogólnymi syjonistami. Próba przyciągnięcia członków religinych partii Mizrachi i Agudas Israel nie udała się. Niewielu pozostało z Hechalucu-Mizrachi.  
Na początku wielkiej akcji urwał się kontakt działaczy żydowskich z wybitnym przywódcą Hechalucu-Mizrachi.  
W Warszawie powołana została Komenda Główna do przygotowania powstania, złożona z pięciu osób. W jej skład weszli: Mordechaj Anielewicz z Haszomer Hacair - komendant, Icchak Cukierman z Hechalucu i Droru (zastępca komendanta, odpowiedzialny za zdobywanie broni), Jochanan Morgensztern z Poalej Syjon-SS (odpowiedzialny za finanse), Hirsz Berliński z Poalej Syjon-Lewicy, Berek Sznajdmil.  
Zdarzyło się, że policjanci żydowscy okrążyli dom, w którym mieściła się krakowska komendatura ŻOB. Znajdował się tam wtedy Laban, a wraz z nim dwaj członkowie Akiby - Dolek Libeskind i Szymon Drenger. Policjanci aresztowali Dolka. Po drodze uciekli przerażeni, kiedy ten wyciągnął broń.  
W wyznaczonym dniu w bazie organizacji bojowców po aryjskiej stronie Laban wydał dyrektywy i umówił się na następny dzień po akcji, na godzinę siedemnastą. Następnie udał się z Icchakiem Cukiermanem do swego mieszkania w suterenie domu zajętego wyłącznie przez Niemców, gdzie przez całą noc przygotowywali wraz z Dolkiem Libeskindem przygotowywali plany akcji w getcie.  
Akcja bojowców w Krakowie-zabito kilku gestapowców i oficerów Wermachtu na ulicach, podpalono i wysadzono w powietrze garaże wojskowe, wrzucono granaty ręczne do największych kawiarni przeznaczonych wyłącznie dla Niemców. Rozrzucono ulotki nawoływujące do oporu przeciw okupantowi.  
W nocy z 22 na 23 grudnia Niemcy wdarli się do bazy organizacji. Zanim zgromadzeni tam bojowcy zdołali chwycić za broń, aresztowano wszystkich i odwieziono do więzienia przy Montelupich i przy ul. Helców.  
Nazajutrz Laban o umówionej godzinie udał się do bazy bojowców z Icchakiem Cukiermanem. Na miejscu czekała a nich niemiecka zasadzka. Posypał się grad kul, Icchak został trafiony w nogę. Zachował przytomność umysłu i wyszedł na ulicę. Ranny krążył po okolicy. Trafił do kościoła, skąd wypędził go przerażony ksiądz. Następnie dotarł do domu, na którym dostrzegł tabliczkę z napisem wyłącznie po polsku "Doktor chorób wewnętrznych". Lekarza nie było w domu. Pozostali mieszkańcy bali się, nie chcieli mu pomóc. Gorączkując, przeleżał całą noc na schodach. O świcie zajęła się nim dozorczyni. Zaprosiła do mieszkania, nakarmiła, pilnowała cały dzień, ale przenocować nie chciała. Ledwo żywy dotarł do stacji i wsiadł do pustego wagonu.  
Po całonocnej podróży ranny Icchak Cukierman dotarł rano do Warszawy. Całkowicie wyczerpany, zmieniony nie do poznania, przywlókł się do bazy przy ul. Zamenhofa, w centralnym getcie.  
Kilka dni przed styczniową akcją w getcie Niemcy przeprowadzili po stronie aryjskiej wielkie łapanki i aresztowali tysiące Polaków.  
W jednej z grup bojowców prowadzonych na przesłuchanie widziano Labana. Przewożony w zakrytym wozie,usiłował zorganizować napad na strażników. Plan sie nie powiódł. Niemcy zastrzelili większość ludzi na wozie, a Labana zawieziono do obozu w Płaszowie, gdzie został zgładzony.  
Wieczorem kilka grup bojowców wyruszyło do miasta z różnymi zadaniami - zdobywania broni, uwalniania towarzyszy z rąk żydowskiej Werkschutz, straży czuwającej nad niemieckimi szopami na terenie fabryk Toebbensa i Schultza. Inni mieli wykonać zadanie w nowej bazie, którą założono dla bojowego oddziału Berla Braudo.  
W domu oddziału Droru na ul. Zamenhofa 56/58 w nocy z 17 na 18 stycznia zjawił się Icchak Kacenelson z synem Cwi. Poeta wyglądał strasznie, był całkowicie załamany wskutek nieszczęścia, które go dotknęło - stracił żonę i dwóch młodszych synów.  
Dolek Libeskind, na próżno czekający w mieszkaniu Labana na powrót jego i Icchaka, został ujęty. Zginął, broniąc się, w starciu z gestapowcami. Dwóch zabił i dwóch ranił.  
Członkowie grupy Haszomer Hacair z Anielewiczem na czele, zaskoczeni na początku akcji, dopuścili, aby Niemcy ich zgarnęli. Zmieszali się z tłumem i czekali z ukrytą bronią. W pewnym momencie, prowadzeni przez ukraińskich pomagierów, rozpoczęli strzelaninę i nawoływali Żydów do ucieczki. Wielu zdołało uciec, ale większość ruszyła w kierunku Umschlagplatzu. Zaskoczeni w pierwszej chwili Niemcy szybko ochłonęli. Z całej grupy ocalał tylko Anielewicz i jedna dziewczyna. Gdy wyczerpały się naboje, Mordechaj wyrwał Niemcowi karabin, cofnął się do bramy i stamtąd strzelał. Jeden z siedzących niedaleko w chronie Żydów wyskoczył i wciągnął Anielewicza do środka. Niemcy spalili ten dom.  
Wkrótce dołączyła do bojowców mała grupa z Gordonii, z Eliezerem Gelerem na czele. Po opuszczeniu getta w dniach wielkiej akcji, wrócili pod koniec roku i wstąpili w szeregi ŻOB.  
Zebrani w domu oddziału Droru na ul. Zamenhofa bojowcy pokrzepieni przemówieniem Icchaka Kacenelsona zajęli pozycje. Ledwie poeta skończył mówić, dał się słyszeć stukot podkutych butów i banda Niemców wtargnęła do pokoju. Nie zwrócili oni uwagi na siedzącego w przedpokoju pozornie zatopionego w lekturze Zachariego Artsztajna. Kiedy nie zatrzymując się przeszli przez pierwszy pokój i weszli do następnego, Zacharie zerwał się ze swojego miejsca, strzelił Niemcom w plecy, dwóch zabił. Pozostali, zaskoczeni, wycofali się na schody. Towarzysze ukryci w pokojach ruszyli za nimi. Meir Finkelsztajn został ugodzony niemiecką kulą w usta. Stojący za nim Henoch Gutman zdołał wyskoczyć przez wąskie wejście i ranić Niemca uciekającego na końcu. Radości nie było końca-udało się pogonić Niemców i zdobyć trochę broni.  
Po zaskakująco zwycięskim starciu z Niemcami w punkcie na Zamenhofa grupa bojowców udała się do zaimprowizowanej bazy na Muranowskiej 44. Po przybyciu na miejsce rozdzielili się i zajęli pozycje w nieznanych mieszkaniach i na schodach. Szans na odpoczynek nie było, bo i tutaj dotarli Niemcy. Zupełnie nie spodziewali się ataku uzbrojonych Żydów i dzięki temu bojowcy zaliczyli kolejne zwycięstwo.  
Z nastaniem ciemności bojowcy ruszyli do bazy Droru na ul. Miłą 44, gdzie mieściło się mieszkanie towarzyszy wypędzonych pod koniec 1942 r. z fermy na Czarniakowie do warszawskiego getta. Zastali opustoszały dom, połamane meble, pierze z pościeli pokrywające podłogę. Wystawiono warty i wykorzystano resztę nocy na odpoczynek.  
Kiedy ukryci w mieszkaniu na Miłej 34 bojowcy rozmawiali, wartownicy dali znać o oddziale SS, który wszedł na podwórze. Poczekali aż Niemcy rozproszą się i zaczęli ostrzeliwać ich, kiedy weszli do mieszkania. Grad kul powitał ich zewsząd. Osłupiali, odwrócili się i uciekli w popłochu. Na dole czekała ich nowa seria zaczajonego w zasadzce Zacharie, który wyszedł wcześniej na korytarz z podniesionymi rękami, na znak, że się poddaje. Na schodach leżeli zabici i ranni Niemcy. Bojowcy nie ponieśli strat.  
Od czasu powstania arsenał bojowców znacznie się powiększył. Od AK otrzymali 50 rewolwerów, 50 granatów ręcznych i dużą ilość materiału wybuchowego, który wykorzystali później do produkcji min i innych rodzajów broni, jak np. koktajl Mołotowa  
Bojowcy, żeby zdobyć pieniądze na zakup broni, rozpoczęli opodatkowywanie najpierw instytucji społecznych - Kasy Judenratu oraz Banku Getta, nad którymi nadzór sprawowała polska policja. Pewnego dnia przyszli z rewolwerami w rękach i zarekwirowali wszystkie pieniądze z banku i kasy Judenratu.  
Instrukcje, jak przygotowywać butelki zapalające, otrzymał dla bojowców od polskich kolegów socjalistów Michał Klepfisz, bundowiec, inżynier z zawodu.  
Niemcy znaleźli nowy sposób realizowania totalnej likwidacji Żydów. Unikali otwartego starcia ze siłą zbrojną w getcie. Wpuścili do getta niemieckich pracodawców, którzy próbowali tłumaczyć swoim robotnikom, że z wiarygodnych źródeł dowiedzieli się, iż Warszawa ma zostać Judenrein. W związku z tym są gotowi wywieźć ważnych dla siebie pod względem życiowym pracowników wraz z rodzinami do innych miejscowości - na Lubelszczyznę, do Poniatowej i Trawnik. Niewielu dało się złapać w pułapkę.  
Bojowcy opublikowali odezwę wyjaśniającą, co oznacza troska Niemców o pozostawienie przy życiu Żydów, przewiezienie ich do obozów w Poniatowej i Trawnikach.  
Tydzień po opublikowaniu odezwy bojowców niemiecki przedsiębiorca Walter Caspar Toebbens w imieniu własnym oraz właściciela szopu Fritza Schultza zwrócił się z odezwą do żydowskich robotników fabryk amunicji w getcie. Zapewniał w niej o trosce kierowników niemieckich zakładów i kłamliwości ŻOB. Zachęcał całe rodziny do wyjazdu do Poniatowej i Trawnik  
Ciężkim ciosem dla bojowców było aresztowanie Ariego Wilnera, przedstawiciela ŻOB po aryjskiej stronie, który utrzymywał kontakt a AK i GL. Polka, która miała mu przekazać broń, zadenuncjowała go. Niemcy otoczyli dom, w którym Wilner się zatrzymał, i aresztowali go. Tygodniami go straszliwie torturowano,najpierw w lochach gestapo, potem na Pawiaku, ale nic z niego nie wydobyto.  
Pewnego dnia Niemcy zabrali grupę Żydów do obozu pracy w okolicy Warszawy, do Rembertowa. Udało mu się stamtąd uciec dzięki pomocy dzielnego Polaka, harcerza Heńka Grabowskiego. Zmaltretowany i ranny wrócił do getta.  
Po napaści Niemiec na Związek Radziecki Arie Wilner został wysłany przy pomocy Ireny Adamowicz na Wileńszczyznę celem zdobycia wiadomości o sytuacji tamtejszych Żydów i nawiązaniu kontaktów z członkami Haszomer Hacair i Droru.  
Kilka tygodni po aresztowaniu Ariego Wilnera ŻOB-owcy otrzymują z aryjskiej strony telefoniczny meldunek: jeżeli wy, ludzie z Organizacji Bojowej, chcecie, "aby sól nie nadeszła po po posiłku, trzeba przybyć i natychmiast ją odebrać".  
Nazajutrz po otrzymaniu lakonicznej wiadomości ŻOB wysłała swojego przedstawiciela na stronę aryjską. Zadanie, które mu powierzono, polegało na przedstawieniu polskiemu podziemiu ŻOB nie tylko jako organizacji warszawskiej, lecz jako organizacji działającej w całej okupowanej Polsce.  
Kilka razy w tygodniu członkowie ŻOB zbierali się w centralnym getcie lub na terenie warsztatów Toebbensa i Schultza, omawiali problemy przedstawione przez towarzyszy ze strony aryjskiej oraz sprawozdania łączników i łączniczek delegowanych do organizacji bojowych w kraju.  
Przed wybuchem powstania kwietniowego oprócz oddziałów ŻOB umocnił się w getcie centralnym duży, silny oddział rewizjonistycznej Żydowskiej Organizacji Wojskowej.  
W nocy przed wybuchem powstania bojowcy siedzieli do godziny drugiej przy ubogim posiłku, naradzali się układali plany. Wtedy wpadł jeden z towarzyszy i przekazał otrzymaną ze strony aryjskiej wiadomość, że jeszcze tej nocy getto zostanie otoczone,a o godzinie szóstej rano Niemcy rozpoczną atak.  
O świcie Cywia Lubetkin dołączyła do grupy bojowej Zacharie Arnsztajna, która stacjonowała na górnych piętrach domów, rogu Nalewek i Gęsiej.  
O świcie wszyscy w grupie Zacharie Artsztajna, liczącej około 30 osób (wśród nich znalazła się Cywia Lubetkin) uzbrojonych w kilka karabinów, pistolety, granaty, bomby własnej produkcji i wiele butelek Mołotowa, zajęli swoje pozycje i pierwsi zaatakowali wroga. Nie mogli powstrzymać się przed okrzykami radości na widok leżących na bruku zakrwawionych Niemców. Dziewczyna imieniem Tamara krzyknęła nieswoim głosem: "Tym razem zapłacą nam za to!" Walczyli wiele godzin, Zacharie, komendant, biegał od pozycji do pozycji i ponaglał powstańców. Niemcy zostali zmuszeni do wycofania się.  
W przeddzień powstania Cywia Lubetkin postanowiła odwiedzić grupę bojową Droru na pozycji przy ul. Miłej. Grupa ta walczyła pod dowództwem Berla Braudy na pierwszej linii spośród trzech grup walczących na głównej ulicy getta.  
Trzeciej nocy powstania, po wcześniejszym rozpoznaniu, Cywia Lubetkin udała się z dwoma towarzyszami na Miłą, by zbadać, co się w oddziale Berla Braudy. W drodze do bunkra towarzyszyła jej atmosfera ponurej ciszy. Po wypowiedzeniu hasła zamaskowany otwór otworzył się, a w nim ukazał się Berl Braudo. Chwilę potem Cywię otoczyli promieniujący radością bojowcy: Neszka Cukier, Aron Rajzband, Mojszele Szarfsztajn, Naftali Zimak z siostrą Lilką. W radiu zagrała muzyka, upieczono kurę, opowiadano o wydarzeniach ostatnich dni.  
Bojowcy z grupy Henocha Gutmana, walczacy w szopie szczotkarzy, broniący broniący kluczowego punktu nieopodal bramy, przez którą Niemcy musieli wkraczać do getta, podłożyli tam minę. Gdy Niemcy zbliżyli się, mina wybuchła, rażąc pierwsze szeregi. Ci, którzy usiłowali uciekać, zostali zaatakowani gradem kul i granatów. Odparto pierwszy atak. Potem oddział Gutmana przez dwie godziny sam odpierał skoncentrowane natarcie Niemców. Przy wsparciu drugiej linii udało mu się wypchnąć wroga za bramę getta.  
Niemcy wznowili atak na szop szczotkarzy wzmocnionymi siłami. Podstępnie pojawili się w pobliżu domu z białą chorągwią, wołali, że chcą zawieszenia broni. Odpowiedziała im seria kul. Członkini oddziału Gutmana Cypora Lerer wychyliła się z okna i rzuciła na Niemców kilka koktajli Mołotowa. Ci osłupieli, widząc walczącą kobietę. W końcu wdarli się do domu i dotarli na strych. W starciu z nimi zginął działacz Bundu Michał Klepfisz.  
Niemcy wciąż otrzymywali posiłki, dzięki czemu udało się im zepchnąć bojowców do ostatniego budynku getta (szopu) szczotkarzy. Bojowcy jednak nie tracili ducha. Pierwszy rzucił się naprzód najmłodszy w grupie Szlamek Szuster, cisnął w Niemców wiązką granatów i strzelił kilka razy z rewolweru. Bojowcy wykorzystali chwilę zamieszania w szeregach wroga i przebili się. Przerwawszy łańcuch Niemców, dotarli do centralnego getta, do bunkra Abrahama Gepnera.  
Pewnej nocy grupa wywiadowców z oddziału Braudy wyszła na ulicę. Kiedy usłyszeli w oddali kroki, otworzyli ogień, przekonani, że mają przed sobą niemiecki patrol. Zaatakowana grupa odpowiedziała strzałami. Dopiero po chwili rozpoznali między sobą znajome głosy i twarze. W ten sposób został nawiązany kontakt między grupami Braudy i Henocha Gutmana.  
Pewnego razu w czasie nocnego patrolowania usiłujący wypatrzeć niemieckie posterunki bojowcy w najmniej oczekiwanym miejscu i momencie usłyszeli okrzyki wroga. Szlome Szuster, młody chłopiec o bystrych oczach, wyróżniający się szybką orientacją i odwagą, nie stracił zimnej krwi, lecz cicho zbliżył się do wartownika, wystrzelił i trafił go. Potem bojownicy otworzyli ogień i odepchnęli nadciągających Niemców.  
Pewnego razu grupa Gutmana została zaskoczona i znalazła się w trudnej sytuacji. Cypora Lerer granatami utorowała drogę odwrotu Abraham Ajger, jak zawsze milczący, walczył do końca. Gdy kula ugodziła go w brzuch, przywołał towarzysza, by wziął jego rewolwer. Nie mógł wstać. Ukląkł i powiedział do podchodzących Niemców: "Przeklęte psy, zapłacicie za naszą przelaną krew!" Niemcy stanęli zaskoczeni. W końcu Abraham upadł, zalewać się krwią. W tym czasie bojowcy zdołali się przebić i wycofać.  
Gdy bojowcy przyszli do bunkra, jego wódz przyjął ich bardzo przyjaźnie. Szmul Aszer i jego koledzy odnosili się do ludzi z ŻOB z szacunkiem. Służyli im jako przewodnicy, zdobywali pożywienie.  
W bunkrze na Miłej 18, gdzie zgromadziło się stu dwudziestu bojowców, przyjęto Cywię Lubetkin z żywiołową radością. Tylko Mordechaj Anielewicz nie był jak inni oszołomiony zwycięstwem. Twarz jego wyrażała troskę.  
Zwołano posiedzenie Komendy Głównej. Mordechaj Anielewicz poinformował, że udało mu się nawiązać łączność telefoniczną ze stroną aryjską. Oprócz tego za pośrednictwem pinkertowców-grabarzy otrzymał list od Icchaka Cukiermana.  
Pinkertowcy-grabarze (pracujący w Towarzystwie Ostatniej Posługi, należącym do warszawskiej rodziny Pinkertów) od pierwszych dni walki mieli swobodny dostęp do cmentarza na Gęsiej, ponieważ Niemcy kazali im zbierać zwłoki zabitych Żydów i chować je na żydowskim cmentarzu, znajdującym się poza obrębem getta.  
W liście napisanym dwa dni przed wybuchem powstania Icchak Cukierman donosi, że jest niemal od tygodnia po stronie aryjskiej i że nie znalazł jeszcze mieszkania. Nie zdołał też zdobyć dobrych aryjskich dokumentów. Krąży po ulicach bez papierów i bez dachu nad głową.  
Icchak Cukierman wspomina o tym, co mu powiedział przedstawiciel AK Wacław (Henryk Woliński), przyjaciel Żydów, popierający ŻOB. Poinformował on w najgłębszej tajemnicy, że osobnik o nazwisku Tenenblat lub Tenenbaum (działając w imieniu członka Judenratu Alfreda Sztolcmana) przekazał łączników AK oszczercze informacje o ŻOB. Twierdził, że organizacja ta składa się ze skorumpowanych, chciwych szantażystów, którzy uciskają mieszkańców getta. Cukierman zaproponował, aby natychmiast Sztolcmana aresztowano i postawiono przed sądem ŻOB.  
Pewnego dnia Niemcy nagle zabronili zabierać zmarłych i grzebać ich na cmentarzu poza gettem. Zerwany więc został kontakt ze stroną aryjską, który bojowcy utrzymywali dzięki grabarzom. Tym samym zmalały szanse na otrzymanie obiecanej broni.  
Na drugi dzień po wybuchu powstania łączniczka Frania Beatus skontaktowała się z Ireną Adamowicz. Irena zaproponowała Icchakowi, by spotkał się z jednym z aktywistów AK, członkiem dawnego kierownictwa harcerstwa. Gdy Cukierman przekazał mu szczegóły zdarzeń w getcie, które dotarły do niego przez tajny telefon z szopu Niemca Brauera w getcie centralnym, Hajduk zaproponował spotkanie ze swoim szefem.  
Dzień po spotkaniu z Hajdukiem Icchak Cukierman spotkał się w jednym z konspiracyjnych lokali AK z Polakiem Karolem Grenadierem. Kiedy przekazał mu otrzymane w ostatnim czasie wiadomości, ten oświadczył krótko, że AK posiada szczegółowe informacje, że ŻOB składa się z komunistów, którzy otrzymują dyrektywy z Moskwy. Wyraził natychmiastową potrzebę przerwania powstania. Cukierman nie zgodził się - powstanie będzie trwało najdłużej jak to będzie możliwe.  
Powstańcy spotkali się kilka tygodni po wyzwoleniu Warszawy z Ireną Adamowicz, która przekazała im, w imieniu Hajduka, szczegóły dotyczące Karola Grenadiera - jego zdrady i śmierci, którą poniósł właśnie z rąk Hajduka.   
Niemcy zmienili taktykę. Nie wchodzili już do getta w zwartych szeregach, lecz wkradali się bardzo małymi grupami lub nawet pojedynczo, potem łączyli się w większe grupy i atakowali domy, by przemocą wyciągnąć Żydów, gdyż dobrowolnie nikt już nie szedł.  
Niemcy podpalili getto, najpierw od góry bombami zapalającymi zrzucanymi z samolotów, później ze wszystkich czterech stron. W poszukiwaniu schronień ludzie biegali między ruinami a płomieniami. Ogień wypędził ich z kryjówek i podziemnych bunkrów. Wielu spaliło się żywcem, wielu innych udusiło. Mężczyźni, kobiety i dzieci wypełzali spod ziemi, obładowani resztkami żywności, garnkami i pościelą. Matki niosły na rekach niemowlęta, większe dzieci wlokły się za rodzicami. Ich oczy wyrażały bezgraniczny smutek i rozpacz, ból, bezradność i krzyk o pomoc. Szli, szukając schronienia pod murami, wśród ruin, które już nie płonęły.  
W czasie panicznej nocnej ucieczki od pożarów podwórze na Miłej wypełniło się masą Żydów szukających ratunku od ognia. Podwórze było wielkie i przestronne, płomień nie wtargnął jeszcze do środka. Zarówno ludność cywilna, jak i oddziały bojowców schodzili się tutaj, żeby odpocząć i pooddychać normalnym powietrzem. Ludzie byli zmęczeni, napięci, przygnębieni.  
Do bojowców zgromadzonych wśród masy Żydów stłoczonych na podwórzu domu przy Miłej 18 podszedł jakiś chłopak i powiedział, że zna przejście przez kanały na aryjska stronę i że znajduje się ono niedaleko zwaliska gruzów. Postanowiono wysłać na próbę z przewodnikiem przez kanały dwie dziewczyny i dwóch chłopców o dobrym aryjskim wyglądzie.  
Po północy wrócili dwaj spośród piątki wysłanej na aryjską stronę - przewodnik i Towie Borzykowski. Szczęśliwie przeszli przez kanały i doszli do wyjścia. Z ledwością unieśli pokrywę. Ulica byłą cicha, nie było nikogo widać. Z kanału wyszły obie dziewczyny i jeden chłopak. Ich ciche kroki wchłonęła spokojna ulica. Chwilę później Borzykowski i przewodnik usłyszeli strzelaninę nad głowami. Zeskoczylli do kanału i wrócili do getta.. Jak się później okazało dziewczyny złapała polska policja, a próbujący uciekać chłopak został zabity na miejscu.  
Któregoś dnia Cywia Lubetkin znalazła bunkier Abrahama Gepnera. Przywitała ją straszliwa cisza. Bunkier był pusty, śmierć nie oszczędziła nikogo, także Gepnera.  
W końcu kwietnia Cywia Lubetkin przyszła do bunkra Gepnera na Franciszkańską 22. Spotkała tam Gepnera w stłoczonej masie znajdujących sie w potrzebie Żydów. Wypełniali całe pomieszczenie. Gepner nie użalał się, pogodzony z losem. Był to widok rzadki i podtrzymujący na duchu.  
Pewnego dnia bunkier na Franciszkańskiej został nagle zaatakowany przez Niemców. Mimo rozpaczliwej sytuacji Henoch Gutman nie stracił zimnej krwi. Kazał wyróżniającej się oddaniem i urodą Deborze Baran wyjść pierwszej do Niemców. Przypuszczał, że Niemcy nie będą do niej strzelali. Faktycznie osłupieli na widok jej urody i męstwa. Wykorzystując ich zaskoczenie, Debora rzuciła granat i zmusiła Niemców do wycofania się. W tym czasie bojowcy wybiegli z bunkra, zajęli pozycje w pobliskich ruinach i obsypali Niemców gradem kul. Czterech bojowców poległo (w tym Abraham Ajger), Henoch Gutman został ranny. Kilku Niemców przypłaciło życiem ten atak.  
Kiedy Cywia Lubetkin wróciła, by ocalałych Żydów z bunkra Gepnera przeprowadzić w bezpieczniejsze miejsce, opowiedziano jej, że Niemcy wrócili i zaatakowali. Wrzucili granaty. Zginęło dziesięciu towarzyszy, m.in. Debrora Baran. Ranny Henoch Gutman został przeniesiony na noszach do bunkra Zacharie Artsztajna.  
W pomieszczeniu, w którym leżała Cywia Lubetkin, było gwarno. Szum narastał, bo przyszedł gość, Aleksander, czyli Edward Fondamiński, przedstawiciel PPR w Żydowskim Komitecie Narodowym. Przybył do bunkra na Miłej z innej dzielnicy, z ostatniego szopu, z którego wywleczono Żydów na śmierć. Opowiadał, jak w ostatniej chwili zdołał uciec. Odczytano pisany po hebrajsku list Icchaka przesłany z aryjskiej strony. Wywołał on dyskusję na temat języka żydowskiego, hebrajskiego, syjonizmu i komunizmu.  
Wobec faktu całkowitego zerwania kontaktu ze strona aryjską w bunkrze na Miłej rozgorzała dyskusja. Berl Braudo zaproponował wyjść w biały dzień z bronią, napaść na niemiecki patrol u bram getta, położyć Niemców trupem i uciekać do lasu. Arie Wilner doszedł do wniosku, że nie ma innego wyjścia niż wysyłanie następnych grup na aryjską stronę, nawet tymi samymi niebezpiecznymi drogami, których używano dotychczas, mimo że nie ma żadnej wiadomości od tych, którzy wyszli.  
Towie Borzykowski przed kilkoma dniami, w bunkrze na Franciszkańskiej 22, usłyszał, że stamtąd jest bezpośrednie i łatwe dojście do kanałów.  
Po drodze do bunkra na Franciszkańską 22 Cywia Lubetkin z grupą bojowców odwiedza bunkry oddziałów bojowych, aby przekazać im zarządzenie Komendy Głównej. Odwiedza m. in. Zacharie Artsztajna na Nalewkach 33.  
Pierwszego dnia powstania, kiedy Cywia Lubtkin i jej towarzysze - zmęczeni, głodni i spragnieni - błąkali się po podwórzu domu na Nalewkach 33, wyszedł do nich chłopak i zaprosił do swojego przepełnionego bunkra, otoczył serdecznością i uczuciem braterstwa. Był to Zacharie Artsztajn.  
Po drodze do bunkra na Franciszkańskiej 22 Cywia Lubetkin i jej towarzysze z zarządzeniem Komendy Głównej weszli także do bunkra pinkertowców. Jak każdego wieczoru, odkąd grabarze wyszli z getta, kiedy to bojowcy udawali się do ich bunkra zasięgnąć wiadomości w sprawie transportu broni lub pomocy, tak i tej nocy ich nie zastali.  
Po upływie dwóch i pół godziny wrócili dwaj chłopcy z przewodnikiem. Opowiedzieli, że doszli do włazu, podnieśli pokrywę , wspięli się na drabinę. Również ci, którzy mieli wrócić, wysunęli głowy, wdychali świeże powietrze aryjskiej strony pogrążonej w głębokim śnie i odprowadzali wzrokiem odchodzących, którzy nie spotkali żadnego patrolu. Ale gdy pokrywa się za nimi zamknęła, dała się słyszeć strzelanina.  
Cywia Lubetkin dociera wraz z towarzyszami do bunkra na Franciszkańskiej 22. Przywitano ich serdecznie. Bojowcy przekazali mieszkańcom ostatnie wiadomości ze świata. Pertraktowano z kierownictwem bunkra oraz z chłopcem, który znał dobrze plan sieci kanalizacyjnej. Chłopak zgodził sie na wskazanie drogi, potem miał wrócić do getta i z następną grupą przejść na stronę aryjską. Poczyniono ostatnie przygotowania. Wychodzący zabierali trochę żywności: po kostce cukru i garstce suszonego makaronu. Ustalono, że wyjdą przez właz na Bielańskiej, w pobliżu domów zrujnowanych w 1939 r. Jako pierwsi mieli wyjść Aron Bruskin z PPR, Hela Szyper, działaczka Akiby. Następna grupa miała ruszyć w drogę nazajutrz lub pojutrze, czekać o 9 wieczorem na sygnał, że można wyjść.  
Nadchodził świt, ogromnie zmęczeni bojowcy szykowali sie do powrotu na Miłą. Nie pozwolono im, ponieważ w ciągu dnia nie można pokazywać się na zewnątrz. Komendant oddziału w bunkrze na Franciszkańskiej, Marek Edelman, przekonywał ich, żeby zostali, obiecywał, że w nocy sam ich odprowadzi. Bojowcy przesiedzieli więc dzień w bunkrze, oczekując wieczora. Towarzyszyły im wycie, płacz, strach, nerwy były napięte.  
Zaczynało się zmierzchać, kiedy bojowcy z Miłej 18 wyszli z bunkra przy Franciszkańskiej w towarzystwie Chaima Frymera z Akiby i Markiem Edelmana.  
Bojowcy zbliżali się do ul. Miłej 18, głównego bunkra ŻOB. Cywia Lubetkin zdumiona spostrzegła, że wszystko wokoło wygląda inaczej. Ruiny rozgrzebane, u wejścia nie ma warty, samo wejście też gdzieś zniknęło. Strach ścisnął serca wszystkich, bo po żadnym z sześciu wejść nie było śladu.  
Bojowcy, którzy wrócili do głównego bunkra ŻOB na Miłą 18, przeczuwając straszne nieszczęście, krążyli wokół i nagle w sąsiednim podwórzu ujrzeli ruch, jakieś cienie, sylwetki. Byli to ich towarzysze - cali w błocie, krwi, osłabieni i drżący, wyglądali jak upiory. Ktoś leżał nieprzytomny, ktoś inny ledwo oddychał. Jehuda Węgrower z Haszomer Hacair ciężko charczał, Tosia Altman leżała ranna w głowę i nogi. Wśród ocalałych z bunkra na Miłej znaleźli się też: Towie Borzykowski, Mordechaj Growas, dowódca jednego z oddziałów Haszomer Hacair - Merdek oraz Izrael Kanał.  
W południe, kiedy wszyscy leżeli na pół nadzy w swoich barłogach w bunkrze na Miłej 18, warta nagle dała znać, że niedaleko kręcą się Niemcy. Kiedy Niemcy podeszli i wezwali Żydów do wyjścia, wyszli tylko cywile i czompowie. Bojowcy obsadzili wejście i czekali z bronią w ręku. Niemcy jeszcze kilkakrotnie powtórzyli żądanie, ale nikt się nie ukazał. Nie ośmielili się wejść do bunkra. Wpuścili do środka gaz. Stu dwudziestu bojowców zaczęło się dusić. Arie Wilner zaczął nawoływać do odebrania sobie życia, by nie oddać się żywcem w ręce Niemców. Ranny w rękę Berl Braudo nie mógł utrzymać rewolweru i prosił towarzyszy, by go zastrzelili. Mordechaj Anielewicz uwierzył, że woda zneutralizuje działanie gazu. Nagle ktoś wpadł i zameldował, że znaleziono wyjście, przy którym nie ma Niemców. Niestety, nieliczni zdołali wydostać się tą drogą. Niewielu uratowało się z piekła, m.in. Menachem Bigelman z Droruni Jehuda Węgrower z Haszmoer Hacair.  
Wśród bojowców na Miłej 18 znajdował się Lutek Rotblat z aktywu wraz z matką. W tragicznych chwilach niemieckiego ataku Maria prosiła syna, by ją zabił. Cztery razy wystrzelił Lutek do swojej matki, a ona wciąż dawała znaki życia. Potem piątą kulą zabił się sam.  
Bojowcy opuścili Miłą 18. W drodze wstąpili do Zacharie Artsztajna i opowiedzieli, co sie stało. Mimochodem Cywia rzuciła, że od tamtej pory Komenda Główna mieścić się będzie na Franciszkańskiej 22. Było to ostatnie spotkanie z Zacharie.  
Pewnego razu jesienią, kiedy grupa Polaków zatrudniana przez Niemców do pracy w getcie zasiadła do śniadania, z pobliskich ruin wypełzło kilku mężczyzn, zarośniętych i okrytych szmatami. Powiedzieli, że są ostatnimi powstańcami warszawskiego getta. Ni zdołali wyjść z towarzyszami na aryjską stronę. Prosili Polaków o pomoc. Według relacji Polaków przywódcą grupy mógł być Zacharie.  
Bojowcy i resztka ocalałych dobrnęli do bunkra na Franciszkańskiej 22. Leżeli na ziemi bez ruchu, w milczeniu. Ich wola oporu została sparaliżowana. Nie zmienili rannym bandaży, nie tknęli miseczki zupy.  
Przed Cywią pojawia się dwóch przewodników, którzy mieli wyjść razem z grupą przez kanał. Wciąż zdyszani opowiedzieli, że w kanale spotkali Symchę Rathajzera, czyli Kazika z Akiby, a z nim jeszcze dwóch. Wszyscy czekają.  
30 kwietnia bojowcy wysłali Kazika i Zygmunta Frydrycha z Bundu z getta na aryjską stronę przez tunel, by tam spotkali się z towarzyszami.  
Członkowie rewizjonistycznej grupy Żydowski Związek Wojskowy odważnie bronili ulicy Muranowskiej. 20 kwietnia odparli wszystkie ataki Niemców i zadali im ciężkie straty. Kiedy wieczorem zorientowali się, że nie wytrzymają kolejnego natarcia, zeszli do tunelu, który kopali w tajemnicy przez ostatnie miesiące, i przeszli nim do domu pod numerem szóstym na tej samej ulicy, znajdującego się już po stronie aryjskiej. Dozorca domu, Polak zawiązany z ŻZW, ukrył ich w piwnicy.  
Wskutek denuncjacji Niemcy otoczyli dom przy ul. Muranowskiej 6, w którym dozorca - Polak ukrywał rewizjonistów. Wywiązała się ciężka walka. Broniąc się zaciekle, wszyscy bojowcy polegli, żaden się nie poddał.  
Niemal cudem Kazik i Zygmunt po wyjściu z kanału uniknęli niemieckiego patrolu i przeszli przez ulicę do bramy sąsiedniego domu. Przekonali polskiego dozorcę, aby pomógł im w ucieczce. Powiedzieli mu, że są Polakami, którzy chcieli zrobić interes w getcie. Pozwolił im u siebie odpocząć, a potem bocznymi przejściami wyprowadził z niebezpiecznego terenu.  
Ciężki i zawiły był los Icchaka Cukiermana i jego przyjaciół po aryjskiej stronie. Usilnie starali się pomóc i dostarczyć broń towarzyszom z getta. Kiedy AK odmówiła przewodnika i planów kanałów, poczęli szukać kanalarza na własną rękę, podejmując wielkie ryzyko, bo już samo szukanie specjalisty od kanałów mogło wzbudzić podejrzenie, że chodzi o Żydów. Po wielu trudach udało się nawiązać kontakt z osobą, która zgodziła się za dużą opłatą przejść z Kazikiem kanałami do getta i wrócić.  
Kiedy znaleźli się pod ziemią, Kazik i towarzyszący mu Rysiek, młody Żyd z PPR, zmuszali zmuszali swojego przewodnika do dalszego marszu, raz za pomocą wódki, innym razem grożąc rewolwerem. Kiedy dotarli do getta, Polak został przy włazie. Rysiek go pilnował, a dobrze znający getto Kazik wyszedł w nocy w poszukiwaniu towarzyszy. Błądził na próżno, aż spotkał Żydów, którzy powiedzieli mu, że niedawno do kanału weszła grupa bojowców. Nikogo nie znalazł. W drodze powrotnej spotkał towarzyszy wysłanych przez bojowców z Franciszkańskiej 22.  
Po wielu wahaniach ocaleni bojowcy z bunkrów z ul. Franciszkańskiej 22 i Miłej 18, zeszli do kanału - najpierw przewodnicy, potem powstańcy z Cywią Lubetkin i Markiem Edelmanem na końcu. Męczył ich głód, pragnienie i zmęczenie, ale jakimś cudem przebyli te drogę. O świcie doszli pod ulicę Prostą , po stronie aryjskiej, tam się zatrzymali.  
Kazik i towarzyszący mu ludzie wyszli z kanału i zniknęli. Pozostali w kanale usiedli w mętnej wodzie i czekali. Nic cały dzień się nie działo. W końcu Cywia Lubetkin i Edelman stracili cierpliwość i przebili sie na początek kolumny, ale i tam nikt nic nie wiedział. Ktoś rzucił głośno, że powinno się wrócić do getta i sprowadzić pozostałych. Wyzwanie powierzono Szlamkowi (Szlomo Szusterowi) i Jurkowi Blonesowi.  
Wszyscy pamiętali, jak Szlomo Szuster uratował kolegów ze swojego oddziału z płonącego domu w getcie szczotkarzy, otoczonego ze wszystkich stron przez wojsko. Trzeba było wtedy przerwać okrążenie i Szlamek pierwszy wpadł z granatami i krzykiem "hurrra" wywołał zamieszanie wśród Niemców. Zanim ochłonęli przebił drogę dla siebie i towarzyszy do getta centralnego.  
Dopiero w nocy do oczekujących w kanale bojowców przybyli towarzysze z aryjskiej strony. Otwarto pokrywę i podano trochę zupy i kilka worków chleba. Ocaleni powstańcy nie byli w stanie nic przełknąć, męczyło ich potworne pragnienie. Jehuda Węgrower, osłabiony wskutek zatrucia gazem, nie wytrzymał, nachylił się i pił wodę z kanału.  
Na jednym ze spotkań z Witoldem - Franciszkiem Jóźwiakiem, szefem sztabu GL w okupowanej Polsce, Icchak Cukierman przedstawił mu wszystkie podejrzenia oraz fakty, na których je opierał. Witold był wzburzony, ale podejrzenia okazały się uzasadnione. Krzaczek był niemieckim agentem.  
Stojący u wyjścia kanału towarzysz Kazik i wyzwoliciel Krzaczek poinformowali bojowców, że wyciągną ich nazajutrz z kanału. Ci opowiedzieli, że będą czekać na dwóch ludzi, którzy poszli sprowadzić pozostałych towarzyszy z getta. Siedzieli pod włazem, a nad nimi jak zwykle pulsowało życie miasta. Przez kratę studzienki dochodziło kilka promieni słonecznych. Słychać było zgiełk ulicy, turkotanie dorożek, odgłosy tramwajów, kroki przechodniów.  
Z samego rana wrócili wysłannicy z getta Szlamek Szuster i Jurek Blones. Na ich twarzy malowała się rozpacz. Powiedzieli, że kanał prowadzący do getta został zamurowany i przejścia już nie ma.  
Nagle o dziesiątej rano wybuchła wrzawa niemal nad głowami stłoczonych w kanale bojowców. Z zewnątrz podniesiono pokrywę, wiosenny dzień wtargnął do kanału. Wbrew oczekiwaniom nie byli to Niemcy, lecz wybawcy. Pospieszali i pomagali wychodzić wspinającym się po szczeblach. Obok wyjścia stała ciężarówka. W ciągu kilku minut wóz zapełnił się około czterdziestoma osobami i ruszył przez aryjską Warszawę.  
Krzaczek, polski sprzymierzeniec, siedział obok szofera i wskazywał drogę. Na ciężarówce stał Kazik z podniesioną głową, na podłodze leżeli powstańcy. Zewsząd słychać było odgłosy wielkiego miasta, przejeżdżające tramwaje i gwar tłumu. Do starć z Niemcami nie doszło, ciężarówka szczęśliwie dojechała do lasku niedaleko Łomianek, ok. 7 km od Warszawy.  
Rano Krzaczek zamówił telefonicznie w towarzystwie transportowym dwie ciężarówki na ulicę Prostą, by stamtąd zabrać duży transport drewniaków. Gdy wozy odjechały, towarzysze oświadczyli szoferom, że nie chodzi o drewniaki, lecz bojowców, których trzeba wydostać z kanału i wywieźć z Warszawy. Pistolety okazały się decydującym argumentem.  
Druga grupa bojowców pozostała w kanale nie mogła dłużej czekać i wyszła na własną rękę. Ukryli się w runiach. Nadeszli Niemcy zawiadomieni przez jakąś kobietę. Wybuchła walka między grupką głodnych i wycieńczonych bojowców a niemieckimi żołnierzami. Mimo odwagi zginęli wszyscy, którzy wyszli z kanału.  
Kiedy ciężarówki zatrzymały się w zagajniku, naprzeciw przybyłym wybiegli bojowcy z szopów Toebbensa i Schultza, którzy wyszli z getta i dotarli do lasu dziesięć dni wcześniej. Powitaniom i radości nie było końca. W lasku znaleźli się m. in. Szlomo Grajek z Poalej Syjon-SS, Eliezer Geler z Gordonii i Tosia Altman, w sumie około 80 osób.  
Kiedy bojowcy rozmawiali, Jehuda Węgrower wyciągnął się na ziemi. Był tak osłabiony w wyniku zatrucia gazami, że trzeba go było znieść z wozu na rękach. Rozpoczęła się agonia, kilka minut później zamknął oczy na zawsze.  
Pewnego dnia Tosia Altman i Eliezer Geler przyszli do fabryki błon fotograficznych, by odwiedzić ukrywających się tam towarzyszy. Na nieszczęście, kiedy wszyscy siedzieli w magazynie celulozy na strychu, jeden z bojowców zapalił papierosa i rzucił zapaloną zapałkę. W jednej chwili fabryka stanęła w ogniu. Strażacy, polska policja, przechodnie otoczyli to miejsce. Majerowi Szwarcowi i Eliezerowi Gelerowi udało się zbiec. Majera ukryła pewna Polka w szafie - zmarł na zawał serca. Geler - poparzoną twarzą i rękami, o własnych siłach dotarł do wynajętego mieszkania. Tosię i jej towarzyszkę Szyfrę policja złapała i przekazała w ręce Niemców. Zmarły obie po kilku dniach w straszliwych męczarniach w szpitalu.  
W lasku pod Warszawą zebrało się kilkadziesiąt osób. Oprócz towarzyszy działających po aryjskiej stronie troszczył ie o nich serdecznie polski gospodarz, Bronisław Kajszczak - żołnierz AK, nazywany "chłopem", pomagał z własnej woli.  
Kiedy komendant AK dowiedział się, że bojowcy uratowali się i ukrywają gdzieś pod Warszawą, zażądał, aby przenieśli się na Wołyń, odległy o setki kilometrów.  
Kiedy jedna z grup żydowskich powstańców wróciła z bazy nad Bugiem do Łomianek, do wiernego polskiego przyjaciela Bronisława Kajszczaka, jedna z chłopek lub volksdeutschka wydała ich Niemcom. Wszyscy zostali zamordowani.  
Pewnego dnia, mieszkająca wówczas na ul. Leszno 27 Cywia Lubetkin ujrzała przez okno Polaków wiszących na murach byłego getta. Niemcy powiesili pięćdziesiąt osób. Byli to więźniowie Pawiaka. Gromadzili się wokół nich krewni i tysiące przechodniów.  
Przy współudziale żydowskich przedstawicieli powstała Rada Pomocy Żydom (Żegota). Uczestniczyli w niej przedstawiciele polskich partii socjalistycznych, chłopskich, demokratycznych. Rada Pomocy Żydom cieszyła się poparciem konspiracyjnych władz polskich.  
Nazajutrz po wybuchu powstania żydowscy bojownicy nawiązali kontakt z dowództwem AK, zawiadamiając je o ich gotowości uczestniczenia w walce przeciwko Niemcom. Przyjęto ich obojętnie, chłodno. Oświadczono, że dowództwo się zastanowi, zbada sprawę, porozumie się z nimi.  
AL wyraziła zgodę, aby Żydzi walczyli jako odrębny oddział ŻOB. Jako grupa żydowska zostali włączeni do większej jednostki. Powierzono im obronę jednej z głównych barykad na rogu ulic Rybaki i Mostowej, niedaleko Wisły, naprzeciw umocnionych niemieckich posterunków.  
Nazajutrz po kapitulacji powstania Niemcy nakazali całej ludności opuszczenie stolicy. Nie było wody ani żywności. Po wielogodzinnym krążeniu nad brzegiem Wisły Marek Edelman dowiedział się o dobrze zamaskowanej piwnicy. Tam żydowscy bojownicy znaleźli schronienie na sześć tygodni.  
Kiedy młoty Niemców kopiących okopy waliły już w ściany piwnicy, której ukrywali się Żydzi, wydarzył się cud. W przerwie obiadowej Niemców przybyła grupa dowodzona przez Alę Margolis, która w porozumieniu z dr Inką Szwajger i doktorem Świtalem zorganizowała akcję "Polskiego Czerwonego Krzyża". Pod pretekstem wyprowadzenia ze zburzonego miasta grupy chorych na tyfus i rannych przybyli oni do ukrywających się bojowców. Tych, których wygląd był zdecydowanie semicki, obandażowano i ułożono na noszach. Pozostali włożyli opaski Czerwonego Krzyża i jako sanitariusze nieśli na noszach "chorych".  
Wkrótce po wyzwoleniu Warszawy Zelikiewicz i jego żona odnaleźli bojowców, których uratowali w akcji "Polski Czerwony Krzyż" i opowiedzieli im swoją historię.  
Po upływie kilku miesięcy ci z powstańców żydowskich, którzy przeżyli, znaleźli się w Grodzisku pod Warszawą. Przebywali tam aż do nadejścia Armii Czerwonej. Ludzie na jej przybycie zareagowali z entuzjazmem - całowali sie i ściskali. Żydzi stali smutni i przygnębieni.  
Głównym zajęciem Żydów, którym udało się pozostać przy życiu i urządzić po wielkiej akcji, byłą praca w szopach. Niemcy założyli w getcie warsztaty i zakłady przemysłowe znane pod nazwą szopów. W wielkich halach ustawiono rzędami setki maszyn. Siedzieli nad nimi nachyleni Żydzi. Szyli bieliznę i naprawiali mundury dla niemieckiej armii. Dzień roboczy trwał od brzasku do zmierzchu, bez przerwy. Wynagrodzeniem za pracę była kromka chleba z marmoladą i trochę zupy. W czasie pracy nad robotnikami stali dozorcy z pejczami. Jeśli ktoś na chwilę zwolnił lub przerwał pracę, spadał na niego pejcz.  
Po wyzwoleniu Kowla przez Armię Czerwoną znaleziono na murze synagogi napis w języku hebrajskim: "Cześć towarzyszom chalucom idącym na śmierć! Pozostajemy do końca wierni naszym ideałom. Pomścijcie naszą przelaną krew. Sznajdł Szwarc, Łaja Fisz, Ruchla Fogelman, Daid Ajzenberg ".  
Wiosną 1943 r. Cwi Brandes i Josef Kapłan zakładają fermę rolniczą organizacji Haszomer Hacair w Żarkach.  
Niemcy zabijają w kryjówce przy Miodowej Arona Bruskina i jego towarzyszy.  
15 listopada 1940 r. Szloma Cygielnik przeszedł na polecenia kierownictwa Droru na Słowację, utworzył punkt przerzutowy w Bardiowie oraz nawiązał kontakt z organizacjami chalucowymi w Bratysławie i wysłannikami z Erec Israel do krajów neutralnych.  
Szymon Drenger, wyprowadzony na śmierć z więzienia na Montelupich z Labanem i innymi bojowcami, zdołał uciec.  
W obozie koncentracyjnym w Poniatowej pod Lublinem zginął wraz z piętnastoma tysiącami Żydów Izrael Fajwiszys, kompozytor i dyrygent.  
30 maja 1942 r. Pinkus Kartin (Andrzej Schmidt) wpadł w ręce gestapo w wyniku zdrady konspiracyjnego działacza PPR, Polaka, w momencie gdy usiłował przenieść przez mury getta maszynę drukarską dla towarzyszy partyjnych po stronie aryjskiej.  
W dniu wybuchu powstania kwietniowego próbowano przeprowadzić Chańcię Płotnicką z terenu szopów Schultza i Toebbensa na stronę aryjską. Towarzyszyli jej bojowcy Edek Himelfarb, Henech Klajnwajs i Meir Szwarc. Ten ostatni został ranny. Chancia wpadła w ręce Niemców i zginęła.  
W czasie powstania kwietniowego Lejzor Lewin przeszedł podkopem z szopów Schultza i Toebbensa na ul. Ogrodową po aryjskiej stronie, a stamtąd do lasu łomiankowskiego.  
6 maja 1943 r. Jochanan Morgensztern wyszedł tunelem z terenu szopów Toebbensa i Schultza na ul. Ogrodową po aryjskiej stronie. Grupa wpadła w ręce gestapo.  
10 maja po południu Rysiek (Muselman) wyszedł z kawiarni na placu Bankowym z łącznikiem Jurkiem Zołotowem - członkiem PPR. Zostali zatrzymani przez polskich policjantów. Stawili opór, rzucili granat ręczny. Niemcy, którzy przyszli z pomocą policjantom, zamordowali ich. Prawdopodobnie padli ofiarą zdrady przez Władysława Gaika.  
Wskutek donosu gestapo odkryło bunkier polskiego ogrodnika Mieczysława Wolskiego, w którym ukrywał się wraz z rodziną Emanuel Ringelblum. Wszyscy w nim przebywający zostali przewiezieni na Pawiak i tam straceni.  
Walter Toebbens został mianowany cywilnym pełnomocnikiem do przeprowadzania deportacji warszawskich Żydów "pokojową metodą" do obozów w Poniatowej i Trawnikach.  
Lilka Zimak otrzymała polecenie wraz z Aronem Bruskinem i grupą bojowców rozpoznania drogi na aryjską stronę. Po wyjściu z kanałów natknęli się na patrol Niemców i polskich policjantów. Lilka zginęła w bezpośrednim starciu.  
Copyright © 2011 Centrum Badań nad Zagładą Żydów
wykonano ze środków
Ford Foundation grant No 1015-1739 oraz The Fund for support of Jewish Institutions or Projects outside Norway
realizacja informatyczna: