szukaj w artykułach redakcyjnych
polski      english 

Strona główna

Kalendarium

O bazie

Szukaj w bazie danych

Centrum

Logowanie



WYSZUKIWANIE W BAZIE DANYCH

zdarzenie
Podczas masowej ucieczki Marek Stok opuścił z rodziną Warszawę.  
Po długiej tułaczce Stock Marek wrócił z 6-letnim synem przez „zieloną granicę” do domu przy ulicy Alberta.  
Pierwsze wrażenie po powrocie – opaska – to dość szeroka biała płachta z niebieską gwiazdą syjońską w środku, nosi się ją na prawym rękawie, przepisowo ponad łokciem.  
Należy bardzo wystrzegać się Niemców, zwłaszcza lotników, którzy chodzą z pejczami i biją bez powodu oraz chwytają do roboty – najczęściej do wynoszenia „skonfiskowanych” mebli wynoszonych z mieszkań żydowskich.   
Praca obowiązkowa – odrobienie 6/8 dni w miesiącu, należało stawić się o 6:30 na miejscu zbiórki i pod dowództwem sekcyjnych maszerować za miasto do różnych robót ziemnych, oczyszczania gruzów itp. Ludzie majętni i inteligencja płaciła innym biednym żydom, aby szli za nich na roboty (co oficjalnie było wielkim przestępstwem).   
Psychika niewolnika – pierwszy najgorszy skutek rządów niemieckich – każdy Niemiec może uderzyć, zbić, brutalnie gonić do roboty i nic, absolutnie nic nie można mu odpowiedzieć.   
Drugie wrażenie po powrocie – mury – wyrastają nieoczekiwanie na najróżniejszych miejscach, zamykając ulice (na Starym Mieście, przy ul. Marszałkowskiej – ul. Sienna, ul. Świętokrzyska, ul. Próżna, na ul. Długiej itd.). Po co są te mury? – optymiści mówią ze to mury strategiczne, a pesymiści, że to przyszłe getto.   
Żydzi zostali wyrzuceni ze swoich majątków.  
Większe przedsiębiorstwa Żydów objęte zostały w komisaryczny zarząd i mają komisarza Niemca, który rządzi przedsiębiorstwem. Wszystko zależy od osoby komisarza – zdarza się ze zachowuje żydowski personel i toleruje właściciela, zdarza się też, że właściciel umiejętnie kieruje swym komisarzem, i korzysta z tego, że oficjalnie jest to już przedsiębiorstwo niemieckie, jednak zdarza się też ze komisarz jest antysemitą i wyrzuca właściciela oraz personel żydowski.  
Żydzi zostali wyparci ze wszystkich wolnych zawodów, z wyjątkiem lekarzy i dentystów.  
Inteligencja bieduje – znajduje więc sobie zajęcia w dwóch dużych instytucjach – Gminie żydowskiej i Towarzystwie Opieki Żydowskiej (Ż.T.O.S.).  
Niemcy coraz częściej wyrzucają Żydów z ich mieszkań w południowej dzielnicy miasta i Śródmieściu.  
Żydzi zobowiązani się w ciągu 2-ch tygodni przenieść się do „dzielnicy żydowskiej”, której granice podane są szczegółowo, a aryjczycy tam dotychczas mieszkający dzielnicę tę muszą opuścić.  
Przy nielicznych „wylotach” z getta od wczesnego ranka stoją posterunki żandarmów niemieckich, a przy nich dopiero co zorganizowani przez gminą policjanci żydowscy. Żydzi nie mogą wychodzić na miasto.   
Getto składa się z dwóch obszarów: większego na północ od ul. Chłodnej i mniejszego na południe od ul. Chłodnej. W środku przebiega aryjska ul. Chłodna z niewielkim odcinkiem przeznaczonym dla żydów oddzielona z obydwu swych wylotów bramami przy których stoją posterunki żandarmów. Oba te obszary łączy wąska szyjka ulicy Żelaznej.   
Przez cały dzień ludzie z ulic północnych przechodzą do granicy na ul. Grzybowską i stamtąd powracają. Muszą przechodzić ul. Żelazną, ul. Leszno i ul. Karmelicką, bo inne drogi nie ma. Na rogu ul. Chłodnej i ul. Żelaznej żandarmi regulują ruch. Można się tam narazić na gimnastykę, uderzenie kolbą, przepychanie rikszy, jeśli się nią jedzie oraz na łapankę.  
Na rogu ul. Chłodnej i na rogu ul. Leszno Niemcy niejednokrotnie bawią się w „gimnastykę” – polega to na tym, że Żyda, który takiemu żandarmowi się nie spodobał (nie dość szybko przebiega, za późno zdjął kapelusz, lepiej ubranego) stawia się twarzą do ściany i każe mu się robić przez pół godziny i dłużej przysiad z podnoszeniem rąk itp.  
Gmina Żydowska urosła do potęgi: powstała dwutysięczna policja żydowska – brutalna armia „chłopców w wysokich butach”, olbrzymi Zakład Zaopatrywania – wielkie ministerstwo organizacji, poczta, bank, wydział przemysłowo-handlowy, wydział Zdrowia, wydział Techniczny, Szkolny itd.  
Korupcja i łapownictwo były jawne i powszechne. Celowała w tym właśnie policja. Najbardziej pospolitym, utartym wyrażeniem stało się „szafa gra” – tzn. łapówka. Policji i każdej instytucji trzeba się było okupić. W poszczególnych wydziałach gminy panował system protekcyjny przy udzielaniu wszelkich koncesji na dochodowe interesy, w których „ludzie z gminy” partycypowali jako cisi wspólnicy. Gmina sama też musiała się okupić u gestapo, SS. itd.   
Grupa gestapowców żydowskich pozazdrościła laurów swym kolegom z Gminy i utworzyła „Konkurencyjne przedsiębiorstwo” tzw. „Urząd do walki z lichwą i spekulacją” nazwany inaczej „13-tką” (bo mieścił się na ulicy Leszno 13) z Gancwajchem i Sternbergiem na czele. Można tam było za duże łapówki otrzymywać koncesyjki.  
Walki między grupami gestapowców – były homeryczne i pełne komizmu – dla zastraszenia gminy z podjudzeniem 13-tki zjawili się w Gminie i brutalnie biją i zrzucając ze schodów zaaresztowali prezesa Gminy Czerniakowa i kilku radców. Swą potęgę okazuje p. Hendel, który ma znajomości u innych Niemców (z gestapo i SS) i po kilku dniach poturbowani - prezes i radcy wracają, a aresztowany jest z kolei ktoś z „13-tki”.   
Spółka handlowa „Kohn i Heller” gestapowców żydowskich – najbardziej popularna, solidna i filantropijna, swą działalność rozwinęła głównie w 1941 r. Mieli oni własne składy towarowe i eksploatowali koncesję na linię omnibusową, konne omnibusy, które kursowały w getcie. Właściciele dbali o popularność dając duże sumy na biednych, urządzając imprezy filantropijne. W rzeczywistości zajmowali się zwalnianiem aresztowanych za bardzo duże sumy, sprowadzaniem ludzi z getta łódzkiego (po 5tys. od osoby).   
Mimo swej wszechstronnej działalności Gmina nie potrafi opanować sytuacji w getcie, gdzie panuje głód, nędza.  
Codziennie Niemcy zwożą do Warszawy do getta tysiące wysiedlonej biedoty żydowskiej z małych miasteczek. Nie ma miejsca więc lokuje się tych ludzi w tzw. „punktach” – na ogólnych salach przytułków, dawnych kin itp.  
Tysiące nędzarzy, żebraków stale biwakuje na ulicach. Upiorne postacie w brudnych łachmanach, szmatach, wychudzone twarze o rozgorączkowanych oczach i spuchniętych z głodu nogach. Z paczką jedzenia w ręku nie można przejść ulicą, bo naraz taki obdartus podbiega, wyrywa paczkę i żarłocznie i szybko pakuje sobie kawałki chleba do ust. W tym samym czasie cała rzesza innych żebraków przewraca go i usiłuje mu zabrać zdobyty chleb.   
Z głodu i brudu wiosną 1941 roku wybuchła z zastraszającą siłą epidemia tyfusu plamistego, która zabrała do grobu więcej ludzi niż zgarnął głód.   
Szmuglerzy – dostarczają żywność do getta.   
„Grajek” - żydowski policjant, który potrafi wejść w kontakt z żandarmami i granatowymi policjantami.  
W zimie 1941r. większych łapanek niemieckich nie ma, w grudniu wypuścili z obozów głodomorów wziętych w końcu lata. Łapanki są od czasu do czasu na Falenty, do obozu pracy pod Warszawą gdzie buduje się jakąś szosę itp.   
Gmina urządziła lekarskie komisje przeglądowe przed którymi stanąć mają wszyscy mężczyźni do 60-ciu lat. Potem każdy mężczyzna otrzyma „arbeits – karty” – jeśli jest do pracy niezdolny otrzymuje odroczenie na 1-2 miesiące, za które stosownie do stanu zamożności płaci Gminie miesięczny haracz, potem znów musi stanąć przed komisją; zdrowy i zdolny do pracy ma zaznaczone „tauglich” i miejsce swojego zatrudnienia, jeśli pracuje, co również zwalnia od obozu pracy, ale też musi płacić haracz; zdrowi i niezatrudnieni mają otrzymać na obozy pisemne wezwanie – ale to wszystko okaże się teorią.  
Nocne aresztowania - Gmina rozsyła pierwsze pisemne nakazy stawiennictwa na obóz – nikt oczywiście dobrowolnie na te katusze się nie stawia. Przez co policjanci żydowscy w nocy dostarczają wezwania równocześnie zabierając siłą tych mężczyzn.  
Zupełnie nieoczekiwanie rozpoczął okres łapanek ulicznych organizowanych przez żydowskich policjantów.  
„Jest piękny wiosenny dzień. Ulica Leszno jak zwykle zatłoczona ludźmi. Nic nie wskazuje na żadną groźbę. Na raz przeraźliwy gwizd i w tejże chwili ze wszystkich bram wysypują się ukryci tam, po 2-ch, policjanci żydowscy i jak szarańcza rzucają się na oszołomionych przechodniów. W mig wychwytują po 2-ch, 3-ch mężczyzn, biją, szarpią i gnają bądź na podwórze swego „rejonu” przy ul. Leszno 40, bądź też do lokalu kwarantanny Leszno 80, w zależności gdzie bliżej. Zaraz znów wracają do swej roboty. Ukryć się nie ma gdzie, bo wyloty od strony Żelaznej i Solnej są obstawione tyralierą policjantów, a bramy domów są też strzeżone. W ten sposób w ciągu mniej więcej pół godziny wychwytują około 800 mężczyzn. Tych zaraz przeprowadzają poza obręb getta na Leszno 109, gdzie są pobieżne oględziny niemieckiej komisji lekarskiej i zaraz wysyłani są do obozów” napisał Stok Marek.  
Mistrzem w organizowaniu łapanek okazał się zastępca kierownika policji żydowskiej Jakub Lejkin.  
Dysproporcja ulicy żydowskiej – z jednej strony zastraszająca nędzą, z drugiej pełne kawiarnie bogatych panów.   
Wiadomości polityczne są straszne – Norwegia, Holandia, Belgia padły. Broni się jeszcze Francja, ale autor wkrótce czyta o upadku Paryża i poddaniu się Francji. Teraz już nie ma nadziei na szybki koniec wojny. Trzeba się przystosować i żyć.   
Łapanki budziły przerażenie, gdyż były dokonywane przez swoich, czyli policjantów żydowskich. Łapanki te były skuteczne, gdyż w ciągu kilku dni wyłapano parę tysięcy ludzi, których z powrotem już się nie zobaczy. Z ul. Leszno 109 powracają tylko bardzo nieliczni (głównie chorzy), lub za bardzo grube pieniądze, czy tez stosunki.   
Wraz z pogłoskami o obozach pracy i pierwszych łapankach zaczęły się tworzyć tzw. „szopy” – zatrudniające rzemieślników. Tworzono głównie szopy krawieckie, gdzie miano szyć mundury dla wojska.   
Markowi Stokowi udało się w skutek silnych starań dostać w charakterze urzędnika do szopy krawieckiej przy ulicy Prostej 12 w gmachu dawnej szkoły handlowej.   
Marek Stok w wyniku złapania kilku znajomych krawców podczas łapanki ulicznej poszedł interweniować w ich sprawie do Komendy Służby Porządkowej (K.S.P.), czyli do sztabu głównego policji żydowskiej i został w „dowód niezwykłej łaski” przyjęty bardzo uprzejmie przez samego p. Lejkina, który tłumaczył się, że wypełnia „robotę społeczną”.   
Z obozów dochodziły okropne wieści – pracowano tam o głodzie przy robotach melioracyjnych, wodnych i fortyfikacyjnych, bito i maltretowano ludzi, a chorych zabijano, a jeśli w obozie pojawił się przypadek tyfusu to cały obóz rozstrzeliwano.   
Pod znakiem obozów i tyfusu mijało lato 1941r., jak również ogródków kawiarnianych przy ul. Leszno z panami robiącymi kokosowe interesy.  
Wydział Zdrowia Gminy walczył z tyfusem poprzez blokowanie domu, w którym stwierdzono wypadek tyfusu i wszystkim mieszkańcom nakazano iść do kąpieli publicznych, a następnie mieszkanie dezynfekowali. Przy bramie domu stał policjant, który strzec miał by przez cały czas blokady (do 14 dni) aby nikt nie wchodził, ani nie wychodził. Niekiedy blokady sanitarne robione były z udziałem Niemców – były one gorsze, bo gdy Niemcowi nie podobał się stan czystości mieszkania to bił niemiłosiernie mieszkańców. Blokady te jednak w ogóle nie zatrzymywały epidemii tyfusu.  
Tyfus - olbrzymia blokada przy ulicy Krochmalnej i Ciepłej wszystkich domów na raz – całą ludność wyrzucono z mieszkań i spędzono do kąpieli, a mieszkania dezynfekowano.  
„Składnica sanitarna”, czyli skład środków dezynfekujących posiadających monopol na dostarczanie ich do wydziału Zdrowia, zorganizowana przez kilku kombinatorów z Gminy wespół z producentami środków dezynfekujących.   
Tyfus – zamożniejsi ludzie poszukiwali na gwałt szczepionki prof. Veigl’a, którą szmuglowano z Lwowa, a cena jej sięgała 1000zł i więcej. Szczepionkę tą sprzedawano czasami zafałszowaną. Była lekarka, której nazwiska autor nie pamięta, która potrafiła jako jedyna dokonać analizy tej szczepionki bez otwierania ampułki, za co brała 25zł. Mówiono, że na tych analizach zarobiła ponad 1000zł.   
Marek Stok sprzedał złote obrączki ślubne i dwa srebrne lichtarze i razem z żoną zaszczepili się na tyfus szczepionką prof. Veigl’a.   
Epidemia tyfusu swój szczytowy punkt osiągnęła latem 1941r., na jesieni zaczęła maleć, a w zimie 1941/42 powoli wygasać.   
Wieści zza getta - wybuch wojny z Rosją, wieści z zajętych miast, dni Petlury, czyli 25-27 lipca 1941r. pogrom Żydów we Lwowie, zorganizowany przez ukraińskich nacjonalistów.   
Jesienią 1941r. spotyka się na ulicach getta dużo nowych twarzy, są to często starzy znajomi, którzy uciekli z Warszawy 6 września 1939r. Są to uchodźcy z zajętego przez Niemców Lwowa.  
W końcu września 1941r. obiega pogłoska, że getto będzie znacznie zmniejszone. Niemcy chcą zabrać ulice leżące w tzw. „małym getcie” tj. od Chłodnej do Siennej.   
Likwidacja „małego getta” – Gmina się targuje z Niemcami i udaję się zmniejszyć zasięg wysiedleń. W zamian za odebrane ulice Niemcy mają przyłączyć do getta kilka domów z innego odcinka ul. Chłodnej, kilka domów z ul. Żelaznej i Wolności oraz dwa domy z ul. Przejazd. Na początku października wyrzucają z mieszkań Żydów z nieparzystej strony ul. Siennej, potem ul. Chłodna, Elektoralna, Krochmalna do Rynkowej, Tłomackie.   
Wydział Kwaterunkowy Gminy, po likwidacji „małego getta” ma pole do popisu. Na czele Wydziału obok radcy Barta stoi niejaki Fogiel z Łodzi.  
Fogiel przystąpił do spółki fabryki sztucznego miodu i marmolady , które zakład zaopatrywania rozdzielał na kartki.   
Niemal wszystkie przedsiębiorstwa handlowe i przemysłowe w getcie ofiarowały się na zasadzie monopolu, bądź koncesji. Radcy i wyżsi urzędnicy Gminy poprzez podstawione osoby (krewni) byli cichymi wspólnikami tych przedsiębiorstw, uczestnicząc w nich bez żadnego wkładu kapitałowego, osiągali dla siebie krociowe zyski.  
Jeżeli się było gestapowcem, to nie można było tylko pomagać. Jeśli jedną ręką kogoś się wyciągało, to drugą ręką musiało się kogoś innego pogrążyć. Jednym z gorszych gestapowców był Anders, który wydał setki ludzi, a którego Niemcy zabili na początku zimy 1942r. (jak zresztą większość gestapowców żydowskich).   
Wiele kelnerek popularnych kawiarni na Lesznie – to konfidentki gestapo – takie były pogłoski.   
W getcie umarł adwokat Berenson, świetlana postać, który do ostatniej chwili życia pomagał bliźnim słowem i czynem.   
Dr Korczak z niesłychanym poświęceniem prowadził w tych strasznych czasach dom sierot i ratował od głodowej śmierci setki dzieci.   
Dr Braude Hellerowa pracowała od świtu do nocy, by prowadzić szpital dziecięcy.   
Setki bezimiennych pracowników i pracownic, cale dnie poświęcali ratowaniu biednych i dzieci poprzez prowadzenie świetlic, szkół, ogródków, punktów dożywiania itd.  
Niemcy nakazali Żydom oddanie wszystkich futer. Po upływie 3-dniowego terminu przeznaczonego na zdanie futer, każdy, u którego znaleziony został choćby skrawek futra, miał być rozstrzelany.   
Sprowadzono do getta liczne partie Żydów niemieckich. Nie nosili oni opasek, lecz żółte łaty na piersi z napisem „jude” (żyd).   
Zimą zaczęły dochodzić do getta przerażające wiadomości o losie Żydów z poszczególnych miast i miasteczek kresów wschodnich i w województwach centralnych. Podobno zjawiała się tam, straszliwa „Vernichtungs-kommando” (specjalny oddział niszczycielski) , która wywoziła wszystkich Żydów i uśmiercała ich przez zagazowanie. Było to tak straszne, że nikt nie chciał w to uwierzyć.   
Po zimie 1942r. w getcie nastąpił znacznie spokojniejszy okres. Możliwości zarobkowe dla rzemieślników zwiększyły się, gdyż Transferstelle (urząd niemiecki, który jednoczył całość gospodarczych stosunków getta ze światem zewnętrznym) dawała dużą ilość zamówień na wszelkiego rodzaju wyroby przemysłowe i rzemieślnicze.  
Nad ulicą Chłodną zbudowano drewniany most, przez który przechodzili piesi Żydzi z „dużego getta” do „małego getta”. Natomiast dla ruchu kołowego ustawiono bramy na rogu ul. Chłodnej i ul. Żelaznej – gdy otwierano je dla przepuszczenia wózków i wozów żydowskich, zamykano ulicę Chłodną automatycznie zatrzymując ruch aryjski.   
W domach na ul. Chłodnej oprócz prezesa, radców i kilku dygnitarzy gminnych zamieszkała duża ilość inteligencji. Markowi Stokowi udało się też uzyskać mieszkanie przy ul. Chłodnej (bez łapówek i szczególnych stosunków).   
Mały pogrom w nocy w getcie. Niemcy wywlekli z mieszkań 57 osób i rozstrzelali je na ulicach koło domów. Był wśród nich piekarz Blajman z żoną, jakiś drukarz, nauczyciel i szmugler oraz inni.   
Gmina, po zastrzeleniu przez Niemców 57 osób, rozesłała uspokajający ogólnik, w którym pisano, iż według władz niemieckich egzekucja ta miała charakter jednorazowy i więcej się nie powtórzy.   
Rozpoczęły się nocne pogromy zwane „egzekucjami” (czasami dochodziło do 60 egzekucji jednej nocy). Potem były przerwy 2-3 dniowe i znów się egzekucje powtarzały. Wyprowadzano ofiarę z domu, gdzie stało auto, które puszczało na ofiarę światło swych reflektorów, ofierze kazano iść i Niemcy posyłali jej kilka kul w kark.   
Coraz częściej przywożono Żydów złapanych po aryjskiej stronie i zabijano ich w getcie, nawet w biały dzień. Niektórych odstawiano pod sam dom. Niemiec podawał takiemu panu rękę, na pożegnanie mówiąc mu, że wrócił on szczęśliwie do domu, a gdy ten człowiek odwracał się i wchodził w bramę, tenże Niemiec posyłał mu kulkę w kark, każąc pobliskiemu policjantowi żydowskiemu zająć się zwłokami.  
Sport Niemców - codziennie około godziny 13-14 tej jechało z Pawiaka duże auto, z którego Niemcy przejeżdżając ul. Karmelicką i ul. Leszno stale strzelali do ludzi. Było też małe, sportowe auto, którym z ogromną szybkością zygzakami jeździł po Lesznie jeden oficer strzelając do przechodniów.   
Duże strzelaniny na wachach – przedtem się zdarzały, ale nie w takich rozmiarach – już nie tylko za szmugiel, lecz również bez widocznego powodu nagle żandarm zdejmował karabin i strzelał kilka razy w tłum, potem spokojnie wieszał karabin na ramieniu i odchodził. Szczególnie lubił tą „zabawę” jeden żandarm zwany powszechnie „Frankenstein”, o którym mówiono, że nie może iść spokojnie spać, jeśli danego dnia nie miał „na rozkładzie” przynajmniej jednego zabitego Żyda.   
Po Wielkiej Nocy 1942r. dotarły do Warszawy wieści o pogromie Żydów w Lublinie. Było to pierwsze duże miasto w Generalnej Guberni, w którym „Vernichtungskommando” dokonało straszliwej masakry. Z pogłosek wiadomo było tylko, że wywieziono na śmierć przeszło 90% całej ludności żydowskiej Lublina, a resztę wywieziono do obozu pracy w Majdanku.   
Po likwidacji getta w Lublinie rozpoczęły się paniczne plotki, że Niemcy mają zabierać dzieci do lat 10 i że na jesieni całe warszawskie getto przesiedlone zostanie na wschodnie krasy, gdzieś pod Pińsk, a w warszawskim getcie Niemcy zostawią ludzi tylko zatrudnionych w niemieckich firmach.   
Filmowanie – pod tym znakiem upływały wiosna i początek lata 1942r. Getto objeżdżali i obchodzili oficerowie („panowie od propagandy”), którzy zawzięcie kręcili filmy i robili zdjęcia. Niekiedy aranżowali różne sceny filmując „pasożytów żydowskiej plutokracji” – każąc ozdabiać mieszkania, rekwirując z restauracji w tym celu żydowskie przysmaki, przywożąc południowe owoce i wina, sprowadzali tam, przy pomocy żydowskiej policji, panie (na ogół kelnerki) i panów (przyzwoicie ubranych Żydów z ulicy) i kazali im odgrywać orgie.   
Wrażenia z połowy 1942r. - „mimo tej codziennej strzelaniny, zabijania ludzi w dzień i w nocy, mimo panicznych plotek i prawdziwych hiobowych wieści z innych miast, mimo filmowania – nigdy nam jeszcze w getcie życie tak nie smakowało, jak w tych dniach maja i czerwca 42r. Nigdy przedtem świat nie wydawał się tak pełen uroku i godny życia. Może było w tym podświadome poczucie wiszącej nad nami grozy” pisze Marek Stok.   
Markowi Stokowi wiosną 1942r. źle się powodziło materialnie. Pracę w szopie krawieckiej utracił w sierpniu 1941r. (szopa się rozpadła). Dorabiał więc dorywczo jako adwokat – interweniując w imieniu klientów w różnych agendach Gminy i uczestnicząc w sądach polubownych, choć w rzeczywistości utrzymywał się z pożyczek, których udzielał mu przyjaciel inż. Aleksander Weller oraz z paczek żywnościowych otrzymywanych od szwagierki – lekarki z Wysokiego Litewskiego.   
Latem 1942 roku były piękne, letnie dni. Po obiedzie z reguły spadał krótki, ożywczy deszcz. Stok Marek wraz ze znajomymi przesiadywał często w tych dniach w ogródku warzywnym znajomych przy ul. Chłodnej. Trochę kopali w ogródku, czytali dużo książek z pobliskiej czytelni, trochę flirtowali. Wieczorami na obmurowanym chodniku ul. Chłodnej było rendez-vous całego „eleganckiego świata” (prawdziwy deptak krynicki). Natomiast po godzinie policyjnej odwiedzali się nawzajem rozmawiając do późna w nocy.  
Policja złapała sporo ludzi, którzy nie mieli w porządku tzw. „meldekarty”, czyli osoby które zalegały z opłatą comiesięcznego haraczu Gminie i wysłała je na obóz pracy pod Bobrujskiem.   
Vernichtungskommando zajechała do Warszawy.   
Zgroza obozów – obóz pod Bełżcem, gdzie maltretowani, bici i głodzeni ludzie pracowali po 14 godzin dziennie po pas w wodzie, a każdego chorego więźnia bestialsko zabijano. Pewnego razu kierownik obozu podszedł do 16 letniego chłopca i zapytał się dlaczego on nie pracuje, a gdy usłyszał w odpowiedzi, że chłopiec ma poranione ręce i nogi, powiedział mu, że to opatrzy. Gdy chłopak wyszedł z wody Niemiec powiedział, że kula kosztuje 3,5zł i on ma za nią zapłacić – dostał od chłopaka 5zł, wydał mu 1 zł 50 gr. reszty, wyjął rewolwer i zabił chłopca.  
Niemcy za stwierdzony szmugiel na ul. Waliców rozstrzelali w więzieniu żydowskim przy ul. Gęsiej 100 osób zatrzymanych tam chwilowo przez Gminę za nieopłacone podatki, a do tego 10 policjantów żydowskich.   
W lokalu wynajętym przy ul. Nowolipie 44 szwagrowie Marka Stoka prowadzili niewielką fabrykę wyrobów dzianych. Lokal ten mieścił się w olbrzymiej, przemysłowej posesji, obejmującej cały szereg budynków fabrycznych. Teren ten od zimy 1942r, przejął niemiecki przedsiębiorca z Gdańska – Hans Schultz, który urządził tam szopy (kuśnierskie i szewskie – w których produkowano futra i buty dla niemieckiego wojska). Szwagrowie w czerwcu 1942r. postarali się o przejęcie ich fabryki przez Schulza – powstał tam dział skarpetek wełnianych i swetrów tzw. „Stickerei – Abteilung” – i wpisali na listę pracowników całą rodzinę.  
Marek Stok zaczął pracować od 15 lipca w fabryce szwagrów na ul. Nowolipie 44 przejętej przez Hansa Schultza na posadzie urzędnika. Wówczas pracowało tam przeszło 3000 ludzi. Wejście do gmachu pilnowali policjanci – zalążek późniejszego wielkiego Werkschutzu.   
Szopy – w tym czasie istniały tylko dwa większe szopy prowadzone przez niemieckie firmy: pierwsza – Schultza i druga – Toebbensa, który objął szopy na ul. Prostej i urządził dużą szopę na Lesznie. Prócz tego były mniejsze – Schilling na Nowolipiu, Karol – Georg Schultz na Lesznie 78 itd.   
Sąsiad aplikant adwokacji Norbert Feldman, poprosił Marka Stoka, aby zjawił się w mieszkaniu innego sąsiada – Kohna (był to brat słynnego Kohna, współwłaściciela firmy „Kohn i Heller”). Kohn opowiedział o tym, że do Warszawy zjechała najgroźniejsza, niszczycielska ekipa SS i że zapowiedziane jest kompletne uśmiercenie wszystkich Żydów Warszawy. Feldman zaproponował ucieczkę na „aryjską stronę”, ale większość nie chciała tam iść. Nazajutrz pogłoski te obiegły już całe getto.   
Do Warszawy przyjechała ekipa SS, która podlegała bezpośrednio tylko Globotznikowi, który siedzibę swoją miał w Lublinie, a odpowiadała jedynie przed samym Himmlerem, działając na wyraźne rozkazy Berlina i żadna interwencja nawet u Gen. Gubernatora Franka w Krakowie, czy w Berlinie nie mogła ich zmienić.   
Ekipa SS, która zjawiła się pod koniec lipca w Warszawie, w biały dzień na dziedzińcu rozstrzelała Kohna i Hellera.   
Początki wysiedlenia – Niemcy chodzili po domach i zabijali ludzi (głównie inteligencję). Na ul. Chłodnej zabili kilku lekarzy i adwokatów oraz kilkoro dzieci. Stok Marek z rodziną postanowił nocować w fabryce. Nad ranem przyszedł pierwszy pracownik – wuj żony Stoka pan Eisenberg (bardzo miły człowiek) i zawiadomił, iż na ulicach są już obwieszczenia Gminy o „wysiedleniu”.   
Obwieszczenia o wysiedleniu – Gmina zawiadamiała, że z rozkazu władz wszyscy Żydzi, zamieszkali w dzielnicy żydowskiej Warszawy zostają wysiedleni na Wschód. Mają się oni stawić dobrowolnie na Umschlagplatz. Tam każdy wysiedlony ma dostać 2 kg chleba i 1 kg marmolady na drogę. Ci, którzy nie stawią się dobrowolnie, będą zabierani siłą. Wysiedleniu nie podlegają pracownicy: firm niemieckich, firm pracujących dla wojska, Gminy, szpitali i sanitariatu, szkolni, Ż.T.O.S-u itd. Obwieszczenie podpisane było przez prezesa Czerniakowa.   
Czerniakow, prezes Gminy, popełnił samobójstwo po obwieszczeniu nakazu wysiedlenia Żydów z Warszawy. Uchodził powszechnie za człowieka uczciwego, lecz słabej woli, co potwierdza fakt, iż zamiast wzywać do samoobrony, podpisał obwieszczenie, a potem się otruł.  
Copyright © 2011 Centrum Badań nad Zagładą Żydów
wykonano ze środków
Ford Foundation grant No 1015-1739 oraz The Fund for support of Jewish Institutions or Projects outside Norway
realizacja informatyczna: